I dzień piąty… Wycieczkowy!

Tak naprawdę miał być BIEGOWY. Bo na dziś wymyśliłam sobie BIEG Konstytucji. Miałam w nim pobiec razem z Mieszkiem i chciałam, bo ostatni rejestrowany był jeszcze przed pandemią. Mieliśmy wykupione pakiety, LECZ… No właśnie… Najpierw Lutka zaczęła marudzić, że ona MUSI gdzieś się wyrwać z TEJ rutyny. I rzeczywiście weekendy odpadają, bo wszystkie kwietniowe i majowe ja mam zawalone egzaminami (tak wycinam sobie po pół dnia, ale na dalszy wypad NIE ma szans)… I pierwotnie chciałam wypchnąć brata. Bo on ma małe dzieci, no i np. Magiczne Ogrody biją teraz rekord w ilości kwitnących tulipanów, co zachwyciło by babcię (jedźcie tam koniecznie jak macie towarzystwo w wieku 3-5!). No ale młodzi wybierali się nad morze, zresztą pokłóciłam się bratem o wojnę na Ukrainę, bo on powiedział, że ja myślę jak rosyjska propaganda! ALE tak szczerze, to różnice poglądów nie były jakieś dynamiczne, zresztą oboje jesteśmy w gruncie rzeczy flegmatykami i TROCHĘ mi się biec nie chciało. Owszem marzył mi się kolejny, NIE zakurzony medal, ale odkleił mi się kawałek bieżnika w butach i tak sobie pomyślałam, że do biegania po lesie ok, ale na prestiżowe miejskie biegi przydało by mi się nowe obuwie…

W ten taki oto zawiły sposób pojechaliśmy dziś oglądać RZEŹBY ludowe. W sumie to niezłe uzupełnienie po poniedziałkowej wycieczce, gdyż pojechaliśmy do Sromowa! To miejsce na pewno kojarzycie z memów, bo jak tu takiej nazwy nie przerabiać? Niemniej jednak mieści się tam najbogatsza kolekcja drewnianych ludowych rzeźb, którą tworzono przez pokolenia. Rzeźbił senior rodu, ale wcześniej artystką ludową była jego matka, a teraz tworzą jego dzieci i wnuki. Z Lilką przygotowałyśmy cała trasę w punktami jedzeniowymi po drodze, LECZ nie udało nam się nigdzie zjeść, bo NIEWIARYGODNIE dużo ludzi, w majówkę, stołuje poza domem. Wycieczkę zakończyliśmy więc jedząc fastfooda z kurczakiem przy autostradzie. W sumie też nie był to zły wariant. A same muzeum fajne. Dziadkom RÓWNIEŻ się podobało! A ja, jak może już wiecie, lubię ludowiznę i chętnie bym cały dom tymi pasiakami i wycinankami zawaliła!

Kiedyś sobie takie wielgachnego pająka z bibuły KUPIĘ!
Parada królów (to wszystko ruchome, a budynków z szopkami jest CZTERY!!!!)
A to jest coś co w ludowiźnie BARDZO mi się podoba. Potrzebna była długa wycinanka, więc seniorka, która je robiła wkleiła po prostu taką z bajki o bocianie i lisie. I to absolutnie nie pasuje do tematu, lecz pasuje na DŁUGOŚĆ. I w sumie, czemu nie?
tu Mieszko kręci szopką o ubijaniu masła i TEN entuzjazm miał na twarzy cały dzień (ale on niewyspany po nocowance był)