wiosna? czyżby?

Tydzień temu, gdy sobie z Mieszeczkiem biegaliśmy, BYŁO zimno. Właściwie to pierwsze okrążenie zrobiliśmy w kurtkach… Tym razem, pod koniec pierwszego, zaproponowałam młodemu krótki rękawek! CIEPŁOŚĆ. Marzy się mi, żeby jakoś przedświątecznie RUSZYĆ dom, ale zaraz jedziemy do dziadków i nie wiem czy zdążę… BO jutro z powrotem ma być chłodniej. Marzy mi się jednak w pierwszym planie OGRÓDEK. Dosyć ambitnie powyłaziły mi już w różnych miejscach krokusy, ale chcę zgrabić stare liście i dosiać trawy, bo PSA zrobiła ugór… No i DONICE! Tylko, żeby zdążyć, bo ta ziemie to ciągle zamarza :/

Przy szaleństwie z miksowaniem soczewicy rozwaliłam blender. On był starszy niż moje małżeństwo, a ja mam DAR do zużywania rzeczy do końca. Używam, eksploatuję, ZUżywam, aż prostu mi się rozpadł w ręku. I nie ukrywam – lubię tę ostateczność moich domowych przedmiotów. Nie wiem jak obostrzenia mają się do branży AGD, ale na święta bez blendera i ubijacza, NIE mogę zostać, więc dziś chyba zamówię przez net kolejny… A żeby było do pary, zaginął nam pilot od telewizora. Główny podejrzany to Mieszko, który bierze czasem i CHOWA. I NIE pamięta gdzie, bo robi to automatycznie. Trudno, boli, ale to już było… Znajdzie się, zgodnie z zasadą Locka z Lostów, gdy przestaniemy GO szukać!