Prasowanie dobrze mi szło przy Watasze… Ten Rebrow to jest lepszy niż Bond! Baby się snują wokół niego i i kusi, i wszystkie czują, że życia przy takim to sobie nie ułożysz 🙂 Języki zna, kroczy własną drogą, moralny i etyczny do obrzydzania, a charyzmy morze! Pierwszy sezon był dobry, drugi był logicznym uzupełnieniem pierwszego, za to trzeci to rewelacja. Świetne teksty (Miał coś na sumieniu? Był z Białorusi.), oszałamiające Bieszczady i niezła intryga. Nie dziwię, że zawód pogranicznika zrobił się taki popularny, bo życie TAM wydaje się PRAWDZIWE. Nie lubię koloru czarnego, ale T-shirt z napisem: Służba Graniczna CHCIAŁABYM mieć!
<>
Zrobiłam ile zrobiłam i ruszyłam po dzieci. TYM bardziej, że dzisiaj PIERWSZY DZIEŃ WIOSNY i chociaż zimno oraz śniegiem podsypuje, chcieliśmy ZATOPIĆ Marzannę! Marzannę na szybkości zrobiła Łucja. Z dwóch sznurków i dwóch patyczków. Miejscówkę mieliśmy wynalezioną z ubiegłego roku! Wiem, że to jak ściek wygląda, ale to RZEKA i ona płynie i łączy się z inną, a potem to NAWET wpada do takiej co zmierza prosto do morza!
Taką jesteś MOJĄ pisanką. Jajkiem niespodzianką, Lilusiu!
Z brzydkiego kaczątka będę łabędziem?
Nie. NIE chcę, żebyś była łabędziem. Masz być silną kurą.
Trzynaste! Pamiętam jak Łucja miała 13-ście i myślałam, że to dużo, a tu już kolejne takie duże!
Nie jest łatwo być Lilą. Każdy element życia ma skomplikowany. Ma problemy z wchodzeniem w relacje i na dodatek ci do których się przywiązuje znikają do innych szkół. Ciało nie dojrzewa tak oszałamiająco jak u Łucji i raz po raz pojawiają się jakieś około medyczne anomalie. Ma również dziwne lęki i fobie. Szkoła, której się tak obawiałam, a okazała się takim sukcesem, zupełnie NIE leży jej w formule zdalnej. Nie ma tygodnia, bym z którymś nauczycielem nie korespondowała w sprawie jej zachowania na e-lekcjach. I nawet w świecie gier, gdzie z upodobaniem ją wciąga Mieszko miewa przygody nieprzyjemne (utrata kont, kradzież pokemonów, włamy do profili). Życie, które ją tworzy, naprawdę ją mocno przeciąga. Nie wiem na co ją szykuje, ale panna musi stworzyć wokół siebie solidny pancerz.
Zawsze mi się wydawało, że jest za ambitna. Te paski, walka o średnią i marzenia o stypendium trochę mnie niepokoiły. Wydawało mi się, że ona za mocno w to weszła i nie ma dystansu do ocen. Łucja ma dużo większy luz do swoich wyników. Piszę o tym też nauczycielom, bo to że teraz od góry do dołu Lilka ma wyłącznie jedynki, jest dla niej dodatkowo trudne. To jest taki spadek, z którego nie wie jak się podnieść, bo zabranie głosu przez kamerkę, jest dla niej tym bardziej skomplikowane. A co JEŚLI powiem źle? Ja NIC nie potrafię! Ze względu na nią szkoła powinna wrócić, bo realnie, w TEJ chwili, jej oceny nie kwalifikują ją to promocji do klasy ósmej.
Chciałabym gdzieś z nią wyjechać, pokazać, że życie może być lekkie i beztroskie, ale kiedy to wszystko będzie możliwe to nie wiadomo…
<><>
TYMCZASEM odświętowane! W tym roku udało się to zrobić DOKŁADNIE w rocznicę jej NARODZIN, bo wielki dzień były RÓWNO 13 lat temu. Pojechaliśmy do dziadków z torcikiem i z jedzeniem. I tu mamy kolejną WAŻNĄ, chociaż ważną dla MNIE, sprawę. Dawno temu, w rzeczywistości PRZED rozwodowej ich urodziny były zawsze okazją do wytestowania jakiejś innej kuchni. Tyle lat nie mogłam się sprężyć by to tego wrócić, a DZIŚ się udało. Tematem kulinarnym była kuchnia gruzińska. Wkleję linki, żeby łatwo mi było znaleźć, to co zrobiłam. Kupiłam gruzińskie placki i wybitną sałatkę z cukinii oraz cztery czinkali z mięsem. SAMA przygotowałam kurczaka czmeruli (rewelacja, od siebie dodałam trochę świeżej mięty) i wieprzowinę odżachuri (mój dodatek to przyprawa gruzińska, która miałam). Podobnie jak rok temu panny nie można zabrać na zakupy urodzinowe, bo wszystko zamknięte, no ale może zaraz mid-sezonowe wyprzedaże ruszą i coś przez net kupimy?
Jak już mamy kolendrę i granata,Łucja, to musimy znaleźć małe białe wino…
Alkohole są tam!
Ale wina TU! Szukamy małej butelki, żeby potem nam nie stało w lodówce..
Mam musujące!
Odpada. Bez bąbelków… Tu mam! California Hills Chardonnay!
Weźmy od razu dwie butelki!
Podoba mi się Twój rozmach, ale jedna wystarczy 🙂
Po co (?) nam te składniki wyjaśnię JUTRO, a do sklepu wybrałam się z Łucją, bo panna po tych egzaminach szybko była wolna. Angielski poszedł świetnie, a wypełnione arkusze oddała po 45 minutach. jako pierwsza. Btw. Też moim uczniom wrzuciłam dziś te testy i dobrze zrobili w tym miejscu, gdzie akurat ona się potknęła. Ale i tak jest super babeczka!
Weekend. Jutro wywiozę towarzystwo na noc do dziadków, bo muszę posprzątać… Buuu… Jedna rzecz JEST w tym zdalnym naprawdę koszmarna… TE dzieci, siedzące w domu straszny bajzel robią! Nie dość, że kroją sobie co chwila chleb i z tymi kromkami gnają do lekcji, rozrzucając wszędzie okruszki/ nie dość, że wszędzie mam górę ubrań, to na dodatek MOJE łóżko, jest okolone podręcznikami, bo tam na ogół urzęduje Łucja!!! Nie ułatwia pies, który raz po raz WYCHODZI do ogródka i wraca z zabłoconymi (taka pora roku) łapami. PLUS, w poniedziałek mamy zebrania na zoomach z rodzicami i nawet nie mam kiedy tego ogarnąć 😦
<>
Relaksacyjnie pokażę Wam mojego czaso-pożeracza. Zainstalował mi go na telefonie Podstępny Mieszko, po czym powiedział, że jest na 56 poziomie… Sami rozumiecie, że NIE mogłam tak tego zostawić. I WCALE nie było łatwo! 😀
Otworzyłam sobie wczoraj rano dziennik i przeczytałam wiadomości od nauczycieli. Och, jak super, -pomyślałam- że Mieszko ma JUŻ szkołę! W poniedziałek, po 1-szym Dniu Wiosny, dzieci miały się ubrać w kolory wiosny (młody ma dużo rzeczy w takich NIE mrocznych kolorach) i założyć dwie różne skarpetki (dzień wsparcia dla osób z jakimś zaburzeniami- pewnie mieli by o tym na lekcji). LECZ już wieczorem przyszło info, że NIKT do szkoły NIE wraca, bo na zdalne przechodzą z powrotem WSZYSCY uczniowie… Katastrofa. Czytałam artykuł o tym, że z systemu zniknęło 90 tysięcy dzieci. Nikt nie wie gdzie są, bo odkąd ruszyły zdalne, kontakt z nimi się urwał. I to naprawdę nie gdzieś tam, na końcu Polski, ale wszędzie. Dziś na spacerze z psem gadałam z gościem, który wysłał swoje dziecko do szkoły rolniczej, bo jego córka chce pracować z końmi i powiedział, że na ZDALNE z 22 osobowej klasy, przychodzą TRZY osoby.
Dziś panna Łucja pisze próbną matmę, emocje będą chyba jednak inne, ale wkleję Wam co się wczoraj działo w jej świecie. Jeśli sprawdzicie sobie jakie były tematy, to na stronie 10-tej mieli tekst o „Człowieku z Aten z latarnią”… No więc, do 15-stej ICH net zalały memy (!!!), tworzone zakładam przez 8-klasistów o TYCH właśnie egzaminach. Niesamowite! Co za tempo! Co za kreatywność!! 🙂 Są naprawdę niesamowici!
Najlepszy to chyba ten w lewym dolnym rogu: „filozof mówiący szłowiekowi, że szuka człowieka vs randomowy człowiek, który szedł po bułki z rana”, kolejny: „ja po przeczyczytaniu tekstu o filozofiie, w którym 20737 razy powtórzyło się słowo nadzieja, swoją drogą jednyne słoo, które rozumiałam” i zderzenie autobusu i kolejki: „ludzie w Atenach, na spokojnym spacerku vs filozof z latarnią”. I były tego DUUŻO więcej! 😀
Być może zastanawiacie się JAK mi się śpi na NOWYM materacu, lecz moja odpowiedź brzmi, że jeszcze… nie bardzo wiem. BO, mam straszny tłok w łóżku… Noc w noc, mam jakiegoś kolejnego rezydenta, a WCZORAJ towarzystwo nie bardzo mogło dojść do porozumienia, KTO śpi z mamą i GDY wyszłam z wanny mocno spała w nim dwójka: Łucja i Mieszko. W tej sytuacji, JA poszłam spać do Mieszka….
ALE, ZDAJE się, że panna Ł. się wyspała – bo egzamin ośmioklasisty poszedł jej nieźle! CHYBA. Emocje były duże, dobrze, że wczoraj była na konsultacji w szkole (konsultacje ruszyły jakiś czas temu, LECZ nie chciała chodzić, gdyż NIKT fajny, na nie nie chodzi), bo przy okazji MUSIELIŚMY znaleźć buty zmienne. DZIŚ rano, wyszła jeszcze jedna nieoczekiwana akcja, bo dostałam esemes z mojej szkoły, że mamy kolejny przypadek potwierdzonego covida, więc cała placówka przechodzi od TERAZ na ZDALNE. Aż do wtorku. Bardzo mi to pasuje, normalnie bym wychodziła o siódmej, a tak wszystkie moje dzieci dostały śniadanie i mogłam ją SAMA wyszykować do szkoły!
Na egzaminie losowali miejsca i ZARAZ za nią, siedział ukochany, którego nie widziano od jesieni (ten co mu Walentynkę zrobiła). Crush przeżył „glow-up” (ma dłuższe włosy!!!), lecz z tych emocji niewiele napisał, ale polski to nie jest jego żywioł. Poza tym dziś DZIEŃ Św. Patryka i gdy puściłam uczniom jakieś takie relacje z obchodów z poprzednich lat, to aż mi się rzewnie zrobiło, jaki wspaniały i intensywny był kiedyś świat!!!
Wieczorem mam jeszcze zebranie na zoomie, później rehab z Łucją, ale podskoczyłyśmy JUŻ, we dwie, do sklepu i w bonusie zaprosiłam pannę na bubble tea 😀
Jedziemy autem i panna mówi:
Sprawdzę, bo wyniki powinny już być w necie… Egzaminy 22, NIE 21…
Już w sieci są wyniki na przyszły rok? Nieźle :))
Zamknięte mam dobrze… Przeczytam Ci takie coś filozoficzne co mieliśmy zrobić…
-wybuchnęłam rano, bo chociaż OBIE mają swoje tusze, to ciągle gdzieś ginie MÓJ. Nie dlatego, że lepszy, tylko one gdzieś gubią te swoje!!!
Zaczęłyśmy z Łucją przeglądać garderobę, co tu można założyć na próbny egzamin ośmioklasisty? To już jutro (przez trzy dni) i uważam, że to świetnie, że takie coś się odbywa. Nie chodzi nawet o to, że oni po tylu miesiącach w domu zdziczeli i takie wyjście dobrze im zrobi, ale sama formuła jest bardzo sensowna. Egzamin odbywa się na tych samych zasadach co ten właściwy i na dodatek muszą przyjść ubrani na galowa. Panna ma mieć CZARNY długopis (kupiłam paczkę i weźmie kilka) i wodę mineralną. To torby wrzucimy też kupione w cukierni kokosanki, którymi może poczęstować kolegów po egzaminie. Czyli cały ten stres, który człowiek miał np. na takiej maturze jest zminimalizowany!. Bo JUŻ to wcześniej robili. DZIŚ natomiast przeglądamy CAŁĄ moją i JEJ garderobę, żeby stworzyć TRZY zestawy i uwaga (!) w żakiecie, który nosiłam bardzo dawno temu, znalazłam 10 złotych! Wolałabym więcej, ale miłe i to.
<><>
Z takich lżejszych rzeczy to na zakupach kupiłam TRZY butelki napojów z kapslami. Czy macie pojęcie jak trudno znaleźć napój w butelce na kapsel nie będący piwem czy coca-colą?? Rok temu zrobiliśmy sobie SZKOLENIE z otwierania puszek, bo okazało się, że NIE potrafią, a teraz będę uczyła otwierania butelek 🙂 JA umiem drzwiami otworzyć, albo inna krawędzią, za to młodzież NICZYM nie otworzy!!
Mamo, a co jest potężniejsze? Porządek czy chaos?
A jak myślisz, Mieszko?
Chaos, tylko nie wiem dlaczego? Bo większy?
Niekoniecznie. Ale chyba tak… Bo w porządku gdy robi się chaos, to wszyscy zaczynają porządkować, żeby było jak wcześniej i nie robią nic innego, a w chaosie, gdy zapanuje porządek, to nikt nie zwraca na to uwagi i wszystko się dzieje, tak jak się działo.
Postanowiłam schować zimową kurtkę i rozpocząć sezon na wiosenną odzież… I jak otworzyłam szafę i założyłam rano, pierwszy cieńszy zestaw, to przypomniało mi się, że gdy go miałam na sobie jesienią, było zupełnie inaczej! Właśnie zaczęłam pracę w szkole i chyba się stresowałam, bo strasznie się pociłam. Mi się to nie zdarza, nawet na sportowo leje się ze mnie woda, ale wtedy to było na tyle odczuwalne, że musiałam kupić mocniejszy dezodorant. Natomiast teraz tak nie mam. Wszystko idzie gładziej i zdaje się, ze się wdrożyłam. Bardzo mnie to cieszy, nie jest zła ta praca i akurat dziś, gdy już wychodziłam, szefowa zapytała: Justyna, jak Ty się widzisz u nas we wrześniu? Odpowiedziała, że bardzo dobrze się widzę! Także na kolejny rok zajęcie już mam! Sądzę, że nawet: Will You Merry Me?, nie sprawiło by mi większej przyjemności niż TO pytanie.
Żeby nie było, że same sukcesy, zupełną porażką były leniwe z mąką żytnią (stała w szafce i kusiła, żeby ją jakoś wykorzystać). Danie eksperyment. Miałam kostkę białego sera: z połowy zrobiłam twarożek z białą rzepą, a z drugiej połówki (mało tego żarcia było, ale miało to być wyłącznie dla mnie) zrobiłam leniwe. Podzieliłam to na trzy kupki, pierwszą polałam cebulką z zieloną pietruszką podsmażonymi na maśle, drugą ze śmietaną, a trzecią z posmażonym pokrojonym salami. I we wszystkich trzech wersjach DODATKI ratowały smak. Danie było jakoś wyjątkowo komfortowe dla żołądka, bardzo dobrze się po tym czułam, ale ZJEŚĆ się tego nie dało!!!
<><>
Łucja, kto dziś był na porannym spacerze z Bibs?
Lilka.
Czyli teraz TY idziesz ze mną na spacer.
W porządku, tylko się przebiorę.
Przecież to spacer z psem. Ja idę w domowych spodniach w panterkę!
Z tymi weekendami, to jest ZAWSZE TAKI problem, że za szybko mijają… ALE: pobiegane, Mieszko ma odebraną komżę (dostaliśmy ją z granatową maseczką, czyli problem maseczki na komunię rozwiązał się sam), poprzedni materac zabrali nowi właściciele, a góra prasowania przerobiona! Znajoma, z która poszłam wczoraj na psi spacer zapytała mnie wychodząc z domu (ja stałam u niej pod płotem), czy ZIMNO. Bo miałam na sobie ZIMOWĄ kurtkę, więc ambitny plan na dziś, jest żeby znaleźć kurtkę NIE zimową na TERAZ.
Wpadł też na chwilę stary znajomy z jakimiś papierami i ponieważ miał być w ciągu 20 minut, wyciągnęłam szybko na środek domu odkurzacz, by móc powiedzieć: Sory, za bajzel, ale akurat sprzątam. LECZ, skoro mam już odkurzacz na środku MOŻE zaraz odkurzę?. Tak, w całym domu??
ZA TO (bo moi Drodzy, czas rozpocząć odliczanie do Wielkanocy!), zamówiłam książeczki, które przyniesie Zajączek! Nie mam pomysłu, co takim dużym dzieciom dorzucić do gniazdek, więc na pewno będzie po książce… ALE, ponieważ oni jeszcze nie przerobili TYCH z Walentynek, tym razem są komiksy. Łucja dostanie Giant Days, czyli podobno świetny komiks dla nastolatek, a Mieszko dwa Spidermany. Lilka dostanie kolorową książkę o naukowcach, którzy (jak wiemy) NIE zawsze mieli z górki. Dużo mam zmartwień z tą panną w tym trybie zdalnym, więc może NIECH zobaczy, że nawet największym było czasem trudno!
Łucja, jak powstają small-talki? Trzeba je przygotować wcześniej, czy słowa i tematy wyskakują TAK… automatycznie?
Wyskakują automatycznie.
Też tak myślę. Zapytałam o to Lilkę i odpowiedziała tak samo, więc dopytałam:
Skoro wyskakują automatycznie, to czy lepiej widzieć tę osobę, czy nie?
Trzeba ją widzieć. Dlatego czasem brakuje tematów do rozmowy gdy rozmawia się przez telefon, a jak się z kimś idzie to zawsze jest o czym mówić.
Niemniej jednak, jeśli szukacie tematów do small-talków polecam Wam „Wydech” Teda Chianga. Ta książka jest idealna do re-opowiadania. To fantastyka i jest tam dużo inspirujących wątków. Są drzwi, przez które można przejść do świata za 20 lat, są pryzmaty, które rozszczepiają rzeczywistość i ludzie tworzą sobie niezliczone wersje samych siebie przy każdej wątpliwości jaką muszą podjąć i są life-logi, czyli blogi nagrywające naszą rzeczywistość, co sprawia, że nie umiemy określić, które wspomnienie jest najważniejsze, bo przecież możemy odtworzyć każde!
I są te drzwi, przez które bohater zagląda do swojego domu za 20 lat. I myśli sobie: Będę biedny! Na łóżkach leżą te same poduszki, które MAM teraz! Strasznie mi się to zdanie spodobało. Przyznajcie się, ile z Waszych poduszek czy kołder jest starszych? Ja wiem, że tam było inaczej, te poduchy to była główna ozdoba domu, no ale WARTO je jednak CZASEM wymieniać! 🙂
PLAN: MATERAC był od dawna! Ten obecny miał ze 20 lat i czuć w nim było każdą sprężynę… ALE, na marzec miało być coś innego… Tyle, że pewnego wieczora, przed snem, rolowałam sobie relację. I wywaliło mi relację sponsorowaną, że w jednym sklepie, w którym kiedyś JUŻ oglądałam materace, są one AKURAT, na dwa dni przecenione…. O 70%!!! To było naprawdę sporo, ale dłuższą chwilę myślałam, czy NA PEWNO?? A gdy już zaczęłam kupować, to okazało się, że MATERAC jest nie rolowany, więc poleciałam do auta wymierzyć CZY się zmieści, bo przesyłka wydała mi się droga!! Potem zaczęłam sprawdzać materace w innych sklepach (bo może skoro MIAŁAM gotowość na materac, to można było go kupić GDZIEŚ indziej?), ale tam ich było ZA DUŻO, więc wróciłam do tego pierwszego….A potem jeszcze nie chciała przejść moja karta i WTEM przeszła.. I MAM!!! I chociaż jest coś czego nie widać, bo przecież zaraz go przykryję, to uczucie takie jaki przy kupowaniu bielizny. Masz coś premium (jest twardszy niż tamten, bez sprężyn, bo sprężyny to przy użytkownikach od 80 kg, ma jakieś strefy różne i czekam na wrażenia po pierwszym spaniu) i od razu czujesz się z tym lepiej. Ach, no i przy odbiorze ten gość z magazynu, był DLA odbierających materace bardzo zabawny 🙂 I to nawet nie chodzi o to, że w łóżkach spędzamy 1/3 życia, ale to jest ta strefa życia, która jest bardzo epikurejska i w sumie całkowicie NIE reprezentacyjna!
No to kolejny lockdown… Przez chwilę zastanawiałam się, czemu moje ulubione sklepy przysłały mi esemesy, że w TEN weekend wszystko w ich sklepach (w pobliżu mnie) jest taniej, lub 2+2, lub coś tam coś tam, a to po prostu znowu wszystko zamykają. Mieszko będzie hybrydowy, czyli w najbliższym tygodniu jest na zdalnym, a dopiero w kolejnym w szkole. Moja szkoła nie przechodzi na hybrydowe, bo TAM klasy 1-3 traktowane są jak jedna grupa, czyli MI nic się nie zmienia (starszaków mam na zoomach, do młodszych muszę jeździć). Znajomy, który prowadzi muzeum wkleił informację, że zaprasza na wystawę, którą przygotowali, bo jest wspaniała i że dziękuje wszystkim, którzy pomogli mu uwierzyć, że nawet w pandemii SIĘ DA. Od razu ktoś w komentarzach zapytał, czy ich zamykają w poniedziałek i okazało się, że TAK. Btw. Nie odczułam, żeby COKOLWIEK było otwarte i DZIAŁAŁO jak wcześniej, za to widzę, że znikają coraz to kolejne miejsca. Kilka dni temu słyszałam reklamę jednej sieciówki z artykułami do aut, że zamykają swoje sklepy, całkowita wyprzedaż i proszą klientów o odbieranie zimówek z przechowalni.
W opozycji do TAKIEJ atmosfery, NIE zamówiliśmy z alika maseczek (trudno, nie mam na NIE ochoty), a letnie casy! Dla nas i dla babci!
Łucja chciała DWA: zebra z okienkiem i biały smok, Lilka casa-torebkę z łańcuszkiem z pluszowym królikiem, dla mnie błękitny w kwiatki, dla babci pastelowy róż z serduszkiem, a dla Mieszka NASA!
<><>
Weszłam do domu, włączyłam czajnik na herbatę, przywitałam się z psem i krzyknęłam „JESTEM!”, do tych co byli zamknięci w pokojach przy Teamsach… Poszłam do łazienki umyć ręce, otworzyłam drzwi i widzę, że na SEDESIE stoi laptop Łucji.
ŁUCJA!!! Dlaczego laptop jest na KIBLU!???!
Podczas historii odkryłam, że muszę zrobić Skin Care Routine i rozłożyłam się w łazience.