przeróbka

Widziałam filmik z babką, która zachwyca się swoim autem. To jakiś czarny pontiac, a panna ma tatuaże na szyi (słabe). I mówi: Jeżeli NIE oglądasz się za swoim autem na parkingu, tzn. że źle wybrałeś! No i ja się OGLĄDAM. A dziś pojechałam na myjnię! Odstawiłam dzieciaki na garnki i zamiast LEPIĆ razem z nimi pojechałam na myjnię obok… Taką ręczną! I całkiem ładnie umyłam sobie samochodzik! A na garnkach odebrałam mój talerz w serce! Kolor wybrałam dwa tygodnie temu Łucja (ja myślałam, że powinien być czerwony, ale ona od razu zarządziła niebieski)!

<>

Na jednym z pierwszych szkoleń na jakie wpadłam (jeszcze jesienią), gdzie nas dobrze karmili i w ogóle było wspaniale, jedna dziewczyna powiedziała, że ona robi cv w canvie i ciągle chodzi na spotkania w sprawie pracy. Nie podejmuje jej, a robi tak tylko, żeby nie wypaść z rynku. Pomyślałam: Co za idiotka. Nie dość, że cefauki takich ludzi zapychają komuś biurka, to ktoś takiej szansy na spotkanie nie dostanie! A potem postanowiam rozgryźć co to takiego ta canva… Tyle, że z miesiąc później wzięłam udział w kolejnym szkoleniu (to było o przebijaniu się na rynku pracy), gdzie gość mówił: Proszę, tylko NIE canva! Jak leży mi sterta takich dyskotek na biurku, to od razu wywalam! Ważne są wyłącznie kluczowe słowa, które komputer wyłapie i sam dokona wstępnej selekcji kandydatów. ALE za późno. Myśl o zupełnym przebudowaniu graficznym mojego życiorysu JUŻ się dokonała. Wysłałam więc taki odpustowy wariant i chyba się udało. Byłam dziś na spotkaniu, będzie JESZCZE jedno, stanowisko właściwie nie było dostępne, ale wiedziałam, że miesiąc temu szukali, więc zaryzykowałam. Nie wiem jeszcze od kiedy, wątek będzie jeszcze rozwijał, LECZ modus operandi wydaje się skuteczny!

za oknem śnieg, a w głowie wiosenne porządki?

  • Mateusz, wiem, że trochę mamy bałagan… – zaczęłam się tłumaczyć zięciowi…
  • No…
  • To nie ŁUCJA. To JA. Po prostu mieliśmy urwanie głowy. Ona NIE robi bałaganu. Jest LEPSZA.
  • Wiem. Opowiadała mi, że wczoraj sprzątała w biurku.
  • TAK. Rzeczywiście tak było. Więc jeżeli będzie mieć przestrzeń wielkości biurka to będzie tam porządek.

Na liście moich osobistych pragnień pojawił się preparat do czyszczenia fug… Pod koniec ubiegłego roku zaczęły mi wyrastać potrzeby związane ze sprzątaniem i NA RAZIE tak je sobie ze zdumieniem hoduję… Czy to już wiosna? Czy osiągnęłam TE lata, w których pokocham sprzątanie? W którymś momencie TEGO roku kupię WIĘC sobie mop ORAZ preparat do fug… Nawet tak już sobie wizualizuję jak to będzie pięknie gdy pewnego dnia użyję (przypomnę, że JESZCZE nie kupiłam!!! 🙂

Poniedziałek. Jutrzejszy dzień będzie strasznie zapchany, ale tak naprawdę do czwartku będzie gonitwa… Dziś jakby nie było się odczuliłam i przygotowałam na jedno jutrzejsze spotkanie. I ustawkę mam z Lilką, bo podjedziemy po zgrzewki małych wód do śniadaniówek. Panny przełożyły swój poniedziałkowy ramen na środę, bo wybierają się do pewnej kawiarni z japońskimi deserami, a TAM w poniedziałki zamknięte!

<>

Dwie fotki JESZCZE z wystawy. Na pierwszej jest hodowla kurczaków w domu. Polska, lata ’80-te. Taki kredens miała moja babcia i jestem w stanie wyobrazić sobie jaki nieznośny zapach był przy czymś takim… Lutka na to patrzyła i też mówiła, że w ten sposób ONE miały ciepło. Ja widzę również zagrożenie lisami, którego w domu nie było (w a kurniku już tak). Naprawdę mocne zdjęcie!

Za to niżej to papier toaletowy przewieszony przez wózek. Lilka się śmiała, że KTO tak przewlekał papier??? A ja jej powiedziałam, że po to jest dziurka w każdej rolce! Najlepsze, że Krzycho nie pamięta, żeby kiedyś tak nosił, bo przecież papier ZAWSZE był. Mama mi potem cichaczem mruknęła: Bo to JA kupowałam 😀 Ot, takie seniorów małżeńskie przepychanki! Inna sprawa, że wystawy naprawdę milowy krok zrobiły od tamtej pory. NIJAK nie przyciąga do środka, to co wisi w witrynie!

Dzień Skarbonek

Pierwszą zasililiśmy wczoraj. Wejście do Muzeum było bezpłatne, ale MOŻNA było wrzucić coś do skarbonki. Wrzuciliśmy, chociaż niewiele można tam było wcisnąć (mam nadzieję, że DZIŚ wymienili na kolejną!). Drugą skarbonkę zasililiśmy dziś jadąc do dziadków. Wyzbieraliśmy wszystko co latało w mojej torebce i tuż przy rynku przyłapaliśmy CAŁĄ rodzinę z puszkami! Tegoroczna orkiestra zbiera na walkę z sepsą i mam nadzieję, że znowu będzie rekord!

Trochę niedosyt, że ZNOWU nigdzie nie pobiegłam, nie pomorsowałam Orkiestrowo, a tyle ludzi dziś biega i robi jakieś takie SZALONE oraz efektowne rzeczy!!! Za to zobaczyliśmy SARNĘ (przeszła nam przed autem, gdy jechaliśmy przez las), a rano na spacerze z Bibs widziałam lisicę z dwójką szczeniąt!!

<><>

  • Widziałaś Lila, jak się na Was patrzą? Jak weszliśmy na sale do muzeum to było takich dwóch gości i najpierw zobaczyli mnie…
  • Mamo, Ty znowu o sobie!!
  • Daj mi skończyć. Potem weszłaś Ty, a potem Łucja i ci goście nie wiedzieli co z oczami zrobić!
  • NIE. Jeśli ktoś patrzy się na mnie ALBO na Łucję, to irytujące, ale jeżeli kręcimy go obie, to jakiś weirdo co ma fazę na bliźniaczki. Fuj. Obrzydliwe.

Wszyscy mamy runy Eryka Sinozębego w telefonach.

To znak bluetooth. Z „Rytuały wody”, czyli mojego nowego audioobooka. Niesamowite, nie? Eryk barwił sobie kły by wyglądać straszniej (tak, to był ojciec drugiego męża Świętosławy, córki Mieszka). I „blue TOOTH”, to przecież niebieski ząb!

W najnowszej książce, którą słucham jest etnograf zajmujący się kultami na półwyspie Iberyjskim. Zwraca się do niego profiler kryminalny z prośbą o wyjaśnienie pewnej sytuacji. I mówi ten kulturoznawca i badacz historii ciekawą rzecz… „Co trzeci człowiek był w dziejach ludzkości zamordowany. Często miał już dzieci. Czyli z prostej arytmetyki wynika, że co trzeci jest zabójcą oraz, że każdy z nas ma geny i zabójcy, i ofiary. Jesteśmy potomkami tych co przetrwali i często uczynili to w sposób nieszlachetny”. Niezłe, nie? A zatem nie ma w naszym DNA elementu, który moglibyśmy u siebie wykluczyć! Pamięć mięśni, którą dziedziczymy po przodkach, może składać się z mrocznych i posępnych doświadczeń!

<><>

Na sobotę mieliśmy wystawę! Tzn. właściwie to plan był inny, ale jak dotarliśmy do miasta, to okazało się, że placówka „wyboru pierwszego” jest zamknięta, LECZ na szczęście listę do zobaczenia miałam SPORĄ. Chistopher Niedethal to gość, którego powinniście kojarzyć jako fotografa, który uchwycił czołg pod kinem Moskwa (w stanie wojennym). To rówieśnik Lutki, na zdjęciach z młodości wyglądał jak D’Artagnan i (uwaga!) kolekcja jego aparatów to same nikony!!! 🙂 Fotografował Polskę, Rosję, Rumunię i właściwie wszystko. Nie był korespondentem wojennym i zdjęcia robił na ogół z okien mieszkań. Kolekcja się dzieciakom spodobała. Razem z nami był chłopak Łucji, który nawet lubi te kulturalne wycieczki!

widzicie jaka flota dużych fiatów? I wojsko, które wkracza na jezdnię?
Śląsk i przyjazd Papieża. Dzieci znalazły też jakąś dziewczynkę na rowerze na PODKARPACIU w latach ’70 i pytały czy to JA??? NIE to nie ja byłam!!!
za to dziś byłam RÓŻOWA. Wiem, włosy przychlast, ale to rano na bieganiu mi się tak zrobiło!!! Od czapki i… potu… -> ZA to w tle mamy MILICJANTA z krótkofalówką ORAZ mnie z telefonem Lilki…
Chłopiec leżący na trawie i Mieszko w pozycji zbliżonej. NIE WIEM czemu on w zimie nogawki podwija, ale tak ma.
A to chłopiec na pielgrzymce. Niedenthal chodził na pielgrzymki i szalał tam z aparatem.
Ta fotka (Juwenalia 1975, Kraków) jest wystawiona na aukcjach WOŚP. W sensie odbitka. Aż zerkam za ile pójdzie, bo to jeszcze 21 godzin do końca i idzie dobrze. Na razie jest 1700 PLN.
A to zdjęcie podobało mi się chyba najbardziej. Pamiętam te wozy. Pamiętam je od środka!
tę fotkę z pewnością RÓWNIEŻ kojarzycie
A to okolice Baku. Ktoś rzucił niedopałek na pola z ropą i tak od dziesięcioleci one płoną. Szok.

Polish delight

No i nie wiadomo co z tą łapką. BOLI, ale na razie nie robimy NIC. Ruszać rusza, sinika nie ma (wolałabym, żeby był), ale nosi ją tak trochę w powietrzu. Do szkoły (dziś) jakby nie było poszedł, a wczoraj na pocieszenie dostał schomikowany deser Łucji. Panna uwielbia te turecki galaretki, zwane również rachatłukum i najbardziej lubi RÓŻANE. Nie jest TO złe! Nie wiem czy jesteście fanami Anhtonego Bourdain, które już niestety nie ma, ale dużo jest w necie jego funpagów. I na jednym z nich był fragment wywiadu z nim, że dzieci nie powinny być foodies, bo jest coś dziwnego w matkach przechwalających się, ze ich William kocha sushi z tuńczykiem. I rzeczywiście, dużo się mówi, że dziecięce kubki smakowe są zbyt wrażliwe i że dzieci mają prawo być niejadkami! 🙂 A więc może i niejadek, ale turkish deligt lubi! 😀

Poza tym wpłynęły aż TRZY dobre wiadomość, więc chyba zaraz w tej euforii pojadę po Łucję! Panna po niemieckim ma bloczek lekcji, które przeprowadza z kawiarni. I ostatnio poszło średnio, bo jednak było u niej głośno… Pojadę więc po nią i przywiozę do domu, to WOS zrobi z auta, a fizykę już z domowego zacisza. I szykujemy się do weekendu. Żadne wielkie plany, ale coś TRZEBA zrobić! Btw. tu jest też niezła rozmowa o tym, że warto potrafić COŚ ugotować!

Z cyklu: bo za spokojnie było

Siedziałam sobie szykując się do korków, myśląc, że jeszcze powinnam szybko odkurzyć i martwiąc się, żeby drukarka się nie zawiesiła jak będę drukować materiały, gdy PIKNĄŁ telefon.. NIE od razu spojrzałam, a tam TAKIE było:

Nie wiem jeszcze CO z tą jego łapką, czy złamanie, czy stłuczenie, na razie pielęgniarka obserwuje. Mam nadzieję, że nie to pierwsze, bo oznaczałoby to, że dziś jeszcze szukamy lekarza… Wyżej w tej naszej rozmowie mieliśmy taką przyjemną rozkminę o serialu moim i Mieszka, bo niezłe jest to, że w przypadku hitów serialowych wypuszczanych 1x w tygodniu jest przestrzeń na rozwinięcie w necie różnych teorii. Najlepsza, dotycząca początku pandemii w Last of us, jest taka, że źródłem i nośnikiem był gluten, lub drożdże w chlebie (inwazja grzybów). Pierwsza ofiara była w młynie, a bohaterowie, którzy przetrwali pierwszą falę NIE zjedli pieczywa (bo w babeczkach były rodzynki, bo ktoś był na Atkinsie, bo ktoś zapomniał kupić mąkę do naleśników).

Niżej fotka Mieszeczka z naszej wyprawy na zakupy w piątek. Mamy zwyczaj zawalania tych naszych rodzinnych konwersacji zdjęciami i tak sobie myślę, że STRASZNIE żałuję, że telefony z aparatem pojawiły się tak późno. Oglądałam ostatnio z dziewczynami moje nastoletnie fotki i MAŁO ich było. Ktoś jechał na wakacje to brał 3 filmy ORWO i musiał tam zmieścić i żonę, i widoczki, i z całą pewnością nie miał determinacji by łapać uciekające sprzed obiektywu nastolatki. A TERAZ najwyżej zrobię 20 ujęć tego samego i na którymś TO dziecko UPOLUJĘ!

Update: wiem JUŻ, że nadgarstek i że incydent na wuefie. A MÓWIŁAM, że nie będzie sportowcem i ma się nastawiać na bycie nerdem!!!

Wyszedł mi wspaniały kapuśniak!

Jedną z tych ekonomicznych innowacji, jakie wdrożyliśmy, było odstawienie słodyczy. Zawsze było mało, ale od 1 listopada przestałam kupować nawet batoniki do śniadaniówek. Wyjedzone zostały te z Halloween i finito. No i??? Da radę. Dawno temu pediatra Łucji mówiła, że słodycze mogą powodować uzależnienie większe niż nikotyna i rzeczywiście gdy zniknęły całkowicie, nie-myślenie o nich stało się prostsze. Za to CZASEM pieczemy. Łupałam chwilę orzechy (zerkając równocześnie na Last of us, co to zaczęliśmy to z Mieszkiem – doskonałe!) i DZIŚ powstało czekoladowe ciacho z orzechami! Mocno piernikowe, bo wsypałam do końca przyprawę do piernika, ale DOBRE. Pół już zniknęło!

<><>

Ogórkowo fotka z porannego spaceru. Śniegu już śladu nie ma, błoto też jakby mniejsze, bo ziemia zaczęła wysychać. Nie nabyła się długo ta chłodna i nawadniająca zima… Nasze ferie wypadają tym razem pod koniec lutego, a wtedy to już śniegu nigdzie nie będzie. Znajomy jest akurat w Nairobi i wkleił takie smutne fotki zrobione z auta. Chude krowy i pył. Ostatni deszcz był tam rok temu!

Obiad szykuje nam się warzywny (jak to po zakupach na rynku).

<><>

Dzisiejsza rehabilitacja Łucji to był głównie MASAŻ jej odcinka szyjnego. No, wiecie co… Ja tam siedzę pod gabinetem i czekam, a ona jest masowana zamiast ćwiczyć! Ale brakowało mi tego elementu w tygodniowym grafiku, bo nadrabiałam prasówkę od dziadka. Przeczytałam o zapachach (wiecie, że kobiety lubią zapach małych dzieci, ale gdy synowie zaczynają dorastać, to ten ich testosteron NAM przeszkadza?), o jakiejś wystawie co to zaraz się kończy (a fajna), o tym, że wegetarianizm rozwija się w społeczeństwach gdzie ludzie nie znają uczucia głodu, o płodności (podobno tylko 10% kobiet i 13% mężczyzn ZDECYDOWANIE i ostatecznie NIE chce mieć dzieci) oraz, że w 2070 średnia życia będzie o 4 lata niższa, z powodu NADWAGI. No i że ludzkość dobije do 10 miliardów i zacznie nas ubywać. A z tą nadwagą, to po prostu muszą rządy wprowadzić model szwedzki i realnie promować zdrowy tryby życia. Taki wysportowany podatnik płaci mniej, bo mniej kosztuje służbę zdrowia. Zresztą nie będę się wymądrzać, bo jakby nie było Łucja ma za sobą operację, gdzie w innych systemach musiałabym pewnie dom sprzedawać, żeby to przeszła, no ale jakby nie było warto być sprawnym! Diabli od nowego roku też śmiga na siłownię i mówi, że wszystko działa lepiej. Ma więcej energii, skończyły się problemy ze snem i czuje się świetnie! Styczeń jeszcze trwa, więc jeśli macie sport w postanowieniach to zdążycie!

Z marchewką w Rok Królika!

  • Idziesz na pola? Nie masz kaloszy.
  • Może jakoś dam radę.
  • Ale w tych crocsach, to będziesz miał stopy mokre. Może zdejmij skarpetki?
  • Dobra.
  • Przytrzymać?
  • Moje skarpetki?
  • Chodziło mi o Ciebie, żebyś się nie wywalił.
  • Wiesz, niektórzy lubią… Ludzie mają różne upodobania….
  • Ja jednak podziękuję. Ale miło, że uważasz, że mam otwarty umysł.

Spotkałam znajomego od psich spacerów i chwilę szliśmy razem. Wydało się, że on akurat królik, a jako, że wiem, że więcej młodszy, to teraz również wiem, że o lat 13-ście. Gadaliśmy o Konfederacji, jakiejś nagrzewnicy, co to on nie wie czy dwie lutować czy dać jedną i doszliśmy do dzieci. Mówię mu: Zazdroszczę Wam, że Wasze się już określiły. Julka śpiewa i jest aktywistką, no a Krzyś chyba będzie tym piłkarzem. I on przytaknął, że jakoś tak wyszło i że rzeczywiście fajnie. No bo wiesz, jak nimi kierować. Chociaż jak sobie potem o tym myślałam, to TO, że te moje takie niezdefiniowane to dobrze. Na tych garnkach są chłopcy bardzo zdolni. Potrafią wygładzić, nadać kształt i te ich dzieła są niezłe. Prace Mieszka, pomijając ogromną motoryczną wartość z jaką to się łączy, TAKIE nie są. Lecz może i dobrze? Może wszyscy muszą pozostać na razie jak najbardziej wszechstronni, bo wciąż szukają?

<>

Poniedziałek. CHYBA nic nie mamy na ten tydzień. Koniec semestru: Łucja ma wysyp sprawdzianów, za to młodsi już trochę luźniej (Mieszko nawet ma kino w środę). Panna starsza po okresie oczekiwania na lekcje indywidualne musi dużo nadgonić i rzeczywiście siedzi teraz i się uczy. Przerwę robi sobie natomiast dziś po południu, bo jedzie spotkać się z Lilką ⭆ panny wróciły do poniedziałkowych ramenów! Jutro zaczynamy z nią rehabilitację, a dziś zaczynam z Mieszkiem Last of Us. Duże nadzieję łączę z tym serialem i jak wypali to będzie PIERWSZY mój i Mieszka wspólny serial! Btw. Ładną marchewkę znalazłyśmy z Bibs na spacerze? 🙂 Kiełkują już te warzywa z każdej strony!

Przednówek, przedwiośnie?? Przesilenie!

Pierwsza wystawa, którą mieliśmy na liście obowiązkowych (na TEN rok) dotyczyła malarstwa nordyckiego. Wszyscy wokół piszą, że TAKIEJ jeszcze w Polsce nie było i rzeczywiście jest świetna. Argumentem za jej zobaczeniem, może być Mieszko, który był UMIARKOWANIE znudzony 😉 Wybrał się z RÓWNIEŻ nami Mati, bo planuje w lecie wyprawę do Finlandii i jakoś ta Skandynawia mu wyjątkowo leży. W planie a) miał nie iść, ale jak dowiedział się, że IDZIEMY to on bardzo chętnie! Co więcej poszliśmy z samego rana (bo później chcieliśmy dotrzeć do dziadków na cd obchodów Dni Seniorów) i gdy wychodziliśmy kolejka do wejścia była ogromniasta. Wystawa potrwa do 5 marca (jest od listopada) i tłumy są niesłabnące. Temat zbioru to „Przesilenie” i te widoki są takie… przednówkowe. Rybacy wyciągający łodzie i ruszający na połów, upadłe szwaczki, które szykują sobie strój na „nocną” zmianę, szarości, ostrość i dużo śniegu. Mało pasteli, kwitnących kwiatów i jedzenia. Bardzo to wszystko spójne i jednolite. Fotograficzne i reportażowe. Jest np. obraz dziewczynki, która zawinęła się w biały szal i ma focha. Są goście na nartach ruszający na Północ polować na foki i kobiety przy domowych czynnościach złapane jakoś przypadkiem: bokiem lub nawet z tyłu… Polecam więc Wam ponownie zaobserwować profil Muzeum Narodowego w mediach bo są cudowni. Na twitterza wklejam tymczasem mema, którego zrobili z tym obrazem dziewczynki z fochem 🙂

Z tyłu za Lilką Chełmoński i jego DROPIE. Gdybym miała wybrać jeden temat malarski jaki bym chciała u mnie w domu było by to nielatające ptactwo!
to też było ładne. To siostry malarza w lasach na południu Finlandii
petenci
żony rybaków odprowadzają mężów na połów -> plan pierwszy to plecy Mieszka
TEN obraz mi się podobał NAJBARDZIEJ. Ja tak w ogóle to dziś byłam DAMA PIK. Mam pikowaną torebkę i pikowane spodnie! Te spodnie kupiłam na wyprzach na dziale męskim i jednak męskie gacie są szyte DZIWNIE. z tyłu za małe, z przodu za duże… No cóż, za to były mocno przecenione 🙂
A ten obraz podobał się najbardziej Łucji. To było chyba drzewko jabłoni w domu. Niezły patent. W malarstwie włoskim pełno drzew pomarańczy, a na północy jabłoni!
A tu można było zbudować własny krajobraz z zorzą

Na koniec mam MIX. Ten obraz „patrzącej na siebie pary” (technicznie rzecz biorąc TO nie była para, bo to był książę i przyjaciółka malarza, ale PARY w sensie On&Ona) jest obrazem reklamującym całą wystawę. Więc zakochani OBOK obrazu i w specjalnej instalacji przed wystawą 🙂