- Mamo, skończył się papier toaletowy. Wyciągam nowy!
- Okej Lil. Dzięki!
- Oooooooo. Trzywarstwowy!
- Specjalnie tak szybko zużyliście tamten! A tego nie dam! On na święta!
- Nie jedz, bo na święta!
- Dokładnie! 😀
Strasznie przerażająca ta inflacja. Byłam w sklepie i kupowałam parówki dla Mieszka. W tym samym sklepie co zawsze. I płaciłam za nie ZAWSZE 4 pln… A wczoraj patrzę, a one kosztują siedem! I to nie 6,99 tylko z 7 z hakiem! DALEJ: Idę na ogół do kas samoobsługowych, bo widzę ile co kosztuje i coraz częściej czegoś NIE biorę. Tym razem była to czekolada z nadzieniem. Doszłam do jakiejś kwoty i stwierdziłam, że TYLE. STOP. Nie potrzebna mi jest ta czekolada za 4 pln, bo przekroczę próg wydatkowy jaki założyłam. Ale to nic! Przy kasie obok byli ludzi, którzy NIE zapłacili. Do tych ośmiu stanowisk była jedna krążąca pomiędzy nami pracownica sklepowa i ona się zorientowała, że rachunek otwarty, a kupujący zniknęli. Krzyknęła za jakąś babką, ale ta powiedziała, że była z drugiej strony. Prawda. Z tej strony była para, w wieku nieokreślonym, bo widziałam tylko ich plecy w ciemnych kurtkach. I oni zapakowali rzeczy do torby i wyszli z jakimiś innymi kupującymi. Rachunek mieli nieduży – 28 pln i ta babka nawet nie biegła na parking, żeby ich szukać. Szok. KOLEJNE: W domu piekłam szarlotkę. Też gotuje się teraz z takim wewnętrznym pytaniem: czy stać mnie na zużycie energii jaką pobierasz przy uruchomieniu piekarnika? Bo nikt nie wie jakie to będą te rachunki, które u nas przyślą w styczniu! Każdy się boi i każdy się martwi.
ALE, żeby tak nie smęcić: do szarlotki dałam kaszę manną. Dzielę ciasto na dwie części: górna jest klasyczna, a w dolnej eksperymentuję. Dawałam kiedyś mąkę kokosową, bo ona wchłania tłuszcz oraz wodę i szarlotka była suchsza, a tym razem dałam trochę kaszy mannej. BARDZO wyszło dobre, poinformowałam więc dzieci, że oto do szkoły dostali FIT CAKE!

<><>
⮕ Książkownia! Szósty grudnia coraz bliżej, a ja cały czas w lesie. Dla Mieszka mam zbunkrowane w szafie dwie mangi, Łucja dostanie Stephana Kinga wraz z jego historią o 17-latku, który odkrywa mroczną tajemnicę a Lilka Księgę Kłamstw, czyli historię o bliźniaczkach i tajemnicach. Dla mnie jest Głód Almy Katsu. Widziałam to na półce w księgarni, to fragment niezbyt często publikowanej historii Ameryki (połowa XIX wieku), no i chociaż miałam większą ochotę na kryminał, to kryminały czytam ostatnio ciągle. A tak, będę miała i ja co czytać na Mikołajki! Z kolejną fit-szarlotką?
















