Tworzenie RODU

Jesteśmy narodem zbieraczy. Otaczamy się przedmiotami i wolimy coś przerobić niż z tym się rozstać. Nie obce nam są wiosenne czystki odzieżowe, albo oczyszczenie przestrzeni w kluczowych momentach życia, ale cały czas przedmioty mają dla nas wartość emocjonalną. Lubimy mieć własne książki, zbieramy piórka, kamienie i muszelki. Jesteśmy częścią starego świata i na milion procent jestem pewna, że i wśród Waszych znajomych są ludzie, którzy nie tylko grzebią w drzewie genealogicznym, ale też dokopali się szlacheckich lub arystokratycznych korzeni, co często podkreślają (ja mam chłopskie).

Jest w mojej rodzinie KOMODA. Ma ze 25 lat, ale nazywana jest „komodą dziadka”. Lutka kupiła ją, gdy wraz z rodzeństwem otrzymali kasę za repatriację po ojcu i podzieli ją na trzy równe części. I mama, żeby się to nie rozeszło, za swoją działkę kupiła komodę, która jest takim symbolem „po dziadku”. Ładne i dobre. Lecz teraz, na skutek różnych roszad, komoda, która była gdzieś indziej, przejechała do nich do domu. To wielki mebel z litego drewna. Solidny i ciężki. Tylko gdzie go postawić? Zaczął się więc taniec mebli i komoda wjechała na miejsce mniejszej komody w dużym pokoju. Ta mniejsza komoda wyjechała do sypialni, a bieliźniarka, gdzie trzymana była bielizna, wyjechała na korytarz… I dochodzimy do sedna tej historii.

Patrzyłam wczoraj na tę bieliźniarkę, bo mamy z Lutką obawy, że ona nie do końca na korytarzu pasuje, ale patrzę na nią i mówię:

  • Bo to jest TA sama bieliźniarka, którą mieliście w tamtym domu? Ona zawsze stała w Waszej sypialni?
  • Tak.
  • I to jest mebel z domu taty? Po dziadkach?
  • Tak. Jedyny mebel po dziadkach, pamiętający jeszcze czasy z Poznania.
  • Ja pamiętam inne uchwyty. One nie były z czymś czerwonym?

I w tym momencie odezwał się Krzycho, który siedzi na fotelu, ale WSZYSTKO słyszy:

  • BYŁY! Gość, który robił renowację je wykręcił, bo jedna była połamana i ja je poprzykręcałem do niciaków, które stoją u Was w domach, u nas i u Heńka (brata mamy). Dwa uchwyty mi zostały.

NIESAMOWITE 🙂 Najlepsze, że mama o tym NIE wiedziała, a ja pamiętałam te uchwyty. Pamięć ludzka jest niezwykła. Pomyślałam, że muszę to zapisać, bo mój tato zrobił akcję, bardzo w jego stylu, której celem było rozrzucenie emocji i magii, którą może posiadać PRZEDMIOT, po jak najszerszej rodzinie. I zrobił to cichaczem realizując jakiś swój sekretny plan osoby gromadzącej i nie gotowej na rozstanie się z niczym. Bardzo, bardzo to rozumiem. Btw. niciak to taki stolik na jednej nóżce, w którym trzyma się nici, lub u nas paszporty i dokumenty.

<>

Dziś Łucja miała pobieraną krew. Gdy wczoraj wyjęłam z teczki skierowania, dotarło do mnie, że TO co powinno być poddane badaniu było AŻ na czterech stronach! Zresztą, gdy byłyśmy w gabinecie, to ta pielęgniarka powiedziała, że pobrała jej krew do KAŻDEJ możliwej próbki. Potem poszłyśmy do maka i za kilka dni będą wyniki. Jeśli wszystko będzie grać, równo za miesiąc panna będzie mieć operację. Musi być wtedy Diabli w Polsce, bo jeśli się okaże, że dziewczyna ma tak jak on grupę zero, to będą jej przetaczać jego krew (będzie to po zabiegu konieczne i jeżeli dawca będzie dostępy, to po prostu będzie lepiej). Powinniśmy wtedy być oboje zwarci i gotowi.

<>

Poniedziałek -> nowy tydzień zaczynamy koszmarną napinką, bo pomijając badanie, o 17-stej Łucja ma rehaba, na 18-stą ja mam szkolenie i na 18-stą mam też zebranie u Lilki. Czyli odwiozę Łucję, zostawię ją tam, żeby wróciła JAKOŚ sama i jadę na zebranie, gdzie będę pół godziny i pół godziny później rozpocznę szkolenie (włączę je sobie w aucie na telefonie).