Niebo gwiaździste nade mną, pączek z posypką we mnie

-„Immanuel Kant” 😉

W Waszym necie też mnożą się zdjęcia pączków i refleksje filozoficzne z pączkiem? Ba, słuchałam dziś lekcji dziewczyn i OBIE miały na polskim o pączkach. Łucja o przysłowiach z pączkiem (najlepsze było to, że trzeba zjeść kopę, żeby pole obrodziło, czy jakoś tak), a Lila o memach z pączkiem (jaki to rodzaj komizmu 🙂 Niesamowite są teraz te nauczycielki! A Mieszko poszedł dziś do szkoły z TERMOSEM. „Zrób mi herbatę do szkoły, bo się zasłodzę„.

Piękny jest to dzień! Wszyscy w takich podskokach i skowronkach, że ZARAZ będą jeść PĄCZKI! My mieliśmy pączki od dziadków. Mają ONI taką premium cukiernię w pobliżu, gdzie co roku Lutka stoi w dowcipkującej kolejce i GDZIE zdobywa PĄCZKI. Takie naprawdę doskonałe!!! A potem je NAM przywozi! W zamian ZA TO ugościłam ICH kurczakiem z kiszonymi cytrynami! Pamiętacie, że pojechałam z Mieszkiem po klocki i do sklepu z przyprawami? Otóż chciałam upichcić coś co chodziło za mną od dawna, ale nie miałam składników… A było to danie kuchni arabskiej z kiszonymi cytrynami, których NIGDZIE nie mogłam dostać… A tam, gdzie byłam w poniedziałek były! Przepis wzięłam stąd, nie robiłam całego kurczaka tylko pałki i podawałam z kaszą kus-kus w głębokich miseczkach. Bardzo to było dobre i dziadkom TEŻ smakowało!

Takie sobie egzotyczne dobra kupiłam! Wiaderko z cytrynami (wiaderko jest polskie, ale w środku był worek z kiszonką zapakowany w Maroku – po otwarciu to co było przelałam), Garaam i Tandoori Masala, mix przypraw arabskich i kasza kus-kus.

Tak więc dziś PĄCZKI. Nie pochwalę sie jakąś zawrotną liczbą zjedzonych, ale pamiętajcie, że MY od ponad tygodnia świętujemy!!! 😀