Niedziela

Miałam wczoraj awarię z autem… Ruszyliśmy do dziadków i podjechaliśmy do mojej ulubionej cukierni. Weszłam z Mieszkiem i zaczęliśmy wybierać. NIE było już torcików z napisem Dzień Babci i Dzień Dziadka (buuu), więc wymyśliliśmy ciasto marchewkowe i chrust/faworki. Ale babeczka ZA ladą poleciła nam jeden z koszy stworzonych specjalnie na dni seniorów. Cena była taka sama, a DÓBR duużo więcej! Zresztą ZAWSZE chciałam TAKIE coś kupić. Małe paczuszki z kokosankami, makaronikami, babeczkami czekoladowymi, kajmakową krajanką i kruchymi ciasteczkami z dżemem. Do tego wepchnięta z boku torebka suszonych jabłek i makowiec… Wspaniałe! Dumni wynieśliśmy to ze sklepu i otworzyłam bagażnik… No i on się NIE zamknął. Coś się zablokowało i drzwi się NIE zamykały. Kombinowałam chwilę i nie mogłam tego naprawić… ALE, ta cukiernia pod którą byliśmy, ma całą flotę ciężarówek rozwożących ich wyroby. A drzwi bagażnikowe w mojej daczce otwierają się tak samo JAK w ciężarówkach. To raz. A dwa, jeżeli potrzebujesz pomocy na drodze, to NIKT nie zna się na autach to jak kierowcy ciężarówek. Powiedziałam to nawet dzieciom, żeby olały tych lamusów w sedanach, bo to turyści i jeśli coś, KIEDYŚ, to szukać kierowców WIĘKSZYCH aut. Tylko, że to była prawie 14-sta i wszyscy już rozwieźli co mieli rozwieść i rozjechali się do domów. Chodziłam więc po tym parkingu z ochraniarzem i szukaliśmy czy ktoś ZOSTAŁ. I znaleźliśmy! Ukrainiec, który nie mówił, tylko warczał (taką miał wadę wymowy), podłubał śrubokrętem i DRZWI bagażnika się odblokowały i zamknęły! Uff! Podziękowałam wylewnie i strasznie byłam dumna, że tak to sobie załatwiłam… LECZ do szału doprowadziła mnie chwilę wcześniej Lilka… Bo kiedy ja się tak snułam za budynkami do załadunku, TA wpadła w histerię, że JA uciekłam i ich zostawiłam… Skąd ona te lęki bierze??? Więc GDY już ruszyłam to do dziadków jechaliśmy w milczeniu, bo byłam wściekła….

<><>

Gdy już mi zeszło, na przełamanie ciężkiego nastroju panującego w wozie, wykopałam jeden z naszych ulubionych tematów. Jak nazwiemy TRZY białe kotki, które KIEDYŚ będziemy mieć? No bo jest taki plan, że KIEDYŚ będziemy mieć kotki. Widzieliśmy takie ogłoszenie, że ktoś znalazł cały miot (trzy białe i dwa tygryski) i postanowiliśmy, że pewnego razu, gdy będzie TAKIE ogłoszenie, weźmiemy je sobie… I od razu TRZY i żeby były BIAŁE!

  • Hej, towarzystwo, jakieś pomysły, jak nazwiemy nasze białe kotki? Mieszko, Ty na razie NIC nie mów, bo Ty nazwałeś Miaustrę i Bibi. Lila? Może jakieś jedzenie? Kuchnia japońska? Żeby imiona do siebie pasowały?
  • Hmmm… Mogą się nazywać Sushi, Ramen i Udon.
  • Świetne! Łucja? Może jakieś imiona z literatury? Trzech bohaterów z Pana Tadeusza? Jakie tam były osoby? Telimena…
  • Telimena, Gerwazy i Asesor.
  • Asesor to stanowisko. Nie pamiętam jak miał na imię. Na pewno nie Natenczas – żarciku nie złapała 🙂
  • To…. Telimena, Gerwazy i Rejent!

:)))) W sumie też może być :))

<><>

Foteczki mam z wczoraj. Trochę mnie wszystko boli, bo NA takim lodzie, to bardzo ostrożnie trzeba było nogi stawiać!