

Szłam sobie z Bibi dziś rano i pomyślałam, że mgła jest moim ulubionym zjawiskiem atmosferycznym. Chyba zresztą już kiedyś o tym pisałam… Jest cudownie, kiedy wszystko jest ciche, mokre i ukryte, chociaż niewiarygodnie jasne. Czyste i świeże. Ba, przyszło mi do głowy, że jeżeli kiedyś ocieplenie klimatu zabierze mi mgły wyprowadzę się w góry, albo jakieś podmokłe dorzecze, żeby mgły mieć. Jest chłodno i rześko. Nie czuję zmęczenia, które odczuwamy w parne letnie poranki i ten spacer może trwać naprawdę długo!
Zaraz będziemy się zbierać do dziadków, potem, gdy wrócimy, muszę znaleźć kilka dokumentów (cały nadchodzący tydzień, będzie dość emocjonujący) i cieszę się, że dałam radę wczoraj pobiegać! Rozmawiałam na trasie z jedną babeczką, że mało mam stałych elementów i te sobotnie poranki to punkt, którego NIE lubię przegapiać! Wracając zahaczam o piekarnię i wszyscy są zadowoleni z takiego początku weekendu!
