Zima, zima i po zimie!

To nie była zwykła zima… TO była ZIMA, że hej! Mieliśmy śnieg, mróz i ziąb. Psioczyli wszyscy ci, którzy nie wymienili opon (ale przecież zim w Polsce nie ma), albo nie kupili drewna (JA!!!!). Było TYLE śniegu, że nie dość, że używałam regularnie szufli, to DRUGĄ woziłam w bagażniku! No bo jak podjeżdżałam gdzieś na parking, to sobie robiłam miejsce w śniegu! To pierwsza zima od „zawsze”, kiedy zużyliśmy AŻ dwie butelki tranu. Do tej pory przychodziła wiosna a my mieliśmy niedopite pół butelki pierwszej. Tym razem mamy koniec lutego i dno drugiej butli! WAŻNE: Tej zimy dokarmialiśmy również ptaki!

Strasznie szkoda, że akurat w pandemię przyroda zrobiłam nam taki prezent, bo miłośnicy zimowego szaleństwa byli przyblokowani… Ta zima, to też rocznica wybuchu tego fatalnego choróbska. I tak jak tamtą zimę kończyłam jako sceptyk (to fake cały ten Covid), tak teraz wiem, że jest poważne. Ze stanu: ej, ale czy znacie kogokolwiek kto chorował? przeszliśmy wszyscy do grupy tych, którzy znają nie tylko chorych, ale też przynajmniej jedną osobę, która tego nie przeżyła… Zaogniła się tej zimy również sytuacja z kręgosłupem Łucji. W grudniu dostałam diagnozę i w styczniu zaczęłyśmy rozpaczliwą gwałtowną terapię, która jeszcze nie wiemy czy coś daje…

  • Sport: podobno sprzedaż biegówek wzrosła o 250%. W ogóle mnie to nie dziwi. Śniegu wszędzie pełno, lasów mamy w bród, a podróżować w góry – za bardzo się nie da. No i morsowano się na potęgę, ale warunki były idealne: mrozik, śnieg i słońce. Pewnie gdyby nie lockdowny i obostrzenia było by tych morsująch więcej!
  • Filmy: wczoraj obejrzałam cztery pierwsze odcinki „Dzieci z Dworca ZOO„. Rewelacja!!!. HBO wrzuciło tej zimy dwa prawdziwe filmy o nastolatkach. TEN i Tacy właśnie jesteśmy. Ten drugi opowiada o nudzie towarzyszącej dojrzewaniu, a Dzieci to film kultowy. Jeśli chcesz komuś wytłumaczyć lata ’80 i tę uniwersalną nastoletnią potrzebę miłości to dawno nie widziałam nic lepszego. Co ciekawe to produkcja niemiecka i tak jak tamtą zimę zamykałam zachwycającym Babilon Berlin, tak tą zamykam tym. Robią ci Niemcy filmy doskonałe!
  • Żywność: w ubiegłym roku przeżyliśmy boom na pieczenie chleba i tej zimy jako kontynuację tego trendu, eksperymentowałam z mąkami. Pojawiła się jaglana oraz kokosowa, a teraz czekam na dostawę gryczanej. Przez te mrozy i zimę konkretnie sobie wszyscy dogadzaliśmy: Tłusty Czwartek trwał trzy miesiące 😉
  • Kultura: leżała, bo leżała. Ale to co się wydarzyło na Krupówkach, kiedy na chwilę zniesiono zakazy było doskonałym obrazkiem jak bardzo wszyscy już mamy dość. Pewnie można by podciągnąć pod widowisko medialne sukcesy naszych skoczków, ale nie oglądałam, więc się nie wypowiem.
  • Nowy Rok jak być może pamiętacie minął dość dramatycznie, bo zginęła (i znalazła się Bibi), lecz jej reakcja na fajerwerki jest zapowiedzią jak będziemy spędzać kolejne Sylwestry.
  • Kosmetyk: mam pełną szufladę kosmetyków (tak jak lubię), ale najwięcej schodziło nam soli do kąpieli (mieszanych z olejkiem sosnowym) i maseł do smarowania ciała.
  • Książka: Oj, dużo czytaliśmy! Bardzo podobało się Kongo Requiem, druga część Lontano, którą już zawiozłam wyczekującej Lutce. Trzecia część Zimowej Trylogii też wyjątkowo mi podeszła!
  • Fragment garderoby: rajstopki i kalesonki. Jakże by inaczej? Mega fuks, że kupiłam sporą partię dla mnie i dziewczyn, chwilę przez zamknięciem sklepów, a zimowe ocieplacze dla Mieszka uzupełniałam w styczniu. Cała ta zima to lekcje zdalne, czyli to, że TROCHĘ mam niedogrzany ten dom, jest DUŻO większym utrudnieniem. Gdy połowę dnia domownicy są poza domem, nie czuje się tego tak bardzo, ale jak siedzą bez ruchu i się uczą to jest to zdecydowanie bardziej odczuwalne!

Co przechodzi na przyszłą zimę? Mam nadzieję, że śnieg będzie ZNOWU! WTEDY muszę się zaopatrzyć w drewno… I nowe sanki! Nigdzie nie pojechaliśmy na ferie, czyli może się wtedy UDA wyjechać? Bardzo się cieszę, że mam biegowego kompana w postaci Mieszka i zakładam, że kolejnej zimy też będzie mi towarzyszył! Dużo się wydarzyło tej zimy trudnych rzeczy, ale jest taki rodzaj satysfakcji, że udało się nam to przetrwać. No i mało o tym pisałam w tym roku, ale LUBIĘ zimę. Lubię jesień i zimę. Mam za to problem z wiosną i latem… I co by o tej zimie nie mówić: to była BARDZO PIĘKNA zima!

Przyłbicom stop

Od dziś nosimy maseczki. Buuuu… Nie przemkniemy się w szaliku, kominie czy apaszce, bo ma być maseczka… To pewne utrudnienie, bo gdy rano się pomalowałam, to do TEGO miejsca, co tam szłam, zasłaniałam się fragmentem szalika. No bo, maseczka to ściera makijaż! I co więcej zamierzałam ten patent stosować do lata!

Pobiegane, pies się zmachał i… plan na resztę dnia to same NUDNE rzeczy… Położyłam sobie wczoraj na włosy keratynę, nagrzałam prostownicą, czyli PRZEZ dwa najbliższe dni będę mieć BEZNADZIEJNE włosy. Za to gdy to spłuczę i umyję (jutro wieczorem) to będą mieć się dobrze. Odkryłam ten patent jakiś czas temu, keratynę mam ze sprawdzonego źródła na aliku i rzeczywiście odkąd STOSUJĘ (to było trzecie użycie), włosy są zdecydowanie lepsze niż były. Btw. Równolegle cały czas denerwuje mnie, że są niepofarbowane, ale tu czekam na impuls eventowo-wyjazdowy, który mnie zmobilizuje…

Rano, w lesie, pogadałam sobie z Mieszeczkiem, który chciał mi opowiedzieć o nowych zajęciach. Wystartowały one w piątek, NIE zdalnie i są prowadzone w szkole. To jakiś taki projekt przyrodniczy dla chętnych i strasznie się z tego cieszę, bo mi brakuje atrakcji dla dzieci!

Szykowanie PRZED wyjściem, głowa zaniepokojonego PSA (czy na pewno ją zabieramy??) i w aucie po BIEGANIU!

Dzień dinozaura!

No i weekend! Wracając do domu zajrzałam do dziadków. Po ZUPĘ. Lutka tworzy wybitną i na dodatek CHĘTNIE robi ją dla wnuków. Nie można zmarnować takiej okazji, więc GDY zaproponuje jadę do domu zygzakiem, żeby do babci zajrzeć! Weszłam później do domu, powitały mnie córki (Mieszko był w szkole) z pytaniem: CZY MAM?? Miałam, podgrzałam, rozlałam do talerzy i poleciałam nastawić pranie. Następnie stoję w tej łazience i słyszę Łucję:

  • Gdyby babcia chciała nas otruć, mogła by to bardzo ŁATWO zrobić.

Schowałam się ze słuchawką i zadzwoniłam donieść LUTCE, że jakby co, WNUCZKI ją ZDEMASKOWAŁY!

Panny zjadły, a potem zabrałam Łucję, bo miałyśmy mnóstwo spraw do załatwienia i pojechałyśmy w trasę. Dużo nam to wszystko czasu zajęło, ale co najważniejsze UDAŁO się nam pożyczyć z biblioteki audiobooki z lekturami. To super, chciałam kupować, lecz skoro mamy z biblioteki to tym lepiej. Jest Pan Tadeusz, Quo Vadis i Syzyfowe prace – chcę to zrzucić z tych płytek i przesłać pannie na komórkę. Chodząc na spacery z psem, albo ćwicząc, może sobie na komórce odpalać! EXTRA! Ach, no i okazało się w bibliotece, że DZIŚ jest dzień Dinozaura, więc dostałyśmy książeczkę z dinozaurami! Jak miło 😀

<>

Kwiatki. Chciałam sobie kupić coś wiosennego, bo takie piękne te pierwsze tulipany, a deszcz szybko rozpuszcza śniegi zwiastując zmianę pór roku… LECZ przypomniało mi się, co robi Miaustra z moimi kwiatami :/ Ostatnio postawiłam na PIANINIE, a ona I TAK je znalazła i rano były ogryzione… Przycięłam je, ale efekt był już nie ten…

Octowe lifehack-i

Z tym octem to raz po raz jakiś kolejny patent wypływa! Czas już jakiś temu polecono mi, żeby co miesiąc/dwa wlać OCET do pralki. Tak ze 2 butelki… Nastawić gorące pranie z pustym bębnem i zobaczyć BŁYSK!! True. Tzn. mojej pralki nie da się do końca oczyścić, bo jest nieźle zużyta, ale rzeczywiście pomaga. Drugi wynalazek odkryła Lutka w Internecie. Obie, siłujemy się od lat ze słabo spływającymi zlewami w kuchni i babcia gdzieś wyczytała, żeby wsypać sodę (tą sodą inna osoba radziła mi czyścić kuchenkę) i wlać butelkę octu. I że lepsze niż wszystkie preparaty do przetykania. I też okazuje, że działa, bo wczoraj zastosowałam i oprócz tego, że w całym domu wali octem, spływa elegancko!

<><>

Miałam zabawną akcję na e-lekcjach. Tak raz po raz, równam sobie te typy edukacji i chociaż absolutnie uwielbiam szkołę moich dzieci oraz ich nauczycieli to widzę, że pewne elementy w systemie niepublicznym są lepsze. U nas, w mojej szkole, na e-lekcjach dzieci MUSZĄ się widzieć. To dobre. Lilka potrafi do południa chodzić w piżamie. Łucja zresztą też. I mam takie wrażenie, że jak ich nie widać to oni NIE uważają. Przysypiają i robią inne rzeczy. Natomiast taka krótsza, 30-minutowa (WIDOCZNA) lekcja jest intensywniejsza i skuteczniejsza..

Dobra, ta zabawna akcja (!): otóż jedna dziewczynka (13 lat) miała na mojej lekcji maseczkę 🙂 I mówię do niej: Ooo, Marta! Ale masz super maseczkę! To taka ściągana? I ona mi mówi na to, że tak i że to ta taka z brokatem. No więc ja na to, że też sobie taką ostatnio zrobiłam i że ponieważ jest czarna myślałam, że wystraszę mojego synka, ale on się nie wystraszył. Na to inna dziewczynka mówi: Jak Ci dobrze, mi moi rodzice nie pozwalają nakładać maseczek! A ta jej na to: Ale Ty masz dużo lepszą cerę niż ja! Itd. I to wszystko na lekcji 🙂 I mam takich dwóch bliźniaków i oni TAK tego słuchali, że te dziewczyny to jednak INNA planeta! Bo tamte dzieciaki w ogóle się między sobą nie spinają. Są jak rodzeństwo i jest to bardzo FAJNE.

Mam dla Was dwie migawki. Pierwsza to pingwinki z wosku. Otóż, zrobiła je na swoich lekcjach Lilka. Była jakaś lekcja, a ona w tym czasie rozpuściła sobie różne świeczki i wlała je do silikonowych foremek do lodu. Po montessoriańsku powiedziałabym, że genialne, ale w tej sytuacji tylko ją objechałam, że ZNOWU robiła na lekcji coś INNEGO i nie słuchała! 🙂

<><>

A na deser wrzucę WAM Bibi… Cóż niezwykłego w tym zdjęciu? Otóż ONA zrobiła sobie je SAMA!!! Aparat był włączony i ONA na niego WLAZŁA… Ramkę dołożyłam JA, ale ujęcie (doskonała na profilowe) jest JEJ. :DD

środa

Koleżanka Lutki dziś w nocy odeszła :(. Dobra koleżanka. Naprawdę dobra. TAKA z którą się przyjaźniły od lat… Właściwie jak dziadki zaczęły zastanawiać się nad przeprowadzką bliżej NAS, to o lokalizacji zaważyła właśnie TA znajomość. Ja widziałam ICH ze 2 lata temu na urodzinach Krzycha… On jest wielki, elegancki i efektowny. Zawsze ubrany z rozmachem i bogato. Wszedł taki ledwo mieszczący się w drzwi, z muszką i w szałowym płaszczu, ale i tak bardziej było widać JĄ! Bo chociaż była na obcasach i nie sięgała mu nawet do ramion, przytłoczyła całą salę kolorami. Czerwonym, mocnym różem i pomarańczem. Czerwone miała też włosy i ozdabiał je oszałamiający fascynator. Pamiętam, że z moją bratową skwitowałyśmy ich, że oni wyglądają jak Don Corleone i jego muza. Kradli show gdzie by się nie pojawili! On jest młodszy od niej o 10 lat i pracował w dużej firmie. I to dzięki niemu byłam tam przez kilka lat zatrudniona zarabiając naprawdę dobrze.Tydzień temu ona miała być szczepiona i lekarz nie wyraził zgody ze względu na jej stan zdrowia. Podeszła do tego z pogodą ducha ogłaszając wszem i wobec, że wszyscy inni muszą się więc zaszczepić! Za nią! Ech… Była to jedna z kobiet, którą podziwiałam. Za energię i pogodę ducha. Ona potrafiła powiedzieć do męża: Oleczku, jak myśmy mogli sobie na taki kolor pomalować sypialnię? i do południa zorganizować ekipę remontową. Robiła wspaniałe przyjęcia i była wyjątkową matką.

W „Kongo Requiem” jest opis pogrzebu jednego włoskiego rekina. Na cmentarzu pojawiają się różni ludzie i narrator tak to komentuje: Partnerki można było podzielić na dwie grupy. Te młodsze o lat 40, świeże nabytki podkreślające status i żony w wieku męża, które musiały przejść wiele, ale często były potężniejsze od nich. No właśnie. Patrząc na małżeństwa trzeba dostrzec te lata, kiedy kogoś się wspierało. Nikt nie tworzy się sam, a te wieloletnie związki to często są niezwykłe i trudne historie.

<><>

Wiosna cd. Rano wyszłam w zimowej kurtce, a po zajęciach prawie się ugotowałam idąc do auta. Za to mam przyjemną piekarnię pod szkolą, w której są pyszne rogaliki. I tam dzisiaj mieli słomkę ptysiową, ale taką WIELKĄ. Gdy Łucja je zobaczyła wykrzyknęła: Nadziejmy je! I powstał krem z mascarpone, śmietanki i rozpuszczonej czekolady. I było nadziewane!

Nie patrzcie na tę ruinę w tle -> dzieci same urzędowały większość część dnia. Na pierwszym planie macie miskę z kremem, siatkę z ptysiami i ręce Łucji nadziewające ptyśki! Wielkim pistoletem z kremem!

Dzień dla PSA

Był śnieg, są płowe błota!

Zawsze jestem lekko ubawiona gdy jadę do marketu, robię te wszystkie moje prestiżowe zakupy, a potem idę do półki mięso -50%. A potem wykładam na taśmę i jadą obok siebie awokado, brykiet, dobre masło i paczka pałek kurczaka z datą spożycia do dziś, potem puszki mleka kokosowego, worki do odkurzacza i podudzia kaczki do natychmiastowego zjedzenia… I myśli ten kasjer: CO to za zakupy? A ja, potem te mięcha w domu porcjuję, ze dwie porcje upycham w zamrażarce, a z trzeciej gotuję PSI przysmak (z tych pierwszych zrobię to za kilka dni :). A teraz leży obok mnie takie obżarte szczęśliwe zwierzę. W wywarze zawsze znajdzie się też kawałek kiełbaski, nie zjedzona przez dzieci potrawka, kawałek marchewki. Och, a jaki to ma zapach! 🙂 Dodajmy, że dla psa, a nie DLA nas!!!

Fryzjer załatwiony! Była grzywa, jest króciutko. No i fajnego fryzjera żeśmy znaleźli! 🙂

błoto, odwilż, pies się wytarzał

Nowy tydzień otworzyłam bilansem Lilki!. Już raz, w styczniu, na nim byłam, lecz NIE wzięłam tej karteczki wypełnionej częściowo przez higienistkę w szkole… A to ważne, bo TO dokument, który idzie za nią do szkoły średniej. Dziś więc było DRUGIE podejście. Nic tu nowego się nie wydarzyło, wzięłam dwa skierowania do jakichś tam specjalistów, zgłosiłam pod opieką jakich poradni panna już jest i właściwie tyle. Liliana trochę przytyła, a w kwietniu mamy się stawić na szczepienie. Ach, zabawna była akcja gdy weszłyśmy! Ta przychodnia nasza, ma dwa wejścia: dla dzieci zdrowych, oraz dla dorosłych i chorych dzieci. Weszłyśmy tym wejściem A, a tu pani do do nas mówi, że mamy wejść drugim. Pomyślałam, że okej, bo może DZIŚ te gabinety, w których przyjmują zdrowe dzieciaki są nieczynne? Weszłyśmy z drugiej strony, a ona za nami przybiegła, że przeprasza, że my jednak TAM, ale córka jest TAKA duża, że myślała, że to DWIE osoby dorosłe weszły! Lilka po takim komplemencie promieniała :DDD

I lecimy, pomimo tej mega chlapy! Jutro mam fryzjera z Mieszkiem, a później to MUSZĘ spojrzeć do kalendarza. Jedna rzecz mi uciekła i cały ranek byłam dziś na siebie wściekła…. Grrr… Dużo tego do zapamiętywania, sporo tematów wywaliłam z głowy, ale wcale się luźniej nie zrobiło :/

z netu

Czyli już?

Sąsiad widział wczoraj bociana i zasypał wszystkich filmikiem z komórki. Rzeczywiście coś tam nad tym naszym osiedlem leciało i dźwięki bocianie wydawało, ale czy to rzeczywiście one? Czyli wiosna? Bibi dziś na spacerze ożarła się trawki, którą za raz „po kociemu” zwymiotowała, czyli może to taki wiosenny detoks? Btw. nie wiem czy to prawidłowe u psów, ale ją wychowuje kot… Paznokcie mi się łamią, a to zawsze był znak, że oto nadeszła, czyli może? Tęsknić będę za zimą i mam nadzieję, że do nas za rok wróci! Jakby nie było w nocy przybyło zaproszenie na sąsiedzką imprezę, że z okazji wiosny rozlewają płynnego „Bociana” 🙂 Ja nie alkoholowa, zresztą wieczorem wchodzę w tryb piżama-maseczka i pomijają wszystko inne ciekawiły mnie dalsze losy Morvanów!

Spora grupka znajomych jest w ten weekend w ośnieżonych i słonecznych górach (zazdro), ale my zbieramy siły przed kolejnym tygodniem odrabiając lekcje. Ocknęłam się, że Mieszko nic nie zdaje w ramach przygotowań do komunii i jak go o to zapytałam (naiwnie licząc, że może coś tam JUŻ zdał), okazało się, że wszystko przed nami. Czegoś się tam już nauczył i od jutra ma zacząć zaliczać! Fotki z wczoraj:

Ja z Mieszkiem skrajni po lewej. Jeszcze skrajniejsza jest Bibi!
META!!!!

Bohater to ktoś, kto nie zdążył uciec.

-Morvan i „Kongo Requiem”. „Lontano” było świetne, ale druga część dziejów rodu Morvanów i chaosu czarnej Afryki jest równie doskonała! Miałam jakiś przesyt thrillerów, ale to ma taki klimat, że czyta się dobrze.

Na poranne bieganie po lesie założyłam KOLCE. Wszyscy je mieliśmy, bo z góry pada deszcz, a ziemia zamarźnięta! No zrobiła się ślizgawka! W radiu brzęczą o nadchodzących alertach powodziowych, hydrolodzy na tamach już w pełnej gotowości i powiem Wam, że z niezłym przytupem zaczyna się i ten rok! Za to przez tą nieustającą zimę wszyscy sobie folgują z dogadzaniem (btw. jak macie JESZCZE ochotę patrzeć na śnieg to film Arktyka z Mikkelsenem to mistrzostwo świata).

Piekarnia, gość przede mną, kiwając głowę w stronę ciastek za gablotą:

  • I jeszcze poproszę o oponę.
  • Tylko jedną? – zapytała przytomnie sprzedawczyni – Auto będzie krzywo jechać!
  • Kiedy tylko jedna została!
  • To Pan wyrówna pączkami!
  • Ale one są bez dziurki….
  • Zawsze można wygryźć!
  • To Pani da jeszcze TRZY pączki!

🙂

It’s Friday again!

No to piąteczek! Udało się dziś załatwić kolejną ważną sprawę, czyli wizytę Łucji u alergologa. To takie spotkanie, na które czeka się dwa lata, więc gdy przyszedł esemes z datą, to chociaż średnio pasowało, wariantu b) nie było. Poprosiłam o pomoc babcię, która przyjechała po wnuczkę i dotarła z nią do przyszpitalnej przychodni. Ja wyszłam ze szkoły i pojechałam prosto do nich. Gdy dotarłam, Łucja była już po testach i czekała aż ręka spuchnie, żeby dok mogła zdiagnozować. Zwolniłam Lutkę i do gabinetu po raz drugi weszła już ze mną. Iiii? Panna ma uczulenie na bylicę, która pyli na przełomie lipca i sierpnia (pasuje z objawami). Uczulenie nie jest mocne, więc na razie nie odczulamy, ale warto za 2 lata to sprawdzić ponownie i będziemy wiedzieli czy alergia narasta. Na razie nie ma potrzeby odczulać i bardzo się z tego obie cieszymy! 🙂

<><>

Przeglądałam wczoraj audiobooki i odkryłam, że dość tanie są lektury. Koniec końców Lilina Syzyfowych Prac nie zmęczyła, a jak zaczęłam przepytywać, to okazuje się, że i Łucja do końca nie dotarła. Za wiele z nimi nie jeżdżę, ale chyba zaopatrzę się mp3 z lekturami i będziemy to krok po kroku nadrabiać!

<><>

  • Mieszeczku, opowiesz mi swój dzień?
  • Tak. Dziś robiliśmy narządy. Musieliśmy odrysować sylwetkę i poprzyklejać narządy.
  • A skąd mieliście narządy?
  • Walerka z Radą zrobiły.
  • Super. Lubisz Radę? – to taka dziewczynka z Wietnamu.
  • Tak sobie. Może być. No i mieliśmy grupy i w każdej grupie ktoś miał się położyć na kartce i inni mieli go odrysować. I u nas położyła się Asia, bo jest najmniejsza. A potem przykładaliśmy te narządy. I niektórzy zaczęli narzekać, że źle nam to wyszło i trzeba odrysować kogoś innego. I że trzeba odrysować Danylo.
  • A on nie jest największy w klasie? – Danylo akurat jest z Ukrainy i jest o głowę większy od Mieszka.
  • Jest, dlatego łatwiej umieścić w nim narządy. Tylko, ze on się nie zmieścił na kartce i pani jak zobaczyła, że chcemy go odrysować, to zaczęła krzyczeć: „Co Wy robicie? Aśka, kładź się!” I nasz zespół był najgorszy, bo te organy nie pasowały.

😀 To trzeba mieć jednak cierpliwość w takich warunkach!