Lesie, lesie, jak dasz nam grzyba, to zabierzemy Ci śmiecia!

-wykrzyknęłam do lasu i las posłuchał.

I takie wyszło nam śmiecio-grzybobranie! NIE mamy GRZYBÓW jakoś dużo (ot raptem pół koszyka), ale *byliśmy w sobotę (weekend), *JUŻ po moim bieganiu (czyli NIE z rana), *w lesie był tłum, no i *byliśmy krótko, bo Lila zaczęła historyzować, że się ZGUBIMY. Lecz dobra wiadomość jest taka, że znaleźliśmy piękny las BLISKO domu, z szerokimi polanami, gąbczastym mchem i bez jeżyn. Ludzi niestety też było sporo, ale będziemy w to miejsce wracać. Zabraliśmy z lasu dwie plastikowe butelki z nakrętkami (jak można takie rzeczy zostawiać?!) i jakiś pusty kartonik. Do trzech razy sztuka? Zdecydowanie tak! Trzecie TEGOROCZNE podejście do grzybów jak najbardziej udane!

To oczywiście NIE koniec atrakcji na DZIŚ, lecz Łucja zaczyna właśnie korki z matmy i musimy zaczekać aż skończy! Odpalimy sobie w tym czasie z maluchami nowy serial z Amazona (zobaczcie jaki obiecujący trailer) i ściągniemy z pokoju Łucji Matiego, żeby jej nie przeszkadzał (choć podobno NIE przeszkadza).