Ruda skacze jak szalona

Mamy wiewiórkę! Tuż pod naszym domem przekicała i wskoczyła na wiśnię! Potem na daszek, potem zajrzała do pokoju dzieci przez okno i pognała do sąsiadów. Była piękna, dorodna i ruda (z pędzelkami na uszach) oraz wywołała euforię u ludzkich domowników i sztywność u naszych zwierzaków. Miaustra to myśliwa, więc natychmiast zgarnęłam ją do domu, a Bibi zajęłam jedzeniem, żeby nie szczekała.

Napinka szkolna narasta. Lilka to jedna sprawa, druga to Łucja ze swoją ósmą klasą. Wczoraj byłam w szkole, gdy panna najstarsza miała sprawdzian z matmy. Napisała do mnie, żebym w okienku do niej zadzwoniła. Akurat miałam zooma, a zoomy są półgodzinne, czyli po każdym bloczku mam prawie 15 minut do kolejnej lekcji. Obok mnie siedział Wojtek. Wojtek jest moim uczniem i ma sporego Aspergera. Nie jest w domu, bo w domu nie pracował, więc na Zoomach jest w szkole i siedzi obok nauczyciela. Bywa irytujący, ale w sumie go lubię. I mówi do mnie po imieniu. Powiedziałam mu: Wojtek, muszę zadzwonić do mojej córki Łucji i wybrałam numer. Odbyłam rozmowę z panną i on się mnie pyta:

  • Justyna, dlaczego Twoja córka mówiła w innym języku?
  • Nie mówiła w innym. Tylko płakała i trudno było ją zrozumieć.
  • A ile lat ma Twoja córka?
  • Skończone 14-ście.
  • A masz jakieś młodsze dziecko?
  • Ile lat masz Ty?
  • 12-ście i 1/10.
  • To mam też takie jak Ty.

🙂 Dzień wolny. Odebrałam naprawione spodnie Łucji od krawcowej i wysłuchałam jej żartów (to taka babka, co cały czas się śmieje). Co ona tak te suwaki niszczy? Musi się tak szybko rozbierać? 😀 Pokażę Wam TEŻ pen-drive, bo listonosz właśnie przyniósł kolejnego chińczyka. Pomyślałam, że zamówię jakieś, żeby było GDZIE te lektury trzymać. I te dwa są malutkie, pojemne i przeurocze!

Cztery są rzeczy, które nigdy nie wracają: wypowiedziane słowa, wypuszczona z łuku strzała, minione życie i zmarnowane okazje.

Wydech, Ted Chiang

Wiosna po TAKIEJ zimie, to zrujnowane drogi… Ruszyły więc remonty, na drodze do szkoły JUŻ mam w kilku miejscach ruch wahadłowy (choć bez świateł, tylko grzecznościowy, co w sumie lepsze), a od poniedziałku zamykają mi kawał odcinka na tej trasie. I zamykają AŻ do 30 czerwca. Extra. Nie udało nam się też odebrać z Łucją jej dowodu, który jest wyrabiany od zbyt dawna, bo cały DZIAŁ ma covida i opóźnienie w dokumentach w gminie jest ponad miesiąc. Z plusów znalazłam jedną rzecz, którą zgubiłam i której brak mógł być komplikujący i pozbyłam się sukienek komunijnych po dziewczynach! Co roku je gdzieś tam wystawiałam i tak wisiały, więc doszłam do wniosku, że je komuś oddam, no bo nie chciałam ich przekazywać na zbiórkę odzieży (mam wrażenie, że tam najpierw wszystko ląduje na wielkiej kupie)… I oto jak podjęłam tę decyzję, zanim zmieniłam ustawienia przedmiotów, to napisała do mnie babka z drugiego końca Polski, że śliczne i że chce 🙂 Wzięła jedną, JA pomyślałam, że i TAK spakuję jej obie, a ona chwilę później napisała, że ma DWIE córki i chce drugą też. Fortuny na tym nie zbiłam, ale cieszę, się, że mam pół szafy wolne (z tymi halkami to zajmowały sporą jej część) i że komuś się przydadzą!

<><>

  • Misiu, jak myślisz, jak CI się będzie spało w takiej pościeli z literkami?
  • Chodzi o to, że może lepiej napiszę sprawdzian?
  • Jak znowu sprawdzian?? Weź mnie nie denerwuj!!!

Royal-s

To co lubię w zimie to ciemne noce. Rozmawiałam ostatnio na psim spacerze z jednym gościem o zmianie czasu. I on mówi, że i tak wstaje wcześniej, bo dziecko go budzi. Ale ja TEŻ wstaję teraz wcześniej. Wczoraj nie nastawiłam budzika, a i tak obudziłam się o szóstej… Buuu… SAMA z SIEBIE!

Dzień roboczy. Dwie lekcje zdalne, a pomiędzy nimi rynek (mamy fazę na jabłka i gruszki, a tylko stamtąd są dobre), krawcowa (Łucja rozwaliła suwak w swoich ulubionych spodniach) i poczta (awiza i jakiś klamot do nadania z ciuchami). Wietrzy się pościel, zaraz poćwiczę z Mieszkiem nazwy miesięcy po angielsku, bo położył sprawdzian, a potem będę dręczyła Lilkę, bo zaległości TYLKO rosną (dziś napisał dla odmiany pan od niemieckiego). Na HBO polecam dokument Allen contra Farrow, bo miałam taką filmową posuchę i to jest świetne. 1 kwietnia puszczają najnowszą Wonder Woman, a za kilka dni Liga Sprawiedliwości. Będziemy oglądać! 😀

Pokażę Wam jabłka z rynku… Przede mną był gość z kucykiem na czubku głowy i kupował jabłka. Te co ja. I sprzedawca się go zapytał, których chce: takich większych (droższych), czy mniejszych. A on na to, że potrzebuje do smoothie i wszystko mu jedno. Te, które mu gorzej schodzą. A sprzedawca na to, że on mu pokaże jabłka z królewskiego kwiatu. Tak na to mówią, jak takie wielkie urosną. I były WIELKIE! Większe od dużego grejpfruta…. Ten gość wziął jedno takie jabłko, a potem ja też wzięłam takie! Niżej macie Lilkę. W jednej ręce trzyma duże jabłko ze skrzyni z dużymi jabłkami. A w drugiej to królewskie! Niezłe, nie? Już je zresztą zjedliśmy 🙂

Dzień kobiet, dzień kobiet!

Najlepsze kampanie reklamowe jeśli chodzi o kobiety miał chyba Nike. I oni tam mówią, że żyj tak, ABY każdy dzień był Twoim świętem. Nie potrzebujesz osobnego dnia, żeby to obchodzić! True, ale skoro już dają, to bierzemy! Sprzedawcy tulipanów są raz po raz i nawet gdy zajrzałam do sklepu to w każdym męskim koszu, KWIATKI były. W żeńskich zresztą też. Ja kupiłam sobie żonkile, co i tak jest dużą rozrzutnością, biorąc pod uwagę to, co zrobi z nimi kocica w nocy… Mam też MYDEŁKO i krem do twarzy. Taki NAPRAWDĘ dobry. Zawsze jak kupowałam sobie dobry kosmetyk, to wybierałam wersje na noc, ale tym razem doszłam do wniosku, że tyle mam rytuałów przed snem (oczyszczanie, wody, sera i krem), że wezmę na DZIEŃ. Ach, jak na nowoczesną panią domu, wrzuciłam dziś do wózka płyn do czyszczenia o zapachu RED Tulips!

Gdybałyśmy z Lutką w weekend, że za DAWNYCH czasów, na Dzień Kobiet, zawsze dostawałyśmy na siłowni prezent. U babci stały tulipany w wielkim wazonie, u mnie był to jakiś błyszczyk lub lusterko. Podobnie jak ogromna kopiasta misa z pączkami na Tłusty Czwartek… Ech, niech nam otworzą te siłownie, to znowu damy się obdarowywać! Dziś prezent tylko w cukierni dostałam (babeczkę czekoladową!)…

Wiosnę celebruję już od tygodnia (nosząc sukienki), a z okazji naszego święta, podkreślę tylko, że LUBIĘ być kobietą i uważam, że mamy LEPIEJ! WSZYSTKIEGO NAM NAJLEPSZEGO, babeczki! 😀

BAZIE

Korzystając z przymrozków wyszłam wcześnie do ogródka by pozbierać qpy Bibi.Pies jest na długim, prawie godzinnym spacerze 2x dziennie, no ale czasem gdy pomiędzy chce wyskoczyć na te nasze kilka metrów ziemi, to ją wypuszczam. I pozytywna wiadomość NR 1 to, że tych „rzeczy niepożądanych” było w ogródku MAŁO. Czy to grasował mityczny Kupojad, czy pies ma uregulowany metabolizm i załatwia się wyłącznie na spacerach? Nie wiem… ALE od dość wczesnej jesieni, do DZIŚ nazbierało się z osiem balasków. MAŁO! BARDZO to miłe!

Druga dobra wiadomość to MAM BAZIE! Poszłyśmy potem na spacer z SEKATOREM i nacięłam! Jeszcze takie zupełnie malutkie, ale już mogą być!

Pamiętajcie, że jutro Dzień Kobiet! Tak sobie rozplanujcie, żeby było odświętnie! Mi średnio to się uda, bo rano mam odczulanie, no ale ZAMIAR mam, a to już połowa sukcesu!

U-kaszo-wienie codzienności

Sobotnie bieganie z Mieszkiem to wspaniały rytuał. Gość NIE zapomina zabrać butów ze szkoły w piątek (brawo!), więc rano wszystko jest gotowe. Pierwsza budzę się ja, ubieram się, odpalam wodę na parówki (młody lubi je na śniadanie) i idę go budzić. Po chwili jest na dole, je parówki, daje Bibi ręce do oblizania i z psem „pod pachą” wsiadamy do auta! I jedziemy do lasu rozmawiając głównie o… pokemonach… Ale, dziś np.w radiu powiedzieli nam, że oto pojawiła się w polskich lasach BIAŁA sarna. Podobno jej zdjęć w necie już pełno, a to po prostu sarenka-albinos, której nie wybarwiły się cętki! I może powinnyśmy być zasmuceni, że pojawiła się taka zmutowana dziewczyna, ale na razie patrzę na to jak na jednorożca i biała sarenka wydaje mi się przepiękna!

<>

Zrobiłam naleśniki z mąki gryczanej. Bo po to ją zamawiałam! Jakoś zaroiło się w necie od przepisów na takie cudo i zamarzyło się i mi… Ciekawostka jest taka, że rzeczywiście ta gryka bąbelkuje i naleśniki wychodzą w takie malownicze kratery. Chwile kombinowałam jakie nadzienie (rozważałam pieczarki i cebulkę oraz farsz jak do ruskich) i wybrałam DWA: jedno ze świeżym szpinakiem wymieszanym z suszonymi pomidorami, a drugie z upieczonymi batatami. Mi smakowało, a porcje degustacyjne zawiozłam też dziadkom! Zostawiłam im dzieci, bo muszę robić oceny semestralne (w Montessori są trzy semestry) i jadę po nie jutro! A w ramach za-koszowienia rzeczywistości mam jeszcze jednego life-hacka dla WAS. Robiłam dzieciom ananasa w cieście i dodałam do CIASTA kaszę manną. I jest to strzał w 10! Ciasto się nie rozpadało, było sztywne i chrupiące!

<><>

  • Dziewczynki, czy zjadłyście rano witaminy? Lila??
  • Nie, bo one są paskudne.
  • To może dziś ten proszek z witaminami? To wsypuje się do wody i robi się taka oranżadka.
  • Możesz nam zrobić.
  • Wiecie, co? Za moich czasów wsypywało się ten proszek PROSTO na język!
  • Wody też nie mieliście?

Nam strzelać nie kazano.- Wstąpiłem na działo…

  • Ej, wychodzę towarzystwo! Miłego dnia Wam życzę i pysznej kawusi.
  • Zrobisz nam mamo tę kawusię?
  • Nie. Po prostu Wam jej życzę, Lila!

Pośmialiśmy się i pojechałam do szkoły! Zleciało szybko z tym oddechem weekendu na karku i już wracałam. Nawet zajrzałam do tej galerii co to miałam do niej wpaść ostatnio. Po koszulkę do spania dla Łucji, bo panna absolutnie z wszystkiego wyrosła. W sklepie zrobiłam live-a (powiedziałam sprzedawczyni, że próbuję coś dla córki znaleźć, ale w końcu i tak kupiłam to co MI się podobało).

Weszłam do domu, a tam Lila, że ona na dziś, do 19-stej musi zrobić PLAKAT z polskiego… Siadłyśmy i widzę, że to, dość szczegółowy w treść, plakat z Reduty Ordona… Mówię jej, że lepiej zróbmy to w jakimś programie, bo jeśli mamy przepisywać to, czym była reduta, jaka była kolejność zdarzeń, kiedy to się wydarzyło, itd, to szybciej będzie na komputerze. I czytelniej. I zatrudniłam do tego Łucję…

  • Łucja, zrobisz ten plakat razem z Lilą?
  • Ale tak po prostu?
  • Tak jako korki.
  • To chętnie.

Bo powiem Wam, że pomijając to, że moje TEGO nie-robienie jest warte KAŻDEJ ceny, to jej ta powtórka też się przydała! Btw. pamiętam jak przerabiałam to z Łucją i wtedy pokłóciłyśmy się o interpretację któregoś szczegółu… Ona na szczęście tego NIE pamięta.

Nakoksowani sztuczną witaminą

Mieszkowi strasznie wysycha skóra. Całą zimę go smarowałam jakimiś emolientami i nawet doszliśmy do etapu, że najlepsza okazała się bryłka nieprzetworzonego masła shea, którą rozpuszczałam w dłoniach i w niego wcierałam… Najgorzej było na rękach i kolanach, gdzie robiły mu się aż plamy z suchą, sztywną skórą. Wyczytałam, że może to być brak witaminy D. Tran akurat nam się skończył (a pomagał), znalazłam w szafce kropelki z witaminą D, a dziś podjechałam też do apteki, po witaminy dla dzieci! Cała trójka już przerabia swoją tabletkę i czekamy na witaminy z pierwszych wiosennych warzyw!

Co jeszcze zrobiłam w DZIEŃ WOLNY? Właściwie to, na razie, nic. Zupełnie nieoczekiwanie zmorzył mnie o godzinie 13-stej SEN i na godzinę odleciałam (w krainę zapomnienia). Przesilenie wiosenne? Możliwe. Odebrałam też z kiosku zamówione mąki! Mam gryczaną (cdn), kokosową (bo była świetna, a nie pamiętam gdzie ją ostatnio kupowałam, lecz nigdzie jej TERAZ nie ma) i mieszankę na gofry (to większa sprawa, bo ponad pół roku mamy nową gofrownicę i GOFRY nie są tak smaczne jak z tej poprzedniej, co to się zepsuła…). No i zadzwoniłam do babci (my tak raz dziennie lubimy sobie pogadać). Wyobraźcie sobie, że zawiozłam jej ostatnio Kongo Requiem i Lutka na okrągło to czyta. Ja robiłam dokładanie tak samo! Wstawałam rano, śpieszyłam się, ale zdarzało mi się w tym biegu przycupnąć na łóżku, żeby przeczytać chociaż STRONĘ! No i widzę, że moja mama robi to samo (Tak myślałam, że zanim te ziemniaki się ugotują, to przynajmniej jeden rozdział przeczytam).

Z Mieszkiem miałam pogadankę o 2021. Jakoś w kontekście imprez masowych, bo przypomniał mu się Color Run. Mówię mu, że mam wrażenie, że TEN rok TEŻ już wszyscy spisali na straty. Rok temu o tej porze zakładaliśmy, że ten stan zawieszenia jest na chwilę, ale tyle osób umoczyło inwestując w imprezy, które się nie odbyły, że w TYM nikt już się nie wychyla. Czekamy więc dalej, niezależnie od tego jak to nas już znużyło!

W Märzu jak w Gärnzu (Sturmbannführer Wicher lub Gruppenführer Grad)

Zapomniałam zupełnie, że mieliśmy mieć jeden dzień z pizzą. To miała być środa. W ten dzień ja wracam później, a dzieci miały zamawiać pizzę. Sobie_Same_Dla_Siebie (bo ja nie przepadam). I wczoraj mi się to przypomniało! Tak szczerze, to w trybie półzdalnym, który teraz mam, NIE wracam tak późno, ale I TAK zawsze gnam do domu, bo… towarzystwo głodne! I ani zakupów po drodze nie zrobię, ani z nic z tych narastających spraw nie załatwię… Wczoraj wieczorem zagaiłam do dzieci, a ONE na to, że bardzo by chciały, żeby do TEJ tradycji wrócić… I świetnie! Tak też dziś zrobiliśmy! Tzn. do końca nie wyszło, bo jadąc do domu przejechałam zjazd do galerii, co to do niej chciałam zajrzeć (przed jesiennym lock-downem tam byłam), ale zwyczaj wykopujemy i będzie znowu praktykowany!

No dobra, zajrzałam do jednego/innego sklepu i odkryłam, że wszędzie już gadżety Wielkanocne… Wiecie ILE zostało do ŚWIĄT?? MIESIĄC! Chciałam zamówić z alika maseczki świąteczne, bo jakoś nam poginęły i ja ciągle chodzę w maseczce z Mikołajem, ale nie wiem czy to ma sens. Może lepiej wiosenne? A może jakieś komunijne dla młodego? Tymczasem wymieniłam breloczek w aucie. Wyleciał Mikołajek, a na lusterku zawisł kurczak! I na razie tyle. Case na telefon muszę z zimowego zmienić… Okna kiedy umyję nie wiem… Ciasto zamówię, bo te na Boże Narodzenie były dobre, to wezmę znowu taki zestaw ciast świątecznych…W weekend chciałam wyskoczyć gdzieś dalej na spacer, ale znowu ma być ochłodzenie. Może chociaż po bazie pójdziemy? To dziadkom wiosnę zawieziemy na niedzielny obiad!

<><>

Mamy taki domowy żarcik z wczoraj… Otóż kupowałam na rynku kapustę kiszoną:

  • Pan mi zważy połowę tego co tej pani przed chwilą…
  • Czyli pół kilo. Tyle?
  • Super. I jeszcze te pięć cebulek!
  • Już daję siatkę… Proszę.
  • Super.
  • Dla pani wszystko jest super? I zawsze Pani taka zadowolona? 3,20.
  • Proszę. Odliczyłam równo!
  • Świetnie.
  • Super, nie?
  • No, super 🙂

No i z tego super cały dzień się dzieci ze mnie nabijają!

Na zachodnim krańcu Kentucky wszystko wydaje się wilgotne i okleja Cię niczym osad po mydle w wannie, w której kąpało się przed nami kilka osób.

-Dziesięć tysięcy drzwi, dopiero zaczęłam, ale początek książki obiecujący!

Zadzwoniła do mnie sąsiadka czy coś jej wydrukuję? Nienawidzę tego. Nie wiem czemu raz po raz, ktoś sobie o mnie przypomina, bo COŚ chce. I nie chodzi o to, że to jedna strona, ale to angażuje mnie i tę osobę! W życiu bym do nikogo nie zadzwoniła po taki bzdet. Pojechałabym wydrukować na pocztę, albo do gminy. Albo kupiłabym tusz. Bo zakładam, że ten klocek w domu to każdy ma, tylko nikomu nie chce się tuszu kupować… No ale, ok. To taka sąsiadka co czasem z kotem pomaga, więc jednorazowo niech będzie. Ale tę stronę chciałam jej wrzucić do skrzynki i zaczęłam się rozglądać w co by tu włożyć. Nie chciałam w koszulkę, bo wtedy tworzysz wrażenie biura i można założyć, że ja tu mam wszytko (łącznie z zapasem tuszu), więc otworzyłam worek z gazetką ze sklepu. Zawsze wywalałam to w całości, bez otwierania, ale tym razem pomyślałam, że użyję tej folii ponownie… I słuchajcie, okazało się, że w przesyłce do mnie, miałam voucher na zakupy! I to taki spory, bo na 50 zeta! Nie mam pojęcie dlaczego mi go przysłano, ale dziś pojechałam i wydałam 🙂 Z pewną taką nieśmiałością podałam w kasie i zadziałało. Także tak ładnie mi to wróciło!

Za kilka godzin mam dentystę z Lilką. Zawsze robiłam przeglądy dzieciom na jesieni, a w tym roku dostaliśmy informacje, że nasza szkoła jest objęta współpracą z jakąś przychodnią. No i czekałam aż pojedzie ze szkoła, a tu szkoły kiedy otworzą, nie wiadomo… Zabrałam się więc za kontrolę u naszej dentystki i dziś kolej Lilki! Pokażę Wam tymczasem jedno zadanie domowe Łucji. Za pomocą apki do tworzenia komiksów miała ukomiksowić fragment Pana Tadeusza! Wiem, że słaba jakość, ale screeny takie są :/ A pomysł na zadanie domowe świetny! 😀

Do Soplicowa wjechał Tadeusz/Na ścianach portrety wisiały: Kościuszko, Rejtan/Biegał szukając swojej komnaty/Zobaczyła Tadeusza, a suknia wypadła jej z rąk/Dobrze, że przyjechałeś. Mamy panien wiele/Po odejściu młodzieniec uronił łzę.