ŚNIEG…

Nie jakiś PUCHATY i zmieniający krajobraz, ale coś BIAŁE już dziś leciało. Usypywało takie małe krawężniki na szybach… W weekend muszę przywieźć zimówki od dziadków i w przyszłym tygodniu wymienić opony… Zimno DUŻE, więc wyjęłam również SZALIKI i czapki… Chętnie bym pochowała do pudeł apaszki, ale wpierw je wypiorę. Btw. widzę, że tych szali WCALE nie mamy tak dużo, więc jak coś mi wpadnie w oczy, to MOŻNA przygarnąć 🙂 Wyciągnęłam cieplejsze kurtki (w żadnej nie było kasy, ale TEŻ nie było w nich MASECZEK, co było standardem rok temu). Buty Mieszko ma już cieplejsze, Łucja ma adidasy (mogą być), dla mnie i Lilki ZNAJDĘ w szafie. Schowałam kamizelkę (wyżej macie jeszcze fotkę z TEJ jesieni, z którejś tam wyprawy z dziadkami, gdzie ewidentnie po raz KOLEJNY widać, że śmigałyśmy z mamą w takich samych) oraz wyjęłam cieplejsze kurtki (JESZCZE nie te najcieplejsze!).

Dostałam też dziś pierwsze zaproszenie na MORSOWANIE. Przymierzam się do tego od lat pięciu (?) i odwagi ciągle brak. Tym razem jestem o krok dalej, bo niby jest ekipa (to ludzie z siłowni), jednak oni wybrali miejsce, które tak średnio mi pasuje… BO to niezbyt czyste bajoro… Ja wiem, że chodzi o szok termiczny, a nie właściwości WODY do której zresztą się wchodzi na 10 minut, lecz chciałoby mi się GDZIEŚ indziej… Jednakże, skoro sytuacja się rozwija MOŻE tej zimy będzie przełom?

W kwestii prezentów MAM już papiery. Lubię gdy każdy prezent zapakowany jest w inny papier, zużyłam rok temu praktycznie wszystkie i potrzebne było mi te z kilka nowych rolek. SA i są śliczne. Jechałam dziś transportem miejskim przez miasto z tymi papierami i miałam wrażenie, że świat mnie nienawidzi, że ja w tych trudnych czasach kupuję prezenty. No dobra, wymyślam ->nie było tak źle, a w którymś momencie mi się rozsypały (bo torebka, bo bramki, bo za mało rąk) i aż dwie osoby rzuciły się do pomocy! Zresztą sporo osób pozytywnie i z uśmiechem patrzyło na te świąteczne rolki. WSZAKŻE od czegoś trzeba zacząć (TREŚCI do tych papierów NA razie BRAK)!

<>

Diabli gadał w weekend z Mieszkiem:

  • Wolałbyś mieszkać w Brukseli czy w Atenach?
  • Pewnie w Atenach – wtrąciłam się – Bo Brusela była strasznie intensywna.
  • No nie wiem. Tak naprawdę w Grecji chyba bym NIE chciał mieszkać…
  • Dlaczego? – zaciekawił się D.
  • Bo tam nie ma Żabki i Lewiatana. Wiesz, takich małych sklepów, gdzie jest wszystko.

Widzicie jakie małe rzeczy mogą wpływać na nasze decyzje? 🙂