- Ej, wychodzę towarzystwo! Miłego dnia Wam życzę i pysznej kawusi.
- Zrobisz nam mamo tę kawusię?
- Nie. Po prostu Wam jej życzę, Lila!
Pośmialiśmy się i pojechałam do szkoły! Zleciało szybko z tym oddechem weekendu na karku i już wracałam. Nawet zajrzałam do tej galerii co to miałam do niej wpaść ostatnio. Po koszulkę do spania dla Łucji, bo panna absolutnie z wszystkiego wyrosła. W sklepie zrobiłam live-a (powiedziałam sprzedawczyni, że próbuję coś dla córki znaleźć, ale w końcu i tak kupiłam to co MI się podobało).
Weszłam do domu, a tam Lila, że ona na dziś, do 19-stej musi zrobić PLAKAT z polskiego… Siadłyśmy i widzę, że to, dość szczegółowy w treść, plakat z Reduty Ordona… Mówię jej, że lepiej zróbmy to w jakimś programie, bo jeśli mamy przepisywać to, czym była reduta, jaka była kolejność zdarzeń, kiedy to się wydarzyło, itd, to szybciej będzie na komputerze. I czytelniej. I zatrudniłam do tego Łucję…
- Łucja, zrobisz ten plakat razem z Lilą?
- Ale tak po prostu?
- Tak jako korki.
- To chętnie.
Bo powiem Wam, że pomijając to, że moje TEGO nie-robienie jest warte KAŻDEJ ceny, to jej ta powtórka też się przydała! Btw. pamiętam jak przerabiałam to z Łucją i wtedy pokłóciłyśmy się o interpretację któregoś szczegółu… Ona na szczęście tego NIE pamięta.

