
Sporo z tych młodzieżowych słów roku znam. Uwu, czyli uwuśny (słitaśny), jest u nas używany często. Essa, slay (wow: sytuacyjne, fizyczne, odczuciowe), odklejka i sus (suspected) podobnie. Nie znałam GigaChada, ale mi to wytłumaczyli, że to taki samiec alfa/wzór męskiego piękna i perfekcjonizmu/ ORAZ mężczyzna o kwadratowej szczęce (jak wrzucicie do gugla to Wam takich Chadów wysypie dużo). Wariantem „A kto pytał?” jest u nas „Kiedy zadałam takie pytanie?”, które wprowadziła Łucja. Mieszko uważa, że słowem roku powinno pozostać NPC, czyli nowe określenie „szarej ludzkiej masy”. Przy okazji najszybciej memowo zareagowało Muzeum Narodowe i nie wiem czy to jedna osoba, czy grupa ludzi prowadzi ich social media, ale są najlepsi. Dwa miesiące temu stworzyli filtr na Instagramie z Witkacym i naprawdę mają doskonałe viralowe pomysły. Im bliżej grudnia tym częściej się zastanawiam kto W TYM roku BYŁ najlepszy i oni na pewno byli świetni!
<><>
Dziś, dla równowagi z WCZORAJ, dzień jest jakiś mocno bezsensowny i wszystko po kolej NIC wychodzi… Łucja zadzwoniła rano ze stacji, że pociągi nie jeżdżą, więc odwoziłam ją do szkoły, po drodze Lilka zadzwoniła, kiedy będę i czy ją podrzucę na autobus i z tego wszystkiego nie dotarła na pierwszą lekcję, a Miau coś jest jakoś niewyraźna. W filmie, który oglądam do prasowania jest o Devil’s Hour. To brytyjski krymianał- thriller, utrzymany w takich szarościo-granatach, jak takie właśnie brytyjskie kryminały i główna bohaterka budzi się co noc o tej samej porze. Pracuje w opiece społecznej i widzi przestępstwa, które się wydarzą u ludzi, których zna. Ma też problem z synem, którego chyba adoptowała i dzieciak jest dziwny, więc chodzi z nim po psychologach. Nie będę Wam spojlerować, tytułowa „godzina diabła” to 3:33 i ona się wtedy budzi. Miau ma swoją STAŁĄ godzinę 4:15 i wtedy ona się budzi. Jeszcze wczoraj rano ją za to nienawidziłam, ale dziś ją wielbię, byle tylko znowu była sobą!
<>
Z plusów UDAŁA mi się zupa. Na pierwszą próbę zrobiłam kapuśniak i Lilka powiedziała, że całkiem pyszna, chociaż mało kwaśna. Dziś próbuję jarzynową! Bo jakoś tak mało WCZORAJ zrobiłam! Drugie DOBRE, to odkryłam, że na moim telefonie mam mnóstwo książek (Vivat Huawei!). Są e-booki (rosyjskie są bezpłatne, angielskie kosztują jednocyfrowo) i są audiobooki (one w większości, niezależenie od języka coś tam kosztują, ale pierwszy rozdział jest zawsze free). Nie ma języka polskiego, ale tym bardziej mi się to podoba! Na dobry nastrój wrzucam fotkę z Hellady!

