Polish baquette, czyli dziecko chciało bułeczkę

Lubię narzekać na lato, że gorąco, że bez sensu i że jesień lepsza pod każdym względem, LECZ moje ciało reaguje na tę porę roku DOBRZE. Przestają mi się łamać paznokcie, wypadać włosy i znikają atopowe plamki. Ba, mam wrażenie, że wzrok i równowaga mi się poprawiają! Czy to słońce, czy owoce NIE wiem, ale wekowania TEJ pory roku nigdy nie za dużo! Dżemy rok temu skończyły się nam w październiku, czyli zapasy powinnam mieć JEDNAK większe.

Dziś pojechaliśmy więc na kolejne SAMOZBIORY! Trochę się tej wyprawy bałam, bo zbiory jagody kamczackiej były takie super, że tendencja mogła być tylko zniżkowa… I myliłam się, bo było nawet LEPIEJ!!! Pierwsze zaskoczenie to, że wiśnia rośnie NISKO, a drugie, że zbiera się ją BŁYSKAWICZNIE. Nawet tacy niezaprawieni zbieracze jak MY, dali radę i w 40 minut mieliśmy 10 kg. Właściciele takich eko-upraw są bardzo pozytywni i sympatyczni! Razem z nami była Bibi, a jak wychodziliśmy to właścicielka szła ze mną z kobiałkami porzeczek. I ja tak pytam: A co Pani zrobi z tą porzeczką? Może mogę ją kupić? A ona odpowiedziała: Ale ja ją Pani dam! 🙂 Także przede mną wyzwanie WIŚNIOWE! Tu macie roleczkę, a niżej dwie fotki! 🙂 Namawiam Was na taką aktywność! Tym razem adresy braliśmy stąd i tak mi się marzy jeszcze borówka, bo teraz sezon na borówki i maliny…

Już za chwileczkę, już za momecik…

Ruszamy na lotnisko po Lilkę! Panna oczywiście ma FOCHA i mamy po nią NIE przyjeżdżać (sama sobie wróci Uberem i kolejką), ale jedziemy. JEDNAK. Wczoraj miała Graduation i tu macie filmik, który jest sklejony z trzech migawek (całość niewiele ponad minutę). Najważniejsza jest pierwsza sekwencja, kiedy Mike wywołuje Lilkę i tak słuchałyśmy z Łucją co to też on jej powiedział i zrozumiałyśmy, że ona była dla niego ważna i wykorzystała całkowicie ten czas spędzony tam. Potem jest migawka z jakiegoś koncertu na zakończenie (loki tyłem) oraz śpiewanie chyba jakiegoś hymnu?

Świetnie zabłysnęli chłopcy, którzy z nią byli. Bo pojechała z trzema chłopakami. Dwoma trzynastolatkami i jednym 17-latkiem. Oni oczywiście byli w męskim kampusie, ale jeden z tych młodszych był obiektem wszystkich mniejszych (ok 13 lat) dziewczynek z Japonii (He is SO CUTE). Drugi trzynastolatek zgubił na lotnisku plecak zaraz po przyjeździe, gdzie miał karty i gotówkę, ale na szczęście chwilę wcześniej przekazał paszport opiekunce i od razu zastrzegł karty (zresztą otrzymał informację, że podjęto próbę płatności nimi). I on był doskonały z angielskiego i razem z Lilką był w najmocniejszej grupie. Natomiast on akurat był główną osobą w męskim kampusie. Był również 17-latek, który był zwyczajnym, melażującym na imprezach w Polsce, nastolatkiem i jego opowieści o tym jak się bawił w Polsce były niezwykłymi historiami dla gości z Meksyku. Men! Uciekałeś przed policją??! Przesyłał im nawet filmiki, którzy ci przesyłali DALEJ do Meksyku. On dla odmiany był bożyszczem starszych dziewczynek (He is SO GOOD looking!) Piszę Wam o tym, bo jestem z takiego pokolenie trochę pełnego kompleksów, a nasza MŁODZIEŻ sprzedaje się na całym świecie DOSKONALE.

Pływali na łodziach, brakuje mi, że nie dotarli w te miejsca, z których ta British Columbia słynie (z insta fimik tu i tu), a wszystkie takie atrakcje mieli na tej samej wyspie! Panna widziała OCEAN SPOKOJNY i fotki JESZCZE będą (podobnie jak szczegóły wyprawy! WIEM również, że płakała wyjeżdżając… ONA płakała??? Więc chyba do powtórki ta Kanada? 🙂

Weekend fanów Anime

Od 25 godzin trwa impreza, na którą Mieszko szykował się od roku (!!!). Wczoraj koło południa odebraliśmy akredytację (bo bilety kupowane były jeszcze w zimie), a dziś rano odwiozłam go tam, RAZEM z jego kumplami. Event był dedykowany fanom kultury japońskiej i anime, a sam konwent trwa non-stop od piątku do niedzielnego południa. Mnóstwo tam cospleyowców, ale samo wydarzenie jest dużo bardziej kameralne i hermetyczne niż taki Pyrkon. Są tam głównie poprzebierane dzieciaki, morze sal z grami, mnóstwo wykładów i różnych paneli, są punkty z japońskim jedzeniem i bezpłatna woda (oraz bezpłatne zupki instant z Azji). Wszystko rozgrywa się w dwóch budynkach (jeden jest czteropiętrowy i akcja jest na każdym piętrze). Są konkursy rozgrywane przez Kahoota, w którym jednocześnie bierze udział ponad setka uczestników, a na całym terenie jest bezwględny zakaz spożywania alkoholu oraz palenia czegokolwiek łącznie z vape-ami. Strój zamawialiśmy w marcu, lecz młody DZIŚ rano stwierdził, że NIE zakłada peruki (która była najdroższym elementem!!!). Dzięki niej uzyskał by te anime proporcje z wielką głową i drobnym tułowiem (jego postać to był Killua Zoldyck – wyżej macie rysunek JAK miał wyglądać). Trudno, i tak bawił się dobrze, ALE co mnie cieszy najbardziej wziął udział w kilku wykładach (np. o historii toalet, gdzie jak się domyślacie było przemycone również sporo faktów z historii samej Japonii). Inne wykłady, którymi był zainteresowany to Impact Genshina, czyli przyszłość gier online/Epicki konkurs o Genhinie/Ta BL-ka jest fajna, czyli co czytają Japonki/Przegląd najbardziej szalonych anime/i coś tam jeszcze. Chłopaki spędziły tam cały dzień – właśnie przywiózł ich tata jednego z kolegów, no i mam nadzieje, że za rok znowu go tam wypchnę! 🙂

u góry macie fotkę jaką cyknęłam chłopakom, gdy rano ich odwiozłam. Mieszko jest po prawej, przy płocie, obok niego jest kumpel w stroju karateki, a z tyłu drugi kumpel w stroju jakiejś konkretnej postaci (nie wiem JAKIEJ) 🙂

Są myśli, które nie znoszą światła dziennego, podobnie jak oczy puszczyka.

„Accabadora” – bardzo fajna książka, podpatrzona na innym blogu. Nie można jej nigdzie kupić, bo wydano ją 8 lat temu, ale była akurat w mojej gminnej bibliotece. Polecam!

Mamy z Lilką serial, który oglądamy… „Stamtąd”- taki ma tytuł… To horror, ale nas całkiem wciągnął.. Tylko, że jej NIE ma i bez niej NIE mam co oglądać!!! Finiszujemy z Mieszkiem Nicka Fury, lecz jest to produkcja słaba i nie idzie nam za żwawo… NIE mam dużo prasowania, ale czasem coś tam się uzbiera i chciałby się coś obejrzeć… Z tych nudów zaczęłam więc Black Mirror, do którego podchodziłam kilka razy i nie chwyciło. Mało tego jest, więc idzie szybko. Odcinki są nierówne, ale wszyscy mówią, że szósty sezon jest obowiązkowy przed Barbie!

W Lublinie od wczoraj trwa Karnawał Sztukmistrzów, lecz w tym roku wydarzenie omijamy, gdyż zaczęła się właśnie inna impreza, która jest ważna dla Mieszka! Łucja znowu randkuje, bo w końcu tydzień się nie widzieli i nadchodzą dwa tygodnie, kiedy towarzystwo zabierze Diabli i znowu zakochani będą mieć przerwę w relacjach! Lilka miała aktywność nazwaną CHARITY, czyli robili coś dla innych. Ona znalazła się w grupie segregującej wyprane kapcie. Była sekcja zabawy z dziećmi, była grupa składająca ubrania w kostkę, lecz symetria to nie jest jej superpower i tam panna się nie zgłosiła.

kudły po prawej
fragment śniadania
kudły po środku

Marzenia o niedźwiedziu, czyli dzień jak co dzień

  • Czy właśnie zwolniłam kogoś z pracy? – zapytałam chwilę później.
  • Tak. Przeszkadza Ci to? – zdziwił się Diabli.
  • Nie w sumie, bez znaczenia.

⭐Mieszko nocował u kolegi, do pierwszej w nocy kłócili się CO mają oglądać i w końcu wygrał youtube. Pobudkę mieli o siódmej, gdy do pokoju władowały się dwa wielkie psy gospodarzy i zaczęły śpiących chłopców MYĆ. Młody dzisiaj jest Zombie i zaraz coś będziemy oglądać.

⭐Moja nauczycielka hiszpańskiego jest teraz w Sevilli u ludzi, których poznała na Erasmusie i których nazywa ich swoimi hiszpańskimi rodzicami. Lekcje miała z nami (jest nas DWIE) JEDZĄC obiad i popijając sangrią. Gdy brakowało jej jakiegoś słowa (oranżeria) pytała się Jesusa i on podpowiadał. Pogadaliśmy o tym, kiedy jechać do Sevilli i co tam jeść… Btw. wczoraj, też świętowali tam dzień Anny (zakładam więc, że datę i u nas i tam narzucił kościół katolicki) i tego dnia odbywa sie tam cucania, czyli impreza, która ściąga tam śmiałków akrobatów. W życiu nie miałam takiej lekcji 🙂

⭐Łucja sprzedała już WSZYSTKIE (swoje i Lilki) niepotrzebne podręczniki (moja krew) i dziś cały dzień randkuje.

⭐Lilka była na farmie, ale to nie była taka zwyczajna farma ze zwierzętami, tylko ziemie kobiety, która postanowiła wyhodować sobie LAS. Tak, żeby przychodziły do niej niedźwiedzie czarne, które mieszkają w pobliżu. To łagodne niedźwiecie (nie jak te brązowe) i bardzo ciekawskie. One dochodzą do drzewa, stają na tylnych łapach i patrzą co też ten człowiek robi? A Wy myśleliście, że macie wielkie marzenia… 😉

⭐Mike (ten Mike- tutor Lilki) zaśpiewał dla niej piosenkę o NIEJ. Acapella przez cały korytarz. Czy Liliana się zaśmiała? Nie. Ona zrobiła rolla oczami…

Allora

  • Mamo, dasz mi swój dowód?
  • Łucja, jak znajdziesz bank co mi udzieli kredytu, to poproszę o info. Masz w torebce, możesz sobie wyjąć.
  • Chciałam założyć konto na airbnbe. I muszę być pełnoletnia… I za chwilę będę Ci robiła fotkę kamerką w kompie…
  • Tak teraz?
  • Tak.
  • No to fajne moje zdjęcie do netu trafi… TAKIE PRAWDZIWE…

Zrobiła mnie taką spoconą (mam nadzieję niepodobną do siebie), wrzuciła na profilowe potrzebnej jej aplikacji i poleciała coś tam sprawdzać, a ja oddałam się kolejnemu kursowi… Powiem Wam, że moja zawodowa przyszłość jest mało przejrzysta, wiadomo zarabiać TEŻ można by więcej, ale TEGO lata robię rzeczy, które planowałam od dawna. Wymyślono, że w tym letnim okresie mamy się szkolić. I szkolenia robią inni nauczyciele, a my po prostu wybieramy na co chcemy chodzić. Bezpłatnie. Mam więc raz w tygodniu konwersacje z angielskiego (czasami one-to-one), mam lekcje hiszpańskiego i lekcje włoskiego (jak strasznie chciałam odświeżyć te nieużywane od 20 lat języki!). Mam też spotkania w klubie filmowym (dziś omawialiśmy „Portret kobiety w ogniu”, a tydzień temu „Moją Hiroszimę”). Szkolę się z całej masy miękkich umiejętności, robię coś tam jeszcze i autentycznie głowa mi aż pęka! Ale też poziom satysfakcji mam wywindowany na kilometry do góry!

<><>

W sklepach pojawiło się Witaj Szkoło (coraz wcześniej zaczynają) i dziś Mieszko w markecie zrobił mi niezły show. Weszliśmy, JA zobaczyłam i pytam: MOŻE sobie wybierzesz? A on błyskawicznie zrobił daszek z dłoni z boku głowy i wykrzyknął: NIE! NIEEE! Nawet NIE próbuj mi tego pokazywać! Najlepsze, że spotkał się z kolegą wieczorem (poszli na rowery), kolega RÓWNIEŻ to widział i powiedział, że CAŁY dzień miał ZEPSUTY!

a jutro…

Kupiłam na rynku przepiękne kwiaty. JUTRO je wsadzę do donicy, wywalę te ususzone samosiejkowe truskawki, a na jesieni przesadzę je do ziemi. Gość miał takie cudne sadzonki, że ludzie podchodzili, żeby zrobić sobie w NICH zdjęcia. To jest plan na JUTRO, bo dziś utknęłam przy kompie! Dodzwoniłam się też ponownie do szkoły Łucji (tej przyszłej) i jutro panna pisze test z matmy. Martwimy się? NIE. Mamy już plan b), więc gdyby coś nie poszło, to będzie kombinować jeszcze inaczej. Nie przygotowuje się, bo ma to ocenić jej stan faktyczny, a nie wywindowaną nie wiadomo skąd wiedzę. Panna już opchnęła na vinted swoje podręczniki (te, które nie przydadzą się Lilce) i jest głównie zajęta planowaniem URODZIN Matiego (bo szykuje mu niespodziankę). Z Mieszkiem odbyłam dwugodzinną rozmowę o skinach i FABUŁACH, lecz nie każcie mi tego referować, bo niewiele zrozumiałam…

Lilka była wczoraj na jakimś basenie (panna NIE wzięła kostiumu, lecz TAM sobie kupiła), gdzie były sauny (oba rodzaje). Zabawne, bo goście z Meksyku NIE wytrzymali temperatury… Za to wytrzymała Lila, która siedziała tam razem z jednym Niemcem (w wieku Mieszka), bo jak wiadomo ci zza zachodniej granicy to znani saunofile! Niżej macie też Lilkę wraz z jej najlepszą przyjaciółką z Osaki!

niech Was nie zmyli napis. Nie nie WATERRFALL, lecz WATERTROLL 😀
Lila na pomoście

Fotoplastikon

  • A poza tym jak było?
  • Zdenerwowali mnie jedną akcją.
  • Jaką?
  • Bo było robione zdjęcie mojej grupy i ono miało być DOBROWOLNE.
  • Aha. Czy uznałaś, że Ty nie musisz tam być. Szkoda.
  • I odeszłam, a oni zaczęli mnie wołać. WSZYSCY. Nienawidzę TEGO. Lila, Lila, Lila!!!
  • Straszne. I co zrobiłaś?
  • Udawałam, że ich nie słyszę, ale to nie pomogło.
  • Ty tam się już bardzo dobrze widzę czujesz, skoro im takie fochy strzelasz! 😀

Ogólnie dotychczasowe zdjęcia z Lilianą wyglądały w stylu: Kolekcja włosów Liliany… LECZ dostaliśmy dostęp do uczelnianego folderu i to mamy Lilianę również z przodu! Zdjęcia pochodzą z zakończenia roku pierwszej grupy (tych co w weekendy wyjechali) oraz jakiegoś meczu, który podobno był ważny. Na samym końcu macie Lilkę z jej grupą. To najlepsza grupa. Jak to panna powiedziała, nie ma sensu być w słabszych, bo oni nudne rzeczy robią. Za to u Mike-a mają pisanie esei, recenzji i dużo debat!

<><>

Tymczasem poniedziałek. Mam już dzieciaki, Łucja jest nawet nabzdyczona, bo w godzinach jutrzejszej randki (chociaż dziś TEŻ ma randkę) ustawiłam jej rehabilitację. Jutro mam też wizytę w serwisie, a dzisiejszy poranek spędziłam w jednym bardzo czasochłonnym urzędzie… Później byłam w jednym szpitalu próbując przełożyć wizytę Liliany NIE na październik, a wcześniej. Zajęło mi to wszystko TYLE czasu, że do domu weszłam chwile przed 15-stą…. Pod koniec tygodnia Mieszko ma ważne koleżeńskie wydarzenie, no a w niedzielę wraca panna Lilianna! No i ma się ochłodzić, choć już jest lepiej!

Anyway

  • OOOooo… Będą dżemy! – wykrzyknęłam do sąsiada kilka dni temu jak wracałam ze spaceru z Bibs. On kursował między autem i domem z koszyczkami i z daleka widziałam, ze PRZENOSI coś dużo…
  • Gdzie tam dżemy…
  • Nalewki? – zajrzałam do auta i zobaczyłam, że auto pełne łubianek z porzeczką – Myślałam, że to truskawki, a to porzeczka!
  • Z truskawek nalewka już zrobiona!

No a wczoraj szłam i spotkałam jego żonę. To taka fajna babka, która robi wrażenie osoby lubiącej życie. Zapytałam:

  • Nalewki z porzeczek już zrobione?
  • Z porzeczek tak, ale kiedy przerobi te 20 kg wiśni to nie wiem…

A wieczorem jak ZNOWU przechodziłam to dostałam butelkę czerwcowej wiśniówki! 🙂 Podobno nie za słodka i bardzo dobra! Tak mi się przyfarciło!

Tymczasem Mieszkowi wypadł kolejny mleczak, co nas bardzo zdziwiło, bo nikt nie ma kontroli nad tymi zębami, a WCZORAJ przejechałam z dzieciakami 20 km na rowerach! W środę zrobiliśmy 15-ście, a tym razem udało się więcej! Dziś towarzystwo przywożę i tym samym kończę pierwszą turę bez dzieci. Udało mi się zrobić dwie rzeczy do pracy i zamknąć (przynajmniej chwilowo) strych. Skosiłam trawę i zmieniłam pościele. Wydrukowałam wejściówki na kolejną imprezę cykliczną, która nas czeka oraz stworzyłam jedno urzędowe pismo, co to je muszę jutro złożyć. Sporo i ważne. Następny taki aktywny okres będę mieć w sierpniu!

Tydzień pierwszy powoli się kończy…

U Lilki rozpoczęły się zakończenia kursu, bo była pierwsza grupa, która właśnie zakończyła swoją dwutygodniową przygodę i wyjeżdża. Panna zastanawiała się, czy będzie podrzucanie czapek, ale było lepiej, bo do wielu przyjechali rodzice by wziąć w takiej, z pompą przygotowanej, uroczystości! Zawsze wiedziałam, że jestem wyrodną matką, bo JA na jej zakończenie NIE będę jechała 😀 Jakby nie było wyjeżdżają szkolne queens, które były z Kolumbii i Lilkę to dość cieszy, bo trochę się ich bała… To ciekawe, bo nie sądziłam, że ona ma jakieś mechanizmy samozachowawcze, ale wygląda na to, że jednak ma! Teraz śpi, ale rano ci co zostali (60-70%) ruszają na kemping! Będą nocować w głuszy, mają specjalną listę CO zabrać i łączność na chwilę nam się urwie. Gdy wrócą do campusu, znowu będzie pełny, bo na miejsce tych co wyjechali przyjadą kolejni! Panna głównie przyjaźni się chyba z Japonkami i ostatnio jak były w galerii handlowej pomagała im wybierać torby płócienne, a później one kupiły sobie po 40 (???!!!?) szminek. Za to Lilka kupiła sobie książkę na drogę, bo wzięła jedną i przeczytała ją już w samolocie (o zakupie w księgarni wiemy, bo płaciła revoultem, którego to apkę na telefonie ma Łucja, więc starsza siostra ma podgląd). Towarzyszka z pokoju zostaje i bardzo dobrze! „Studenci” byli również na wyprawie na jakiś nocny market, gdzie było mnóstwo rękodzieła, lecz ją to nie zainteresowało i poszła w tym czasie do Starbucksa. No i git 🙂

Niżej macie towarzystwo zebrane przed Campusem. Jak widać wszyscy mają szafirowe koszulki, a niżej macie strzałkę na Lilkę 🙂

Stołówka. To samo: dwie fotki, na drugiej strzała na naszego przedstawiciela!