środa

Koleżanka Lutki dziś w nocy odeszła :(. Dobra koleżanka. Naprawdę dobra. TAKA z którą się przyjaźniły od lat… Właściwie jak dziadki zaczęły zastanawiać się nad przeprowadzką bliżej NAS, to o lokalizacji zaważyła właśnie TA znajomość. Ja widziałam ICH ze 2 lata temu na urodzinach Krzycha… On jest wielki, elegancki i efektowny. Zawsze ubrany z rozmachem i bogato. Wszedł taki ledwo mieszczący się w drzwi, z muszką i w szałowym płaszczu, ale i tak bardziej było widać JĄ! Bo chociaż była na obcasach i nie sięgała mu nawet do ramion, przytłoczyła całą salę kolorami. Czerwonym, mocnym różem i pomarańczem. Czerwone miała też włosy i ozdabiał je oszałamiający fascynator. Pamiętam, że z moją bratową skwitowałyśmy ich, że oni wyglądają jak Don Corleone i jego muza. Kradli show gdzie by się nie pojawili! On jest młodszy od niej o 10 lat i pracował w dużej firmie. I to dzięki niemu byłam tam przez kilka lat zatrudniona zarabiając naprawdę dobrze.Tydzień temu ona miała być szczepiona i lekarz nie wyraził zgody ze względu na jej stan zdrowia. Podeszła do tego z pogodą ducha ogłaszając wszem i wobec, że wszyscy inni muszą się więc zaszczepić! Za nią! Ech… Była to jedna z kobiet, którą podziwiałam. Za energię i pogodę ducha. Ona potrafiła powiedzieć do męża: Oleczku, jak myśmy mogli sobie na taki kolor pomalować sypialnię? i do południa zorganizować ekipę remontową. Robiła wspaniałe przyjęcia i była wyjątkową matką.

W „Kongo Requiem” jest opis pogrzebu jednego włoskiego rekina. Na cmentarzu pojawiają się różni ludzie i narrator tak to komentuje: Partnerki można było podzielić na dwie grupy. Te młodsze o lat 40, świeże nabytki podkreślające status i żony w wieku męża, które musiały przejść wiele, ale często były potężniejsze od nich. No właśnie. Patrząc na małżeństwa trzeba dostrzec te lata, kiedy kogoś się wspierało. Nikt nie tworzy się sam, a te wieloletnie związki to często są niezwykłe i trudne historie.

<><>

Wiosna cd. Rano wyszłam w zimowej kurtce, a po zajęciach prawie się ugotowałam idąc do auta. Za to mam przyjemną piekarnię pod szkolą, w której są pyszne rogaliki. I tam dzisiaj mieli słomkę ptysiową, ale taką WIELKĄ. Gdy Łucja je zobaczyła wykrzyknęła: Nadziejmy je! I powstał krem z mascarpone, śmietanki i rozpuszczonej czekolady. I było nadziewane!

Nie patrzcie na tę ruinę w tle -> dzieci same urzędowały większość część dnia. Na pierwszym planie macie miskę z kremem, siatkę z ptysiami i ręce Łucji nadziewające ptyśki! Wielkim pistoletem z kremem!

Dodaj komentarz