Od dziś nosimy maseczki. Buuuu… Nie przemkniemy się w szaliku, kominie czy apaszce, bo ma być maseczka… To pewne utrudnienie, bo gdy rano się pomalowałam, to do TEGO miejsca, co tam szłam, zasłaniałam się fragmentem szalika. No bo, maseczka to ściera makijaż! I co więcej zamierzałam ten patent stosować do lata!
Pobiegane, pies się zmachał i… plan na resztę dnia to same NUDNE rzeczy… Położyłam sobie wczoraj na włosy keratynę, nagrzałam prostownicą, czyli PRZEZ dwa najbliższe dni będę mieć BEZNADZIEJNE włosy. Za to gdy to spłuczę i umyję (jutro wieczorem) to będą mieć się dobrze. Odkryłam ten patent jakiś czas temu, keratynę mam ze sprawdzonego źródła na aliku i rzeczywiście odkąd STOSUJĘ (to było trzecie użycie), włosy są zdecydowanie lepsze niż były. Btw. Równolegle cały czas denerwuje mnie, że są niepofarbowane, ale tu czekam na impuls eventowo-wyjazdowy, który mnie zmobilizuje…
Rano, w lesie, pogadałam sobie z Mieszeczkiem, który chciał mi opowiedzieć o nowych zajęciach. Wystartowały one w piątek, NIE zdalnie i są prowadzone w szkole. To jakiś taki projekt przyrodniczy dla chętnych i strasznie się z tego cieszę, bo mi brakuje atrakcji dla dzieci!

