
Nie wiem dlaczego przyszło mi do głowy, że to będą jakieś luźniejsze dni… Znowu się tak wszystko napięło, że dopiero o 17-stej weszłam do domu (na dobre) i od razu poszłam z psem. Mżyło, ale nałożyłam kalosze, przez chwilę myślałam, żeby zajrzeć po znajomą, co to jej dwa miesiące nie widziałam, ale koniec końców poszłam w te mżawę SAMA. Bo tak najłatwiej się zresetować. I te 40 minut później, przyznaję, że CHOĆ byłam CAŁA mokra, czułam się już bardzo dobrze!
Zaobserwowałam pewien taki fenomen, że w tej gonitwie koduję sobie czasem w głowie, że COŚ mi się w domu kończy, a potem STALE to kupuję. Ostatnio odkryłam, że kupiłam pod rząd TRZY cynamony i na dodatek w TYM samym sklepie??! Czyli wiedziałam, że mi się skończył i że MUSZĘ pamiętać, żeby kupić… A dziś miałam taką akcję: wpadliśmy do domu po warsztatach (były super: robiliśmy modele samolotów z balsy i papieru japońskiego – będą fotki, to powiem więcej) i było późno (bo trwały 3 h, ze względu na przerwy technologiczne związane z obsychaniem poszczególnych warstw), więc szybko nastawiałam pralkę, zanim pojechałam do Łucji… Otworzyłam pokrywę maszyny, wrzuciłam kolory, chwyciłam butlę z płynem do prania i pomyślałam, że muszę kupić KOLEJNY, bo na kolejną nakrętkę już NIE starczy. A potem wróciłam od Łucji, otworzyłam bagażnik, żeby wyjąć siatę z brudnymi rzeczami od niej i widzę, że LEŻY tam butla płynu do prania kolorów. I NIE WIEM, w którym momencie ja już zdążyłam kupić???
Widzieliście tę akcję niżej? Szok! W tej sytuacji, chyba KAŻDY kto coś kiedyś napisał, powinien sprawdzić, czy gdzieś tam nie ma dodruków 🙂

