Końcówka października ciągle NIE jest jakaś bardzo zimna.

Za kilka godzin Łucja jedzie na wycieczkę! Panna znika aż na sześć dni i jedzie aż za granicę! W sobotę wymieniłyśmy kieszonkowe (pełne euforia, bo nowe banknoty są różowe), więc emocje są duże. Powtórzę to po raz kolejny, że udała jej szkoła bardzo, bo wyjazdów dużo i bardzo konkretnie dofinansowane. Niemniej jednak chętnych tak znowuż za wiele nie było, bo plan jest ekstremalny i dzisiejszą noc śpią w autokarze. Łucji to NIE przeszkadza, sama idea podróży jest wystarczająco ekscytująca by takie niedogodności ignorować. Wczoraj robiła listy (SIEDEM pękatych kopert) dla ukochanego -każda na jeden dzień rozłąki (ON nie jedzie, ale przyjedzie patrzeć jak ONA odjeżdża). Są tam wiersze, liście, zadania, malunki i prezenty. Nie bardzo wiem jakie, ale chyba na wtorek ma myśleć o NIEJ przy każdym spadającym liściu, a w piątek o tej samej godzinie mają patrzeć na chmury. Piękne i rozczulające. Byłyśmy już w piekarni i po chrupaki na podróż, za nami też nerw z poszukiwaniem dokumentów (nie mogłyśmy znaleźć ANI dowodu, ANI paszportu).

A my tutaj przez ten tydzień? TAK, my stacjonarnie! I zawalony będzie mieć TEN tydzień Liliana. Środkowa maruda DZIŚ idzie na rehaba zamiast Łucji (też krzywa, choć mniej, więc niech poćwiczy), jutro ma korki z matmy (też zamiast Ł), bo czegoś nie rozumie, więc wykorzystamy to okienko, a w środę dentystę. W piątek pewnie pojadę z Mieszkiem po cukierki na Halloween. Tradycyjnie, jak to w atmosferze przedwyjazdowej w domu jest niezły bajzel, ale pochwalę Łucję, gdyż dziś rano gdy odwiozłam Lilkę na bus, potem wyszłam z Bibs i wróciłam, TO panna JUŻ była zapakowana. Zniosła sobie sama walizkę i się zapakowała. Gdy weszłam była na etapie szukanie odżywki w tubce, więc jej pomogłam, LECZ znam wielu dorosłych, co do pakowania potrzebują wspólników. A ona SAMA, szybko i dobrze.

Bibs ma nową koleżankę na spacerach: