Jakiś taki leniwy nam ten dzień wyszedł. No dobra, pobiegałam, ale potem mieliśmy jechać na wystawę… Przesunęłam to na później, żeby przy okazji zostawić w mieście Matiego (on siedział u nas od rana, bo się UCZYLI), ale PÓŹNIEJ Łucja miała korki. Przesunięte jednorazowo z czwartku i OBIE o tym zapomniałyśmy. ALE plan był dobry, do zrealizowanie KIEDYŚ, za to JUTRO spróbujemy COŚ ambitniej zrobić!
Równolegle pochwalę się, że seryjnie robię szarlotki, w tym tygodniu były TRZY i jestem w stanie takie tempo utrzymać. Nie są idealne, każda smakuje trochę inaczej (do dzisiejszej dałam przyprawę do szarlotki, która dała całości taki „piernikowy” smak), ale takie ciepłe ciacho z jabłkami schodzi od RAZU. Btw. Tym razem, dla równowagi zapomniałam o cukrze, ale jako tłuszcz użyłam białej czekolady (pół na pół z masłem) i wszyscy łącznie z zięciem mówili, że DOBRE! 🙂

