




MÓWIŁAM: Weźmy aparat! Taka piękna zima, a my idziemy na sanki! ALE nie chciały. Macie więc szoty z komórki… TYLKO. Zima, że hej! Jutro jedziemy do dziadków, już marynuję kurczaka do kolejnej azjatyckiej potrawy, a RANO biegałam (HA!) z Mieszkiem! Trochę marudził, że trzeba rano wstawać, ale w sumie był całkiem zadowolony i CHYBA będziemy biegać RAZEM!

