Podobno duże, złe rzeczy NIE mogą nas zniszczyć. Niszczą nas małe problemy. Robiąc lustrzane odbicie tej zasady duże dobre rzeczy, też nas tak do końca nie uszczęśliwiają. Uszczęśliwiają nas bowiem drobiazgi. Gdybyśmy przełożyli tę zasadę na DOM zgadza się 100%. Awaria kuchenki, zmywarki czy przeciekający dach to większa sprawa, ale od razu włącza nam się tryb DZIAŁANIE. Za to gdy gdy np. niesiemy na stół danie i urwie nam się rączka w patelni, możemy się niemalże rozpłakać. Niby nic, ale to zawsze jest kropla w morzu goryczy. Tak samo jest z pozytywnymi zmianami. Nowy dom, nowa kuchnia czy łazienka są super, ale TYLE jest przy nich roboty, że nawet nie ma jak się tym cieszyć, bo człowiek myśli tylko: KIEDY to się skończy i będzie gotowe? (znowu tryb DZIAŁANIE) Za to gdy kupimy sobie nowy dywanik, nowe sztućce, albo osłonkę na deskę do prasowania to tak łatwo od razu czujemy się dopieszczeni… My np. kupując w styczniu klosz kupiliśmy sztućce… Takie zupełnie zwyczajne, jakiś taki niedrogi komplet z niebieską rączką. Bo ciągle NIE było widelców. Były TYLKO cztery i NIGDY nie było czystego. I te NOWE sztućce sprawiają nam TAKĄ radość, że dzieci już przebąkują, żeby kupić DRUGI komplet (drugi był taki z różową rączką), żeby NIGDY już nie zabrakło!
<><>
- Dzieci, w czwartek przyjedzie NOWA zmywarka. Wybrałam ten dzień, żeby być w domu i żebyście nie musieli się sami siłować z tą ekipą!
- A ktoś ją podepnie, czy Ty sama to zrobisz?
- Cieszy mnie Twoja wiara we mnie, Łucja, ale ZAINSTALUJĄ nam ją i zabiorą starą. ONI.
Właśnie wyszli! Uff.. Mam nową i powiem Wam, że zakup dużego AGD w dobie pandemii NIE jest łatwy. Przede wszystkim nie ustaliłam godziny odbioru (bo tak jest taniej), zaznaczając, że będę cały dzień. I zawsze było tak, że ktoś przybywał o 14-stej. TYM razem byli o 20-stej i cały dzień byłam uziemniona. W tym czasie dostałam TRZY esemesy, o tym, żeby powiadomić CZY nie jestem na kwarantannie, że mam być w maseczce, mieć własny długopis i że przy ekipie może być TYLKO jeden domownik. Goście obaj byli z Ukrainy, ale byli super i wszystko udało się zainstalować. Był problem z gniazdkiem więc zaproponowałam, żeby wycięli dziurę w tylnej ściance obudowy kuchni (za szufladami), ale jeden wcisnął rękę od tyłu i udało się bez większych operacji na meblach. Robi się właśnie jakiś testowy program, a my, po tych emocjach, kiedy DZIEŃ cały kuchnia była odcięta i wszystko GOTOWE na ekipę, która może wejść w KAŻDEJ chwili, szykujemy się już do spania! 🙂

