koniec listopada? prawie!

Rano miałam takie marzenie… Ubiorę się i położę się z powrotem pod kołdrę. I obudzą mnie jak trzeba będzie wyjść. Tak jak kiedyś, kiedy się było dzieckiem. Czekałeś do ostatniej chwili na wyjście z domu… Ależ to była piękna wizja, choć DZIŚ nie ziszczona…

<><>

Poniedziałek. Ostatnia prosta przed Mikołajkami i prezentów ciągle brak. Lecz MAM już zarys! I cieszmy się, kochani z tego ZARYSU. Tymczasem Łucja kompletuje kalendarz adwentowy dla ukochanego i wczoraj były łzy i rozpacz, że za MAŁO. Przed chwilą gadałam z mamą Matiego- bo my musimy mieć rękę na pulsie, gdyż oni chcą dla siebie wszystko co najlepsze, ALE przecież to my finansujemy! Trochę więc jej przy tym kalendarzu pomogę, pod warunkiem, że Łucja mi pozwoli się wtrącić…

Z innej beczki, Mieszko będzie brał udział w ogólnopolskim wydarzeniu/konkursie z etyki. Btw. To ciekawe, że jedyne przedmioty, które lubi to takie, które szerokim łukiem omijają podstawę programową. Tam i się zgłasza, i ma własne zdanie i jest aktywny. Wyraziłam zgodę na jego udział, wysłałam też esemesy mamom jego kolegów, jako, że zakładam, że na dziennik wszyscy wchodzą tak jak ja (raz w miesiącu)-> by TEŻ synów na to wypchnęły.

Chcę też rozpocząć powoli dłubanie w fotokalendarzach dla dziadków, ale z ostatecznym składaniem zaczekam, aż gdzieś złapiemy jakiś świąteczny plener ->żeby było jakieś klimatyczne zdjęcie na grudzień! A jak żaden plener nie wypłynie wrócimy do sklepu (tam gdzie byłyśmy z Lilką w sobotę) 🙂