Bestia w lutym jeszcze ma być!

podsłuchane na rynku (zapasy kasz i czosnku uzupełnione!)… Rolnicy chyba się znają?

Znowu biało. Kupiłam dziś Mieszkowi kalesony. Siedziałam i przeglądałam wczoraj sklepy i pomyślałam, że z ciepłą bielizną u NIEGO słabo… I okazało się, że w sportowych sklepach akurat wyprz termo odzieży! Damy radę kolejnej fali MROZÓW!

Dotarłam dziś W KOŃCU do dentysty… Dlaczego w końcu? Ano, bo zapisana byłam na drugi tydzień ferii, ale na moją wizytę wcisnęła się Łucja, która w sanatorium złamała sobie kawałek zęba… NA SPINCE do włosów! Objechałam, żeby NIGDY tak już nie robiła i pozwoliłam zająć mój zarezerwowany fotel. Zapisałam się na kolejny tydzień… Ale kilka dni przed wizytą Mieszkowi spuchło dziąsło! Nie chcą mu mleczaki wypadać i idące zęby powodują stany zapalne. Więc ZNOWU wpuściłam przede mnie… No i zapisałam się na DZIŚ i chociaż Lilka marudziła, że ona chce na kontrolę, wizytę odbębniłam!

Kolejna rzecz z listy załatwiona i wrzucam Wam DWIE rzeczy. Pierwsze to moment wręczenia Mieszkowi kaleson (WYŻEJ). Liliana nagrywała to swoją komórką. Żenujące, nic tam się nie dzieje, ale chciałyśmy go wkręcić, że oto dostał COŚ niesamowitego. Natomiast niżej macie przepis, który śmiga po necie i DZIŚ go wytestowałam. DOBRE! Naszym typem szybkiego niezwykłego deseru cały czas pozostaje wciąż tapioka, no ALE ten też wychodzi. No i rzeczywiście kaszy jaglanej NIE czuć, spokojnie można podać zdumionym gościom! 🙂