
Byłam wczoraj na fajnym szkoleniu. Nieźle wyszło, że akurat jest Diabli, więc kiedy zniknęłam od 15-stej aż do niemalże północy, nikt mnie NIE potrzebował. No bo szukam… Po takiej burzy pomysłów, że może idealna robota dla mnie czeka w Urzędzie Gminy, albo na Komendzie Policji, wymyśliłam coś jeszcze innego. Z tego co rozkminiłam, budżetówka ma nabory przez strony rządowe i samej edukacji tak do końca NIE skreślam (sąsiedzi chcą mi podesłać syna z kolegami na korki i już się zgodziłam). Są też uczelnie, gdzie można próbować, ale OGÓLNIE ma być coś innego niż nauczanie. Nie chodzi o finanse, lecz tę elastyczność (gdy coś mi się dzieje w domu, żebym mogła zostać) i zadaniowość-> bo najbardziej chyba mnie męczy rutyna, sztywny grafik i robienie rzeczy, które są zupełnie nie moją bajką… No i się szkolę, jeżdżę po urzędach dowiadując się, jaka jest szansa na dofinansowanie szkoleń, bo niektóre są kosztowne. Na chwilę obecną rozstrzał tego CO ja mogę robić jest cały czas spory (nie to, że COŚ potrafię, ale BYM chciała). Wczorajsze spotkanie było w niezłym miejscu (fotki mają być, to pokażę) i było organizowane przez dużą firmę farmaceutyczną. Czuję, że coś tam u mnie decyzyjnie drgnęło, chociaż ogólnie nie mam zaufania do ludzi, którzy amweyową przekonują Cię, że jesteś najlepszy… Tym bardziej, że aura uczestniczek na sali nie była aurą zwycięzców. Podobne miałam odczucia dawno temu, jak trafiłam na szkolenie z Urzędu Pracy dla bezrobotnych. Kawa, ciasteczka, długopisy, notesy, to było bez znaczenia. Czuło się, że wszystkich zjadają obawy CZY się MI uda? Tym razem na spotkaniu (dla mam), dziewczyny miały głupie wątpliwości typu: Jak pracodawca patrzy na 3 letnią przerwę, którą się spędziło z dzieckiem? NIE patrzy. NIKT o to nie pyta i tak naprawdę energię działania i mocy poczułam może od trzech osób: jedna to była dziewczyna z Wrocławia, która się śpieszyła na pociąg i miała odbębniony już kawałek szkoleń tematycznych (fajnie wyglądała i była taka skoncentrowana), od kobitki, z którą gadałam przy kawie i ona już siedzi w tej branży i od babki z którą poszłyśmy razem na pociąg i przegadałyśmy kolejną godzinę siedząc na pustym dworcu. Głodne nie byłyśmy, bo tam jedzenia było morze, chociaż obie byłyśmy zdania, że finger-food to pomyłka i lepiej się sprawdzają ciepłe dania na podgrzewaczach. I wystarczą WTEDY dwa. Strogonow i kapuśniak. Albo gulasz i leczo/bigos i kiełbaski/flaki i zapiekanka/itd. I takie ciepłe żarcie jest kilka razy lepsze niż paszteciki z gęsi, krewetki z chorizo i roladki z prosciutto. A słodkiego to nam wcale OBU nie chciało!
<>
Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku pojechałam więc sobie rano na siłownię! Powiem Wam, że tak przedwczoraj się sforsowałam, że nie mogłam się pochylić. Jak na tych memach, że kulturyści NIE mogą zgiąć ręki bo ich mięśnie blokują, tak ja miałam zablokowany spuchniętymi mięśniami brzuch (to NIC nie ma wspólnego z kaloryferem, ale ruszyłam COŚ, co zapomniało, że istnieje). Bo czułam się jakbym wokół talii miała OBRĘCZE 🙂

