błoto, odwilż, pies się wytarzał

Nowy tydzień otworzyłam bilansem Lilki!. Już raz, w styczniu, na nim byłam, lecz NIE wzięłam tej karteczki wypełnionej częściowo przez higienistkę w szkole… A to ważne, bo TO dokument, który idzie za nią do szkoły średniej. Dziś więc było DRUGIE podejście. Nic tu nowego się nie wydarzyło, wzięłam dwa skierowania do jakichś tam specjalistów, zgłosiłam pod opieką jakich poradni panna już jest i właściwie tyle. Liliana trochę przytyła, a w kwietniu mamy się stawić na szczepienie. Ach, zabawna była akcja gdy weszłyśmy! Ta przychodnia nasza, ma dwa wejścia: dla dzieci zdrowych, oraz dla dorosłych i chorych dzieci. Weszłyśmy tym wejściem A, a tu pani do do nas mówi, że mamy wejść drugim. Pomyślałam, że okej, bo może DZIŚ te gabinety, w których przyjmują zdrowe dzieciaki są nieczynne? Weszłyśmy z drugiej strony, a ona za nami przybiegła, że przeprasza, że my jednak TAM, ale córka jest TAKA duża, że myślała, że to DWIE osoby dorosłe weszły! Lilka po takim komplemencie promieniała :DDD

I lecimy, pomimo tej mega chlapy! Jutro mam fryzjera z Mieszkiem, a później to MUSZĘ spojrzeć do kalendarza. Jedna rzecz mi uciekła i cały ranek byłam dziś na siebie wściekła…. Grrr… Dużo tego do zapamiętywania, sporo tematów wywaliłam z głowy, ale wcale się luźniej nie zrobiło :/

z netu