- Buongiorno!
- Buongiorno! Sona mamma di Lila! Rozmawiamy dalej po włosku, czy przejść na polski?
- Polski! Ja nie znam włoskiego!
- Chodzi o Lilę. Z 1F. Ona się zawiesza i ostatnio Pan jej pomógł.
- Lila! Tu siedzi. W tej ławce! Chce pisać poprawę?
- Tak. Chce.
Wczoraj miałam zebranie u Lilki. W sumie to całe grono rodziców zrobiło na mnie dużo lepsze wrażenie, niż za pierwszym razem… Siedziałam obok taty jednego chłopca i nabijaliśmy się z tego, że ONI jeszcze nie wiedzą, co to szkoła przetrwania i czas im wprowadzić gazetę w toaletach -> rzeczywiście wczoraj skończył nam się papier i ja kupiłam nowy. Stałam długo i w końcu kupiłam OMYŁKOWO dwuwarstwowy. Wiecie, jaka była drama w domu?
A jako, że po zabraniu, były dni otwarte, byłam RÓWNIEŻ u pana od geografii (rozmowa wyżej), który jest bardzo fajnym nauczycielem i STALE Lilce pomaga. Siedzi z nią na przerwach, tłumaczy jej i po raz kolejny sprawdza się zasada, że im większy freak, tym większa szansa, że panna się z NIM dogada.
<><>
Dziś mam maraton po urzędach. Ubiegam się o dofinansowanie do szkolenia, bo te z IT są w cenach kosmicznych. Jedną placówkę już odbębniłam – za wcześnie na radość, ale mam już wyznaczone spotkanie z doradcą na czwartek (dobrze), a przede mną jeszcze jeden urząd, chociaż w innej sprawie. Tam zajrzę, jak odstawię Mieszka z kolegami na garnki. Garncarnia jest akurat koło gminy. Aaaale, jak będę wracać z chłopakami z warsztatów to tradycyjnie zajrzymy do cukierni… Kupuję im tam po mini eklerce (nazywanej przez nich EKIERKAMI) oraz po mini ptysiu. TO jest takie długie wybieranie, że nie macie pojęcia! Czy pistacjowy, czy czekoladowy, czy klasyczny, chociaż może z piankami? One są takie na JEDEN, może dwa malutkie gryzki, ale WYBÓR zawsze wywołuje sporą ekscytację! Kupowaliśmy tam tort na Halloween w kształcie MÓZGU! 🙂 Był to taki mus czekoladowy, z którego po rozkrojeniu wypływały…maliny!

