Czuł się silny, lecz po prostu znalazł kogoś słabszego.

-Dom Sióstr

Miałam dziś zebranie w szkole, co mi cały dzień napięło…. Powiem Wam, że te rady i narady oraz morze formalności są w pracy pedagoga najgorsze. Samo uczenie jest fajne, ale tych obowiązków jest niestety więcej… A zebranie dobrze! Dużo w tym Montessori jest rzeczy, które bardzo mi leżą. Np. to że nie ma ocen, bo uczeń oceniany uczy się nie dla siebie tylko dla wyniku. Ustaliliśmy więc, że wszyscy będą mieć tę samą ocenę. To może być piątka, albo to może być trójka. Ważne, żeby cała klasa miała identyczną. W ten sposób zaznaczymy, że nie ma to żadnego znaczenia. Albo to, że nauka ma wchodzić jakoś tak przy okazji. Rzeczywiście pewne elementy stosuję w domu (i TO działa), więc tym bardziej zaskakuje u innych.

Poza tym byłam u Łucji, odstawiłam Mieszka na pianino, a nawet dałam radę zrobić sobie zdjęcie do paszportu bo mi się skończył. Zdjęcie wygląda koszmarnie, bo wpadłam do fotografa spocona, on zapytał, czy chcę się poprawić – stanęłam przy lustrze, przerzuciłam włosy ręką w lewo i wyjęłam szminkę. A szminka, słuchajcie, się ROZPUŚCIŁA i złamała mi się przy malowaniu… Trudno, będzie jak będzie… Ach, nigdzie nie jedziemy, ale lubię mieć wszystkie dokumenty! Zawsze tak zakładam, że zadzwoni ktoś z poprzedniego życia i powie: Pani Justyno, potrzebujemy panią w Moskwie w przyszłym tygodniu, no a ja przecież nie mogę wtedy powiedzieć: ALE ja nie mam paszportu! 🙂

Maluchy poszły dziś na pizzę. Mnie cały dzień nie było i tak im zaproponowałam ogarnięcie obiadu. Bardzo byli szczęśliwi z takiego rozwiązania!

Młody w obiektywie siostry

Ach, i śmieszna akcja u Łucji. Panna ma nową koleżankę w pokoju. I najpierw zobaczyła jej rzeczy na łóżku i napisała: Na górze torby leży konserwa z napisem: golonka. Jestem pełna złych obaw.... 🙂 Łucja to niemalże wegetarianka (pomijając zupy babci, które ZAWSZE na jakimś gnatku powstają), więc kompan w pokoju co się raczy mielonkami to raczej niezły hard core 😀