
- Mamo, jutro muszę wziąć do szkoły kwasek cytrynowy- zakomunikowała Lila siedząc w czapce (nasuniętej aż do OCZU) Ach i była już 19-sta….
- Na jaki przedmiot?? Zresztą to bez znaczenia. O tej porze już go nie skombinuję.
- Zapomniałam Ci powiedzieć wcześniej… To na chemię!
- Bardzo mi przykro.
ALE okazało się, że kwasek w domu MAM i panna jednak wzięła. Btw. czapkę w końcu zdjęła, a gdy umyła włosy, to nawet się chyba sobie spodobała, bo zrobiła SOBIE kilka zdjęć. ALE, do chemii… Eksperyment udał się średnio, bo chłopcy mieli przynieść czerwoną kapustę i ZAPOMNIELI. W związku z czym zerwali się z religii, która była druga i poszli do hipermarketu. Tam stoczyli dyskusję z centrum obsługi klienta: DLACZEGO nie ma czerwonej kapusty (bo nie sezon) i obiecano im, że na sobotę będzie. Weszli więc z powrotem na halę i kupili czerwoną cebulę. No i pani przerobiła eksperyment, żeby użyć tę cebulę zamiast kapusty i wyszło, chociaż nie tak jak miało być 😀 I niech nikt mi nie mówi, że szkoła NIE uczy przedsiębiorczości!
<>
Piątek. Kilkoro z moich uczniów było dziś ostatni dzień w szkole. Jeden chłopiec się do mnie przytulił, żeby mi podziękować, że byłam jego nauczycielką. Szczerze mówiąc, dziś zostałam z nim sama w szkole, bo wszyscy poszli na spacer do parku (maluchy) oraz zdawanie karty rowerowej (starsi), a on ma alergię. Zaproponowałam mu, ze wymkniemy się do lodziarni, bo lody są dobre na alergię i chowaliśmy się przed innymi dzieciakami, bo akurat na nich wpadliśmy! Oficjalnie, mieliśmy NIE wychodzić. No więc, TO pożegnanie było miłe. Ja na pierwszej lekcji (we wrześniu) myślałam, że ON jest dziewczynką bo ma długie włosy i jest drobny i też mu to dziś przypomniałam, że go za to WTEDY przepraszam. Ale nie był za to zły.
I jeszcze mrówki. Mieszko za to miał dziś w szkole pana z mrowiskiem, który uczył ich jak rozmnażać i hodować mrówki 😀

