Wyszłam rano z Bibi i wpadłam na sąsiadkę. Ona jeździ do pracy z psem, bo biuro jest jej, a pies chociaż skundlony jeszcze bardziej niż Bibs, wśród garniturów czuje się dobrze.
- Przepraszam, że ja w tych płatkach pod oczami. W pracy sobie zdejmę – powiedziała wskazując na półksiężyce pod oczami.
- Spoko, ja też noszę. Masz z kolagenem, czy ze ze złotem?
- Nie, to takie z Rossmana… Ale mam też takie droższe.
- Polecam guasha, którego dziecko mi poleciło, bo robi cuda ze zmarszczką między oczami.
- TĄ? Na TĘ to tylko botox działa!
🙂 Tuż obok niej stał jej chłopak, młodszy o lat 15-ście (dokładnie, a ona jest starsza ode mnie!) i bardzo go ta rozmowa ubawiła! O guashu Wam napiszę jak będę pewna, że rzeczywiście zadziałał, ale wynalazła to Lilka i to było TO co ona chciała dla siebie pod choinkę (żeby poprawić swój jaw-line, czyli linię szczęki). No i to był taki zestaw z rolerem i kamieniem, a ponieważ KAMIEŃ (z różowego kwarcu) JUŻ miała, to kamień serpentynowy z zestawu dała MI.. I wczoraj wieczorem spróbowałam…
<>
Poniedziałek! Dziś odebrałyśmy decyzję o nauczaniu indywidualnym z poradni i zawiozłyśmy ją do szkoły. Tam akurat rada, temat OD RAZU będzie poruszony, jutro pójdzie pismo do gminy i może lekcje Łucji ruszą już w TYM tygodniu? Poza tym, spóźniłam się na zajęcia na siłownię i prowadząca powiedziała, że są JUŻ po rozgrzewce… W ten sposób wylądowałam na sali z urządzeniami. I tu SUKCES. Otóż wyszedł mi super trening, spróbowałam tych maszyn, co to nie miałam do nich śmiałości, poćwiczyłam z ciężarkami i tak naprawdę to będę takie treningi robić częściej. Te zajęcia grupowe, na które chodzę są strasznie cardio i jestem po nich wykończona. Nie muszę TAK spalać, bo nie ma CO spalać. Chętnie utrzymam formę, zwiększę zakresy i zbuduję masę. I jeszcze: zapisałam Mieszka na jutro do fryzjera i ZAREZERWOWAŁAM miejsce na jego sobotnie urodziny! A ogarnięty stryszek wygląda TAK:


