Weekend dla Ziemi

Dzisiaj kończy się wystawa, na którą bardzo chciałam dotrzeć (na twitterze macie filmik). Gdzieś tam mi migały multimedialne wystawy Van Gogha i różnych epok, no i ciekawa byłam JAK to wygląda. Ta na, którą wbiliśmy była związana z Ocaleniem Planety. Było od powstania ziemi, wielkiego wybuchu, pojawienia się gazów, mórz, pierwszych stworzeń i dinozaurów. Na ścianach razem z Vivaldim przesuwały się obrazy i słowa. Dwie ostatnie sale to była cywilizacja. Wojny, które pchały ludzkość do rozwoju, przemysł i plastik. Zwieńczeniem była nadzieja, że próbujemy COŚ zrobić. Bardzo to było fajne, razem z nami pojechał Mati, czyli moje czwarte dziecko. Powiem Wam, że to śmieszne, ale pomimo poważności związku z Łucją, to cały czas dzieciaki. Gdy wrócili w nocy z wodnego parku, to nocował u nas. Na kanapie. Lecz jak weszli to się pytam: Będziesz wiózł taki mokry ręcznik do domu, czy wyprać i weźmiesz jak wyschnie? I usłyszałam: Wyprać. No więc wrzuciłam do pralki kąpielówki i ręcznik przyszłego zięcia, a później rozwieszałam… Tacy są dorośli 🙂

<><>

  • Mamo, co może być na śniadanie?
  • Mamy biały chleb i mozzarellę, więc mogą być tosty w opiekaczu. Chałkę zjadłam przed spacerem z Bibs, Lilka.
  • Nie mam ochoty. Co jeszcze?
  • Może być budyń. Po przeglądzie szafki widzę, że mamy ich sporo i wszystkie musimy zjeść do stycznia.
  • Ooooo. Smak Peanut Butter! To zrób właśnie TEN… z pokrojonym bananem. I dwie grzanki 🙂

Mam dla Was kolejny fajny podcast z netu do przesłuchania. Znowu o jedzeniu. „Proste przyjemności są ostoją ludzi skomplikowanych”. PLUS: Czy na przyjemność trzeba zasłużyć? Tutaj (na Spotify też jest).