Namawiam

Festiwal Dokumentów od dziś przeniósł się do sieci. Mamy więc dwa tygodnie (dla niektórych filmów krócej), by coś tam obejrzeć. Zrobiłam sobie listę (oczywiście nie zamkniętą) i dziś do prasowania, które to zebrało mi się z tygodnia, śmignął pierwszy film. O młodzieży w Donbasie. Oczywiście, że się spłakałam, KIEDY dziewczyna, której dotychczasowy krajobraz to była płaska równina naszpikowana niewypałami powiedziała, że nie chce wyjeżdżać z Tybetu. Znalazła się w dżungli wiodącej na szczyt w Himalajach i ujrzała kwitnące wszędzie orchidee. Tu jest tak pięknie, że żal mi całej reszty ziemi, która TAK nie wygląda. I pomijając wojnę w tle, to przekaz jest jasny: JEŚLI damy nastolatkom marzenia i pokażemy im, że one są rzeczywiste, dokonają wielkich rzeczy.

Poza tym zgodnie z przewidywaniami kocioł. Mam już dzieci podczepione pod Zus, więc zapisałam Mieszka na dwa przeglądy medyczne -jeden na jesieni, drugi w… czerwcu z rok. Wiem, że daleko, ale wpisany, czas już leci, mam to załatwione. Egzamin goni egzamin, rano na chwilę wyciągnęłam młodego na rynek po truskawki i pierwszego kalafiora, a po południu odebrałam Łucję ze szkoły i podjechałyśmy do Lilki! Tam jest TYLE emocji i przygód, że panna nie ma dla nas czasu. Zuza wzięła ślub z Zuzą (kim SĄ ZUZY?) i na ślub był zaproszony cały oddział, nowe dzieciaki przedstawiają się imieniem i zaimkami (byłam na spotkaniu, gdzie o tym mówiono, ale TO już się DZIEJE), a nastoletni Adonis zrobił koleżankom z pokoju Lilki striptiz. Tak, panna TEŻ to oglądała. Gdy wyszłyśmy, Łucja miała DOŁA, że siostra jej NIE potrzebuje!!!!