Śnił mi się dziś dwuletni Mieszeczek. Taki mój mały blondasek, którego można było wziąć na ręce… A potem go rano budziłam i TAKI już długi!!! Za to na garnki pojechaliśmy razem. Chciałam zrobić talerz, zresztą nie miałam nic do załatwienia, a tak jeździć tam i z powrotem mało ekonomicznie. Weszliśmy i mówię, że ja też coś z nimi zrobię i myślałam, że talerz, ale nie wiem czy nie za trudny… A ta prowadząca na to, żebym zrobiła miskę w formie. No i zrobiłam. Za dwa tygodnie jak będzie wypalona to ją poszkliwię i tuż przed świętami będę ją już mieć! Foremka z wielbłądami mi się spodobała i ją użyłam! Posiedzieliśmy sobie więc tam razem, Mieszko ma naprawdę fajnych kolegów, którzy są bardzo grzeczni i ułożeni. Ba, młody jak wiecie tytuuje mnie MATKO i wywołało to u nich oburzenie! 😀 Dziś robili choinki-kominki i RÓWNIEZ muszą zdążyć przed świętami z kolorowaniem, bo to na prezenty dla babć!


- Synu, jak dzień w szkole minął?
- Dobrze. Fajnie.
- DOBRZE? FAJNIE???
- Bo mało lekcji było.
