Hellada listopadowa

  • Nie wiem czy ja coś pamiętam z mojego wyjazdu…
  • Lila, pamiętasz na pewno London Eye…
  • Tak. Pamiętam! I jeszcze sklep ze słodyczami, który mijaliśmy, bo był koło hotelu!
  • Taki był cel. Babcia mówiła, że jedna atrakcja powinna być taka MAX, żebyście ją zapamiętali. Łucja zapamiętała Wieżę Eiffla i katedrę Notre Damme, bo było strasznie dużo ludzi i tylko patrząc w górę coś widziała. Mieszko wygląda na to, zapamiętał rejs!

Są!!! Odebrałam ich z lotniska, rano po bieganiu kupowałam jeszcze pieczywo w wersji x2, żeby dziadki TEŻ na weekend miały. Już miałam DŁUUUGĄ opowieść syna, z której wiem, że WSZĘDZIE były słitaśne koty, chociaż te na wyspach były najbardziej przyjazne. I osiołki są całkiem miłe (Mieszko nie znosi koni) oraz, że jadł lody, chociaż pojechał z chrypą (stąd chadzał w MOJEJ apaszce). Doskonały był REJS na TRZY wyspy (Cyklady), na których było mistrzowskie jedzenie. I że dużo tam (w tej GRECJI) jedzą. Lutka powiedziała, że Mieszko budzi bardzo przyjazne emocje u innych ludzi i np. przewodniczka, go uwielbiała i cały czas zachęcała go do aktywności. Młody też pamięta, że tego dnia, gdy w planach mieli Akropol, Ogrody Królewskie i Muzea Akropolu, mieli nadajniczki na szyi i można było z nimi łazić i wszędzie było przewodniczkę słychać. Znamy ten patent, chociażby z Oświęcimia i to bardzo wygodne w turystyce zorganizowanej. Dla sióstr przywiózł dzbanuszki, dla siebie kubeczek, a ja dostałam greckie oregano oraz fetę (CHCIAŁAM, zawsze lubię jedzenie dostawać!).