-Tajemnicza Wyspa. Słucham tego w aucie i po pierwszym tomie, kiedy co chwila serwowano czytelnikowi metody na rzeź kolejnych gatunków zwierząt, akcja robi się NIEZŁA. Te 30 lat temu to czytałam, ale NIC nie pamiętałam!
- Kup mi glinę! – wykrzyknęła Łucja gdy mnie zobaczyła.
- Mogę wejść i wyładować zakupy? Jaką znowu glinę?
- Ty sobie wychodzisz i nie wiesz JAK strasznie my się nudzimy! Pomyślałam, że będę lepić z gliny.
- Glina jest bez sensu. Mogę wozić Cię na warsztaty garncarskie. Ona się tak kruszy jak błoto. Nie mamy odpowiedniego pieca, żeby to potem wypalić… Może modelina?
- Nie wiem. Wszytko mi jedno. Cokolwiek!
Rzeczywiście weszłam do domu późno…. Ale wczoraj zobaczyłam DUŻO światła w lodówce, co oznaczało, że NIC już tam NIE ma. Nie było serków, mleka, śmietany, niczego. Nie ma kaszy i chleba. Czyli po szkole postanowiłam pojechać na zakupy. Przelałam Łucji kasę na pizzę, żeby się nie martwić o ich żołądki w ciągu dnia i sukcesywnie realizowałam plan. Sama wtrząchnęłam po drodze miskę tajskiej zupy cytrynowej z tofu i też głodna nie była. Btw. babka, która mi to sprzedawała napisała na opakowaniu: Miłego dnia 🙂 Bardzo ładne! A potem, gdy już zrobiłam zakupy i wnosiłam je partiami do domu, dziękując losowi, że mieszkam na poziomie zero (->otwieram drzwi i bagażnik i kursuję), raz po raz któreś coś ode mnie chciało… Najpierw Lilka gdy mnie zobaczyła, wykrzyknęła: Mieszkowi leciała krew z nosa! a potem nawinęła się z żalami Łucja… Rozumiem ją, akurat jest w takim wieku rękodzielniczych potrzeb! Lecz MAM JUŻ plan co tu jej podsunąć…

<><>
Wieczór. Smaruję Mieszka kremem. Ma suche kolana i łokcie… Przewracam go w te we tę i zawsze jest wtedy bardzo filozoficznie gadatliwy:
- Wiesz, mamo… Pomyślałem sobie, że NIKT nie zna najbardziej samotnego człowieka na świecie.
- To prawda. Ale pamiętaj, że samotność nie musi być zła. To czasem jest wybór i ludzie widzą samotność jako wolność.
