No i weekend! Wracając do domu zajrzałam do dziadków. Po ZUPĘ. Lutka tworzy wybitną i na dodatek CHĘTNIE robi ją dla wnuków. Nie można zmarnować takiej okazji, więc GDY zaproponuje jadę do domu zygzakiem, żeby do babci zajrzeć! Weszłam później do domu, powitały mnie córki (Mieszko był w szkole) z pytaniem: CZY MAM?? Miałam, podgrzałam, rozlałam do talerzy i poleciałam nastawić pranie. Następnie stoję w tej łazience i słyszę Łucję:
- Gdyby babcia chciała nas otruć, mogła by to bardzo ŁATWO zrobić.
Schowałam się ze słuchawką i zadzwoniłam donieść LUTCE, że jakby co, WNUCZKI ją ZDEMASKOWAŁY!
Panny zjadły, a potem zabrałam Łucję, bo miałyśmy mnóstwo spraw do załatwienia i pojechałyśmy w trasę. Dużo nam to wszystko czasu zajęło, ale co najważniejsze UDAŁO się nam pożyczyć z biblioteki audiobooki z lekturami. To super, chciałam kupować, lecz skoro mamy z biblioteki to tym lepiej. Jest Pan Tadeusz, Quo Vadis i Syzyfowe prace – chcę to zrzucić z tych płytek i przesłać pannie na komórkę. Chodząc na spacery z psem, albo ćwicząc, może sobie na komórce odpalać! EXTRA! Ach, no i okazało się w bibliotece, że DZIŚ jest dzień Dinozaura, więc dostałyśmy książeczkę z dinozaurami! Jak miło 😀
<>
Kwiatki. Chciałam sobie kupić coś wiosennego, bo takie piękne te pierwsze tulipany, a deszcz szybko rozpuszcza śniegi zwiastując zmianę pór roku… LECZ przypomniało mi się, co robi Miaustra z moimi kwiatami Ostatnio postawiłam na PIANINIE, a ona I TAK je znalazła i rano były ogryzione… Przycięłam je, ale efekt był już nie ten…

