Jej ULUBIONY program

Czasem tak się zapętlę w codzienności, ze mam wrażenie, że wszystko w Polsce jakoś się przyklepało. A tu dziś włączyłam sobie relaksacyjnie net, potem telewizję, a tam ciemność. I tu, i tu. Zawsze w takich momentach mam dylemat, czy mogę o tych moich zwyczajnych bzdurach Wam smarować…

<><>

Środa minęła, a wracając z Bibi i z dziewczynami, spotkałyśmy Mieszka. Btw. te dwa dni bez psa były bardzo trudne: MARZŁY MI nogi w NOCY!!! I wracałyśmy, a ja stresowałam się, że będzie sam wracał mój synek do domu, w tych śniegach, zmarznięty i głodny… TYMCZASEM on szedł od żabki (to NIE kierunek SZKOŁA), po chodniku, z lizakiem w buzi i z OTWARTĄ paczką czipsów w rękach… Zatrzymałam się obok niego i wołam by do NAS wskakiwał. Jak wsiadł to mówię, kiwając głową na posiadane przez NIEGO dobra:

  • Jakie bogactwo!
  • A… Ten… Oddali nam KASĘ za wycieczkę, której nie będzie.

Więc od razu JĄ przetworzył 😉 Z innej beczki: karmicie ptaki? My kupiliśmy jakieś kule i ziarno, które SYPIĘ na kostkę. Kule powiesiłam strategicznie – tuż koło kuchni, bo tam najczęściej siedzi kocica. Jak wychodzimy zastyga patrząc za okno i DZIŚ przynajmniej ona miała ciekawą telewizję, bo GDY wróciłam, aż DWIE kule były już wydziobane!