Moc prasłowiańska MOŻE się przydać.

Podjechałam pod dom i otworzyłam maskę. Zaczęłam wygarniać liście uważając, żeby żaden mysi ogonek nie przewinął mi się między palcami… Wyjęłam z kieszeni kostki wucetowe, żeby je poupychać i wtedy pojawiła się sąsiadka. Właściwie to nie sąsiadka, a taka pani, która zajmuje się mamą sąsiada. On tam nie mieszka, jest tylko jego mama z kolejną opiekunką. Ta jest od pół roku i jest sympatyczna. I mówi do mnie:

  • Nie chce Pani biżuterii? Mam takie srebrne i złote z kamieniami. To od nas, z Ukrainy, przywiozłam. Tanie. Proszę zobaczyć. Takie kolczyki jak mam, albo łańcuszek, o taki…

I odwinęła sweter, żeby mi pokazać. A ja stoję z tymi kostkami wucetowymi w ręku.

  • Nie… Ja nie noszę.
  • Ale to takie kobiece!
  • Wiem. Popytam znajomych. Rzeczywiście śliczne!

Pisała znajoma ostatnio, że wiele lat temu leciała do Paryża z 10 letnim synem (teraz już jest dorosły) i całą drogę siedziały przed nimi dwie babki, które gadały o kosmetykach i ubraniach. DWIE godziny i nie zabrakło im tematów. Gdy wyszli z samolotu, młody powiedział do niej:

  • Dziwne były te panie.
  • Nie, synu. To ja jestem dziwna.

🙂 No i niestety dziwnych kobiet jest coraz więcej. Jaka biżuteria????, skoro ja kostki wucetowe (mające odstraszyć zapachem myszy) częściej trzymam w rękach! Co więcej, to budzi u mnie większe emocje!

Tym bardziej-> by weprzeć MOJĄ kobiecość, byłam dziś na motankach. Ostatni raz byłam dwa lata temu, gdy motałam Babę-Jagę. I ona zadziałała. To naprawdę była lalka mocy, która nieźle pokierowała sprawami! Potem robiłam lichomanki, które miały nas chronić przed pandemią i wtedy nas chroniły. A dziś chciałam zrobić Dziesięciorączkę. To taka lalka, która musi złapać kilka rzeczy naraz i każda para odpowiada za inne jej talenty. Najpierw robimy parę, która troszczy się o nas, a później lecimy pozostałymi. Dzisiejsze spotkanie miało taki charakter bardziej otwarty i jedna znajoma, która pojechała ze mną robiła Ziarnuszkę (bo przeinwestowała ostatnio), a druga zwyczajną lalkę intencyjną (Zadanicę), bo ma taki problem o którym w kółko myśli i chciałaby żeby się rozwiązał. Fotki BĘDA (mam nadzieję wkrótce), a na razie dwie:

Coś co prowadząca podkreśla za każdym razem: to takie zabawne, ale te lalki tworzą się same. Plan bazowy dostajemy identyczny, a efekt końcowy u każdego jest zupełnie inny :0 Btw. moja TEŻ ma warkocz. Krzywy, błękitno-brązowy, ale ma!