
Postanowiłam, że Łucja więcej do sanatorium nie jedzie. Chyba, że bardzo będzie chciała i będzie PO pandemii. Po prostu za dużo jej przepada. Te restrykcje i obostrzenia jakie mają są niemalże więzienne i nie ma potrzeby by się tak męczyła. Szkoły za bardzo tam nie ma, na dwór nie wychodzą, poza wyjściami na kwadratowy spacerniak między budynkami, no i przez miesiąc NIE będziemy jej widzieć. Nie wysypia się, bo cykl dnia zaczyna się tam wcześnie, zresztą bez rolet w oknach, panna sama budzi się o piątej. A lokalnie, w okolicy, czerwiec to wybuch międzyludzkich kontaktów. Po półtora roku zamknięcia pola i skate-parki tętnią życiem. Jak idę z psem przez te żyta i nieużytki to raz po raz wpadam na kolejny piknik albo ognisko. Wczoraj szłam z maluchami i naprawdę mieliśmy problem z wytyczeniem trasy tak, żeby nie przechodzić obok jakiegoś nastoletniego skupiska. Kidoski, w wieku Mieszka, zbudowały sobie (technicznie w konstruowaniu pomagał CHYBA któryś tato) domek na drzewie. Bazę, z którejś jakimś cudem jeszcze nikt nie spadł i gdzie zmierzają po szkole wszystkie 10-latki. Szłyśmy kilka dni temu z Lilą i dwóch równolatków Mieszka jechało na rowerze. Jeden ustalał coś przez komórkę z trzecim, który pojechał po prowiant do sklepu i mówił: Qrcze, ale NIE MA TALARKÓW??? Bardzo nas to ubawiło. Zresztą sama Lila też korzysta z tej towarzyskiej aury, bo kupiła w Żabce szampana (typu piccolo) i razem z koleżanką go wypiły siedząc na mostku. Było z tym zamieszanie, bo obie BAŁY się go otworzyć 🙂 Ach, gdy Łucja zrobiła piknik po egzaminach to miały fontannę strzelająca do wbicia w torcik i NIE umiały jej odpalić… Obejrzały więc filmik na jutubie JAK to zrobić! Wyżej macie TEN właśnie domek, a niżej szkołę dzieci ozdobioną balonami!

<>
Piątek. Przyjechałam do szkoły, a dziś okazuje się JEDNAK wolne. Ale siedzę, bo okazuje się, że niektórym rodzicom też uciekła ta informacja i dzieci przychodzą. Ja wtedy dzwonię po rodzica i odsyłam dziecko. Ale posiedzę jeszcze z 10 minut i też zmykam! Rano na stacji benzynowej był tłum ludzi zmierzających na wakacje. Hot-dogi i energetyki. Opowiadałam o tym jednemu chłopcu w szkole, gdy czekaliśmy aż tata po niego przyjedzie. Mówię, że były i motory i kampery, a on mi na to, że to była HORDA. Dokładnie tak!
