Drewniana strażniczka

Co roku w drugiej połowie okresu grzewczego (w sezonach gdy dogrzewałam drewnem), CZUJĘ się ekspertem od ognia. Wymyślam patenty, o których później zapominam, by ognisko rozpalić szybciej i by dorzucać jak najrzadziej. W tym roku wpadłam np. na pomysł, że nie ma lepszej rozpałki niż „fragmenty tych wydmuszek na jajka, zanurzone w rozpuszczonym wosku”. I zawsze los mnie za to samochwalstwo strofuje. Rano zeszłam na dół i ponieważ było lodowato od razu przystąpiłam do rozpalania. Tuż przy kominku leżała sterta gałązek z choinki. One palą się szybko, gwałtownie, bardzo ciepłym ogniem (w tym są olejki) i na ogół dorzucam je po kilka gałązek WYŁĄCZNIE przy rozpalaniu. I otworzyłam drzwiczki takiego już rozpalonego kominka by dorzucić jakieś większe polano, a ze środka, na tę górkę suchych gałęzi wypadł ŻAR. Gasiłam go błyskawicznie, taką termiczną łapką, którą leży obok. I zgasiłam. Zdążyłam. Na wszelki wypadek WSZYSTKIE gałązki wystawiłam na dwór, na mżawkę, żeby NIC mi nagle nie zaczęło się palić.

Natomiast w drewnie znalazłam kawałek, który przypomina KOBIETĘ (to TO co stoi z boku). Nie został więc on spalony, lecz awansował na domową rzeźbę. Latem ją jakoś oczyszczę, może naoliwię i będzie cudowne 🙂

<>

Weekend szykuje nam ambitny, bo imprez, a imprez! W niedzielę Mieszko ma urodziny kumpla i dziś szukaliśmy prezentu idealnego. To taki kolega, co JEMU, na jego urodziny dał wielkie pudło pełne cukierków, w którym był zakopany pluszak. I w ogóle ci koledzy to szaleją z tymi prezentami i musieliśmy wymyślić COŚ, co nie kosztuje miliony złotych monet, a się SPODOBA…

PLUS dziś zaszczepiłam Lilkę. Panna dostała drugą dawkę Gardasilu, czyli szczepionkę na HPV – wirusa, który roznoszony drogą płciową może się bardzo niefajnie rozwinąć. Ta szczepionka to taka moja obsesja, bo znam sporo osób, które to przechodziły i zależało mi, żeby temu zapobiec. Lekarz też przytaknęła, że jest to chyba jedyna szczepiona antynowotworowa i warto ją zrobić. Łucja również już jest zaszczepiona, u Lilki druga dawka była po ponad pół roku od pierwszej i z drugą dawką musieliśmy zdążyć PRZED 15 urodzinami (czas miałyśmy więc do marca). Bardzo się z tego cieszę, że jest to już za nami! Chciałabym również zaszczepić Mieszka (żeby nie był nosicielem takiej choroby), ale to zakładam, że mam chwilę czasu!

<>

Myślałam wczoraj o wszystkich zwierzakach, które miałam (tu, w tym domu) i przypomniało mi się, że zimą Klarens namiętnie przynosił mi DARY. Tę myszkę z fotki WTEDY (to był 2017) ocaliłam!