Obiegowo

Ogarnęłam dziś Łucji obiegówkę. Kolejny powód by nie wysyłać dziecka NIGDZIE na turnusy w czerwcu. Zawsze sama śmigała i podbijała bazylion pieczątek, a teraz spadło to mnie. Biblioteka, księgowość, zdanie kluczyka, sekretariat i higienistka. Przy okazji zaniosłam zaświadczenia Łucji o odbytym wolontariacie. Potem jeszcze zawiozłam pannie zdobycze z rynku: obok fasolki szparagowej z bułką tartą i usmażonych kwiatów cukinii (już są!) dałam jej też MINI set bobu. Podobno nie lubi, ale może z tych nudów taki z masłem i solą jej podpasuje? I tak sporo smakowych sukcesów odniosłyśmy tym razem. Panna jada mozzarellę (do sałatek) i żółty ser, którym posypuje sobie grzany wstawiane do mikrofali. SERY jadane NIE były! Btw. Świadectwo szkolne mogę odebrać później, ale już wiemy, że pasek będzie z całą pewnością! 🙂

<>

Mieszko ma bardzo fajną katechetkę. Nie wiem czy to jest standard, czy ma TAK tylko nasza szkoła, ale religia jest w tej ICH edukacji brakującym ogniwem. Pan u Łucji cisnął ich o eseje i przemyślenia dotyczące kondycji współczesnego świata, za to Mieszko ma panią, która nie dość, ze ułożyła bardzo sprawne choreo na komunię, to na dodatek jest związana z działalnością misyjną. Gro jej działań i przekazywanej na lekcjach wiedzy dotyczyła sytuacji w Afryce, a sama teraz wyjeżdża do Gibuti. Napisała nam (rodzicom) tak:


Wyjeżdżam na okres wakacji do placówki misyjnej w Gibuti. Byłam tam i w Somalilandzie 4 lata temu. Prowadziłam projekt rehabilitacji dzieci i współprowdziłam projekt edukacyjny.
Gibuti to małe państwo we wschodnim rogu Afryki. Z punktu widzenia krajobrazowego bardzo brzydkie. Bez roślin, bez owoców bez zwierząt…bez słodkiej wody. Słodka woda ciagnięta jest rurociagiem z Etiopii.
Przy placówce misyjnej jest Caritas, gdzie przyjmowane są dzieci z ulicy, które uciekają z Etiopii do morza i do lepszego świata – zwykle chłopcy 8-13 lat – potrzeba zapewnić im tam zajęcia terapeutyczno-edukacyjne.

I poprosiła by każde z dzieci coś dało w prezencie: flamastry, mały samochodzik, skakankę (itd) i napisało do tego dziecka kartkę. No i Mieszko smarował dziś rano list do tego anonimowego chłopca w Afryce, że „My name is Mieszko and I’m sending you acrylic markers. You can use it everythere: on a stone, feathers or your home to make your surround more colerful„. STRASZNIE fajna akcja. Powiem szczerze, że zaczęłam już szukać kto zbiera RZECZY dla dzieci na akcje humanitarne, to za rok będę z moimi uczniami w szkole tak tworzyć!

<>

I jeszcze Lilka przeprowadzająca Bibs przez kurtynę wodną. No więc pies się BAŁ. Co nie dziwi, bo to dzikus 🙂 Ale i tak ZOSTAŁA w końcu przeprowadzona!