Równolegle, zaczęło nam się dosyć ważne wydarzenie, czyli BARDZO_próbne egzaminy ośmioklasisty w klasie Lili. Nie wiem czy to projekt ogólnopolski (?), czy to tylko nasza szkoła wpadła na taki pomysł (?), ale podoba mi się to. Przez trzy dni, siódmoklasiści będą pisać w taki sposób JAK ZA ROK. Jest trudno, bo używane są testy z 2018 roku, czyli z epoki nieuproszczonych arkuszy. Otrzymane oceny NIE wpływają na tegoroczne, bo TEST jest wyłącznie dla nich. Wczoraj pisali polski, który poszedł pannie poprawnie. Wybrała opowiadanie, gdzie miała się odnieść do wartości wymienianej w którejś z lektur i użyć jak najwięcej nowomowy. Panna posiłkowała się Opowieścią Wigilijną i Bobem Scotchem, który objawił się jej w ogródku gdy się opalała (taką wymyśliła historię). Twierdzi, że „pojechała z językiem”, bo zastosowała takie słowa jak beka i lol. 🙂 Tym niemniej jednak pani już oceniła pytania zamknięte (czyli jedną część ICH prac) i te poszły WSZYSTKIM słabo. Średnia ilość punktów to było 5/20, jeden wynik maksymalny to 15, a minimalny to 1 i jest to praca, również bez opowiadania. Dzisiejsza matematyka poszła jej natomiast bardzo dobrze.
A na rynku letnia rozpusta. Kalafiory, fasolka, młoda cebula, bób i czereśnie… Te ostatnie jeszcze bardzo niedostępne cenowo, ale kupiłam pół kilo, za jednocyfrową kwotę i KAŻDE dziecko po tej garści dostało. Łucji musiałam oczywiście zawieść, ale pomyślałam, że zrobię to dziś, a nie w umówiony czwartek, bo one DZIŚ są najsmaczniejsze! Obiad w domu mieliśmy PRZEPYSZNY, ale żebyśmy mieli jasność: Mieszko na obiad NIE był specjalnie głodny. Pamiętacie, że mówiłam kiedyś na niego Filemon?

><
Leżała wczoraj sobie Bibi na kanapie. I szukaliśmy telefonu stacjonarnego… I znaleźliśmy TĘ zagubioną słuchawkę pod jej pupą… I był włączony i od 30 minut trwała rozmowa!!!! Podniosłam słuchawkę, powiedziałam HALO i ktoś się rozłączył… No i od wczoraj się śmiejemy, że Bibi ma jakiegoś chłopaka, który lubi jak mu puszcza bąki… 😀
