- Ej czy ja mogę dosłuchać mojego audiobooka? To już sam koniec! Wszyscy stoją mierząc do siebie pistoletami…
- NIE. Dosłuchasz sobie w poniedziałek. Jak będziesz jechała SAMA na siłownię.
Tak usłyszałam w sobotę od DZIECI. I cały weekend NIE było szans, by te ostatnie 20 stron doleciało do końca… Za to dziś podjechałam do biblioteki i mam kolejne dwie książki do słuchania!
W ten najbardziej depresyjny dzień roku podjechałam z Łucją oddać nietrafioną rozmiarowo ramkę. Woziłam ją od półtora miesiąca w bagażniku i dziś udało się zwrot zrealizować. Przy okazji weszłyśmy do sklepu (mam NOWĄ deskę do prasowania!- w poprzedniej wypaliłam dziurę – na wylot i szukałam TANIEJ – i taką znalazłam) i napiłyśmy się kawy.
Poniedziałek. W tym tygodniu ja mam wizytę w jednym urzędzie; w środę czeka nas kontrola ortopedyczną z Łucją, a w piątek szczepienie Lilki. Muszę parę spraw ogarnąć telefonicznie, wywiadówek CHYBA nie ma, no i z grubsza to tyle!



<><>
- Synu, a po co bierzesz kasę do szkoły? Znowu idziesz na czipsy po lekcjach? – przyuważyłam jak Mieszko potrząsa swoją świnką-skarbonką.
- Nie. Muszę oddać Asi złotówkę.
- Jak miło, że pamiętasz! Na co Ci pożyczyła? Fajna ta Asia?
- BEZNDZIEJNA. Na automat z napojami. I ciągle się upomina.
