

Jak wstajesz przed szóstą rano, to ogólnie jesteś nieźle przymulony. Wykonujemy z Łucją milczące automatyczne ruchy: śniadanie, herbata, wsiadamy do auta. Znamy ten scenariusz na pamięć i porozumiewamy się bez słów. Przekręcam kluczyk w stacyjce, wrzucam wsteczny, hałas z głośników, panna wyłącza mojego audiobooka, zaczyna nadawać któraś stacja, jedziemy na stację i słuchamy radosnych dźwięków z radia. Reklama, podekscytowany męski głos:
- „Wyobraź sobie: wbijasz na imprezę, tam zabawa już w pełni, wszyscy się śmieją i nagle ktoś pyta: Co jest do jedzenia? A Ty wyciągasz ____ przekąski!”
- Czy on powiedział „wyciągasz z dupy przekąski”? – zapytała się Łucja o słowo po środku.
- Nie. On powiedział: „z dumą przekąski”.
Śmiechom i żartom nie było końca 🙂
<><>
Krótki był ten tydzień i cały czas CIEPŁO. Doszłam do wniosku, że nie KOSZĘ już trawy, bo najnowsze trendy mówią, że liście specjalnie spadają, by chronić ziemię. I gdy je zostawimy będzie MNIEJ mchu i ziemia nie będzie jałowa. Zobaczymy na wiosnę… DZIŚ -> na rynku kupiłam baaardzo późne truskawki i tak myślę, że na kolacje, gdy Łucja wróci z randki to zrobimy sobie makaron z takim „latem na talerzu”!. Wyżej macie fotki z wieczornego spaceru (17-sta i taka noc!), niżej fragment rozmowy na naszej domowej grupie. Absolutnie NIE mam pojęcia o czym oni piszą, ale jestem z tego dumna. To zdaje się, ten mechanizm matki-analfabetki szczęśliwej, że dziecko potrafi czytać i CHYBA rodzice tak już mają. Nie wiem czym się ekscytują moje dzieci, ale raduje mnie, że jest rzecz, której NIE rozumiem. Dziwne trochę… Niemniej jednak ja reaguję na te wymiany spostrzeżeń SERDUSZKAMI, co czasem ich denerwuje (bo WIEDZĄ, że ja NIE rozumiem!!!)

