Jak wychodzę z TAKIEGO sklepu, a nie ze spożywczego, to czuję się prestiżowo.

Weszłyśmy z Lilą po maseczkę i sól do kąpieli do małej pachnącej drogerii.

Nie wiem czy złapaliście tę g-burzę, która rozpętała się na Dzień Książki?? O tym, że ludzie się snobują, uważając, że „czytając są lepsi, od tych CO nie czytają”. I że nie myśli się o tym, że CZASEM człowiek wchodzi do domu i jedyne na co ma siłę, to wziąć pilot i popatrzeć na papkę w telewizorze. ORAZ że taki poradnik żony piłkarza niekoniecznie jest wartością wyższą niż dobry serial. RACJA. W dyskusję włączyli się pisarze, którzy twierdzili, że NIE zubożeją, jak ktoś NIE kupi ich książki. To zresztą jest trochę hipokryzja, bo już kilka dni później nawoływali do czytania czegoś tam co napisali. ALE to FAKT. Gdy kupuję książki, to czuję się LEPSZA. Nie to, że od innych, ale lepsza od wcześniejszej wersji SIEBIE. Bo rzeczywiście miernikiem mojego samozadowolenia jest to, że zdarza się, że przed snem sobie poczytam… Naprawdę, w małżeństwie (ale obiektywnie: dzieci były wtedy mniejsze) NIE zdarzało mi się to. I wychodząc z książką ze sklepów też mam to poczucie wydatku NIE racjonalnego. Zbytku niemalże!

Trzy książeczki dla mnie TEŻ już są. To bateria chyba na wakacje? „Sen o Okapi” to coś co będę mogła dać dzieciom do czytania… Pułapki codzienności, przyszłość, przyjaźń, w egzotycznej scenerii. „Niewidzialne życie” to układ kobiety z diabłem na przestrzeni 300 lat a „Trzynasta opowieść” to mroczny sekret ukryty w ruinach zamku.

<><>

Polecę Wam jeszcze jeden sklepowy wynalazek. Tam docierają moje dzieci ze szkoły i tam nie wysłały (MUSI Pani TAM pojechać!!). Samo miejsce jest obrzydliwe, wygląda jak hurtownia, ale JEST tam dużo ciekawych rzeczy. I jak traficie na taki lokal, zajrzyjcie – i to właśnie PRZED wakacjami. SUPER są np. markery akrylowe, którymi dzieci mogą malować muszelki, kamienie i patyczki. Są różnego rodzaju drewniane kołeczki, jak do nawijania nitek, albo robienia ludzików (siatka kosztuje 3 pln) i arkusze kolorowych papierów do scrapbookingu. Zawsze kupowałam pojedyncze arkusze, a tu cała KSIĘGA jest w cenie jednocyfrowej.

Z niczym nie należy przesadzać. Także z szczerością.

-„Dom Sióstr”, mój nowy audiobook w aucie… Trochę się bałam, gdy przeczytałam, że to AŻ 22 godziny słuchania, ale słucha się tego BARDZO dobrze!

Wszyscy szczepią dzieci. U Lilki w klasie terminy mają już na jutro, choć kilkoro przełożyło na weekend. No i ja też OBIE panny zaszczepię, tylko NIE teraz, lecz w lipcu. Dlaczego dopiero wtedy? Bo a) Lilka jest ciągu poprawek z każdego chyba przedmiotu i NIE chcę jej urywać z lekcji b) panny obie mają alergię i niech im to trochę przejdzie c) Łucji teraz nie ma, a niech będą obie naraz, żebym miała mniej jeżdżenia. Btw. dziś moja alergolog powiedziała, żeby dawać Lilce tabletki. Bo one szybko się wypłukują z organizmu, a objawy alergii są bardzo męczące dla organizmu. True.

Poniedziałek. NOWY tydzień… Przed nami jeszcze wizyta u laryngologa z Lilką, zebranie w szkole i mnóstwo sprawdzianów. Jeden Lilka ma przed lekcjami w środę i to będzie kosmos, żeby ją obudzić JESZCZE wcześniej. Zamówiłam z alika ostatnie przedmioty, które może dojdą przed 1-szym lipca, bo nie wiadomo co to będzie po tym terminie i ostatnie zamówione to: naklejki z molongiem, które noszę do szkoły oraz rewelacyjny krem do oczyszczania skóry nosa, który zużywają moje nastolatki (już zużyły ze trzy opakowania)… Jutro rano jadę na rynek, na sobotę udało mi się ustawić warsztaty rękodzielnicze STACJONARNE dla obojga dzieci, a do kina z moją szkołą idę DOPIERO w przyszłym tygodniu… Lilka:

uff, jak gorąco

Nie byłam na bieganiu tydzień temu i GDY wczoraj wbiegłam ponownie w te leśne ścieżki, to miejsce było nie poznania… Przez dwa tygodnie zamiast przerzedzonego wiosennego zagajnika zrobiła się gęsta puszcza! A te nasze okoliczne pola? Chodziło się po płaskim, a teraz uprawy są ponad metrowe, a chwasty wyższe niż ludzie. Labirynt! Siadłyśmy z Bibi nad stawem popatrzyłyśmy na żabią orgię (nie wiem jakim cudem to gatunek zagrożony) i dotarło do nas, że MAMY LATO.

No i mamy alergię. Ma Lilka, naprawdę koszmarną i daje już jej tabletki, bo krople i psiukacz do nosa to było za mało, JA mam, lecz na szczęście dużo słabszą niż kiedyś (i jutro rano znowu odczulanie), no i odzywa się też Łucji. U mnie i u Lilki tydzień temu przeszło TO w przeziębienie (kichałyśmy, prychałyśmy, chrypiałyśmy i pociłyśmy się cały tydzień), ale dziś rano chyba JUŻ jesteśmy wyłącznie z glutem alergicznym. Bardzo to miłe! 😀

<>

  • Lila, zaglądam czasem na taką zabawną grupę, gdzie ludzie odpowiadają na różne dziwne pytania. Np. Gdybyś miał zabrać na bezludną wyspę coś co ostatnio kupiłeś przez Internet, to co by to było? I odpowiedzi są: zmywarka, środek na kleszcze dla kota, wkręty do wiertarki, hamulce do roweru, itd. A teraz zapytali: Co najcenniejszego ukradł by złodziej, gdyby włamał się do Twojej lodówki?. Jak myślisz?
  • Światło.
  • 😀 Mega! Mieszko, a Ty jak myślisz?
  • Ale co?
  • Gdyby złodziej miał coś cennego ukraść z naszej lodówki to co by to było?
  • Mój telefon.
  • Z lodówki?
  • Czasem się zamyślę i wkładam go do lodówki… Wiesz, jak coś wyciągam.

Take me home, where I belong

-Jest na HBO świetny dokument- „Zbrodnia Stulecia”. Parę osób już nim zachwyciło, więc ponieważ NIE ma nic do oglądania, wczoraj zaczęłam i ja. O nadużywaniu syntetycznych opioidów. Niby bez fabuły, ale ogląda się to jak niezły film!

Pobiegałam, zawiozłam dziecku gluten (placek gruziński i drożdżówki), humus i coś tam NIEZDROWEGO, kupiłam po drodze truskawki i ambitnie chcę dziś zrobić SERNIK. Gdy byłam w piekarni wzięłam też dla siebie PÓŁ makowca, bo oglądanie tego filmu z MAKIEM jako bohaterem głównym, zrobiło mi strasznego SMAKA na tę substancję 🙂 Ostatnio tak miałam oglądając Fabrykę Czekolady, tylko, że wtedy mi się zachciało czekolady!

<><>

Książkownia! Łucja poskarżyła się babci w środę, że przeczytała JUŻ wszystkie posiadane książki (trzy ich było), więc pomyślałam, że kilka jej mogę zamówić. Sporo będzie książek w czerwcu, bo coś na wakacje musimy też dobrać… Byłam również w bibliotece – pożyczyłam trzy kolejne audiobooki z thrillerami, ale co WAŻNE: już jest otwarta (wcześniej podawało się książki przez okienko) i MOŻNA przynosić książki. Mamy ich KILKA, (tych nietrafionych), więc strasznie się z tego cieszę. Książki panna najstarsza wybrała sama. Ja chwilę błądziłam po forach i grupach i wysyłam jej linki i ona z TEGO kilka wybrała. Pierwsza partia to opowieść o świecie bez kobiet (Ruchomy Chaos – Na ostrzu noża); tęczowy hit tik-toka, który podobno znają wszystkie nastolatki (Red White Royal Blue); skomplikowana relacja bliźniaków w kontekście układ panujących w każdym rodzeństwie (Oddam Ci Słońce); trudna szkoła przetrwania 19-latki z bardzo trudnego startu (Życie Sus); wyłączenie muzułmanki po zamachu 11 września (pamiętamy, że winiono ich za to co się stało -> Gdyby Ocean nosił Twoje imię) i kolejna „modna książka”, której punktem wyjścia jest wiara i nastoletni bunt (Anonimowi Heretycy).

Czerwcowa horda

Postanowiłam, że Łucja więcej do sanatorium nie jedzie. Chyba, że bardzo będzie chciała i będzie PO pandemii. Po prostu za dużo jej przepada. Te restrykcje i obostrzenia jakie mają są niemalże więzienne i nie ma potrzeby by się tak męczyła. Szkoły za bardzo tam nie ma, na dwór nie wychodzą, poza wyjściami na kwadratowy spacerniak między budynkami, no i przez miesiąc NIE będziemy jej widzieć. Nie wysypia się, bo cykl dnia zaczyna się tam wcześnie, zresztą bez rolet w oknach, panna sama budzi się o piątej. A lokalnie, w okolicy, czerwiec to wybuch międzyludzkich kontaktów. Po półtora roku zamknięcia pola i skate-parki tętnią życiem. Jak idę z psem przez te żyta i nieużytki to raz po raz wpadam na kolejny piknik albo ognisko. Wczoraj szłam z maluchami i naprawdę mieliśmy problem z wytyczeniem trasy tak, żeby nie przechodzić obok jakiegoś nastoletniego skupiska. Kidoski, w wieku Mieszka, zbudowały sobie (technicznie w konstruowaniu pomagał CHYBA któryś tato) domek na drzewie. Bazę, z którejś jakimś cudem jeszcze nikt nie spadł i gdzie zmierzają po szkole wszystkie 10-latki. Szłyśmy kilka dni temu z Lilą i dwóch równolatków Mieszka jechało na rowerze. Jeden ustalał coś przez komórkę z trzecim, który pojechał po prowiant do sklepu i mówił: Qrcze, ale NIE MA TALARKÓW??? Bardzo nas to ubawiło. Zresztą sama Lila też korzysta z tej towarzyskiej aury, bo kupiła w Żabce szampana (typu piccolo) i razem z koleżanką go wypiły siedząc na mostku. Było z tym zamieszanie, bo obie BAŁY się go otworzyć 🙂 Ach, gdy Łucja zrobiła piknik po egzaminach to miały fontannę strzelająca do wbicia w torcik i NIE umiały jej odpalić… Obejrzały więc filmik na jutubie JAK to zrobić! Wyżej macie TEN właśnie domek, a niżej szkołę dzieci ozdobioną balonami!

<>

Piątek. Przyjechałam do szkoły, a dziś okazuje się JEDNAK wolne. Ale siedzę, bo okazuje się, że niektórym rodzicom też uciekła ta informacja i dzieci przychodzą. Ja wtedy dzwonię po rodzica i odsyłam dziecko. Ale posiedzę jeszcze z 10 minut i też zmykam! Rano na stacji benzynowej był tłum ludzi zmierzających na wakacje. Hot-dogi i energetyki. Opowiadałam o tym jednemu chłopcu w szkole, gdy czekaliśmy aż tata po niego przyjedzie. Mówię, że były i motory i kampery, a on mi na to, że to była HORDA. Dokładnie tak!

25 stopni? Niemalże upalne lato!

Zawiozłam dziecku jedzenie (oraz CZERWONEGO maka, którego zerwałam na porannym spacerze z Bibs) i nie bardzo wiem co dalej… Odkurzać, podwiązać kwiaty, kosić?? Mieszko się na mnie obraził, bo wychodził z domu i ja powiedziałam, że DZIŚ sklepy zamknięte. I OBRAZIŁ się, że go tak rozgryzłam, bo on chciał się na czipsy urwać. Incognito…

Powoli, na spokojnie zaczęłam sobie więc PLANOWAĆ wakacje… Pamiętajcie, że macie bony turystyczne! Jak gdzieś dzwonicie, to warto pytać czy honorują, bo mało kto wiesza na widoku takie info. Ja dziś sondując miejscówki odkryłam, że TAK, to się zdarza i baardzo mi to poprawiło humor. A wiedzieliście jaki fajny „PORTAL” stanął w Lublinie? Lustro – ekran, w którym w czasie rzeczywistym widać po drugiej stronie Wilno. Oglądałam materiały co tam się dzieje i NA RAZIE przekaz jest mega pozytywny. Ludzie pokazują sobie serduszka, przedstawiają całą swoją rodzinę/ekipę, przed ekranami będą koncerty i lekcje języka migowego. Postoi do 6 sierpnia, a potem ekran jedzie do… Londynu!

EXTRA: Turystycznie i wyjazdowo ->>od 1-go czerwca z IKP można pobrać QR kod z własnym UNIJNYM certyfikatem Covid. To też ważne info, jeżeli planowaliście gdzieś dalej w Europę ruszyć!

  • Lila, Mieszko! Potrzebuję Waszej pomocy przy wyborze letniej miejscówki!
  • Aha. No dobra. Co mamy do wyboru?
  • Całkiem dużo miejsc… Po prostu okazało się, że mamy pewien noclegowy budżet.
  • Ale że wybierzemy jakiś prestiżowy hotel?
  • Myślę Lila, że wybierzemy hotel z… łazienką w pokoju!
  • To miłe.

Fluffy and unuseless. Like rabbit.

-z filmu

Poszliśmy do kina! Na Mortal Kombat. Bo? Bo chociaż Cruella ma opinie doskonałe, to będę szła z uczniami, no a dzieci może pójdą z kimś innym… I? Film jak film. To film na podstawie gry, więc fabuła jest sprowadzona do minimum, bo głównie są walki. I są BARDZO dobre. Mieszkowi zresztą się podobało, a z Lilą nabijałyśmy się z co niektórych przesadzonych momentów. Mega słaba akcja jest z pop-cornem. Wyobraźcie sobie, że NIE można jeść w kinie, ale można kupić na wynos. Tak też zrobiliśmy i wszamaliśmy DUŻY KUBEŁEK w aucie, wracając… Absolutna bzdura. Pojechaliśmy do kina z dużym czasowym wyprzedzeniem obawiając się, że NIE wejdziemy, bo limity osób i tanie środy, a film jest od piątku… Razem z nami na sali było może 15 osób!!??? A może nawet i TYLE nie było? Każdy siedział odsunięty pustymi RZĘDAMI od innych i naprawdę można na to jedzenie pozwolić. ZA TO kilka trailerów nam się spodobało. Mieszko ma ochotę na Godzillę vs Kong, Lila na Czarną Wdowę, a ja na Szybkich i Wściekłych (Charlize Theron!!!) i Wyprawę do Dżungli (kolejny wielki Disney TEGO lata). I to akurat jest bardzo pozytywne, że COŚ można wybrać!

Zaczynamy długi weekend. My na miejscu, jutro rano jadę do Łucji, przemycić w wymianie ręczników truskawki i zapakowane w liczne folie termiczne młode ziemniaczki. Teoretycznie bagaż wjeżdża windą na oddział i panna może go odebrać dopiero po pół godzinie (pandemia), ale może dotrwają w cieple. 🙂 Nigdzie nie wyjeżdżamy, dzieci mają wolny piątek, ale ja NIE. Za to truskawki w TYM roku smakują wybitnie!!!

Truskawki na Dzień Dziecka?

Przypomniał mi się wczoraj dzień sprzed sześciu lat. Wyprawa muzyczna na Dzień Dziecka. Ależ to są wspaniałe wspomnienia! Tak mi się jakoś rzewnie zrobiło, że tęsknię za czasem, kiedy miałam na głowie tylko dzieci. We wtorki planowałam weekendy i chociaż TEŻ wszystko gnało, to miałam wrażenie, że to ogarniam. TERAZ nic się nie dzieje i nic nie da się zaplanować. Nawet gdybanie o wakacjach sprowadza się do rozważań o koniecznym tworze, jakim są covidowe paszporty.

Za to jak przerolowałam okolice tamtych dni, to widzę, że TEŻ utknęłam wtedy przy „The 100″… To bardzo nieodpowiedzialne z mojej strony, ale rzeczywiście na kilka dni się OSTATNIO wyłączyłam przy tym serialu. Łucja brzęczała, że ona wyjeżdża na miesiąc, a ze mną kontaktu nie było… Zasłoniłam się przywilejem na Dzień Matki, ale MOŻE tak chciałam odświętować Dzień Dziecka? Bo dzieci dziećmi, w końcu zawsze jednak dorastają, ale MY też musimy czasem o sobie pomyśleć pobłażliwie! Znajoma wyjechała na takie przed-wakacje do Turcji i o północy wstawiła swoje zdjęcie z SIATAMI przed wejściem do jakiegoś sklepu. Z podpisem: Dzień Dziecka! Za nią stoi duży i uśmiechnięty Turek w rozciągniętej koszulce Gucci. Zróbmy sobie i MY, ten dzień z jakimś prezentem! U mnie cały czas tanie państwo, ale może na początek kupię na rynku truskawki? A potem jeszcze śmietanę? I wiecie co?… Kupmy sobie DZIŚ wszyscy te truskawki! 😀