Była sobie choinka!

Po chwilowej odwilży, zaczęła się zamarzająca mżawka i znowu zaczęło WIAĆ…. Przyszła mi głowy jedna myśl, gdy wchodziłam do owada, na takie szybkie zakupy… Wszedł za mną taki większy gość ubrany od stóp do głów. Krótka kurtka, wysokie buty, plecak, czapka, kaptur, maseczka. Wszystko w maskujących kolorach ciemnej zieleni i czerni. Niczym postać z filmów katastroficznych. Kwaśne deszcze, radiacja i ludzkość, która się chroni przed atmosferą. Mijacie się bez słowa, bez patrzenia sobie w twarze i nie wiesz kto jak wygląda. Mieliście na pewno spotkania z ludźmi, których znacie, a z którymi nie chciało Wam się gadać i wykorzystaliście to. Bo przecież w tych maseczkach NIKT nas nie poznaje. Gość przeszedł przez sklep, zapakował do koszyka kilka mrożonych pizz, a za kasami przełożył to plecaka i poszedł w noc.

To wcale nie jest najgorsze, że my się przyzwyczajmy do pandemii. Bo nikt już nie śledzi obostrzeń (galerie handlowe i siłownie otworzą wtedy kiedy szkoły, czyli nie wiadomo kiedy), bo wszyscy się dostosowali do wersji minimum. Ale nie to jest złe. Najgorsze jest to, że nam się ta anonimowość zaczyna podobać. Może minąć nam cały dzień, kiedy przemieszamy się po znajomej okolicy i CZUĆ się niewidzialnym i nie rozpoznanym. I to jest akurat straszne!

<><>

Choinka rozebrana! Stoi jeszcze taki GOLEC i pewnie kilka gałązek spalę, a potem wystawię przed dom. Bombki w pudełkach już wyniesione na strych, a archiwalnie ZAZNACZĘ, że za ROK potrzebne są światełka PRZED dom! W tym roku się nie wyrobiłam w grudniu, a JEDEN świetlny jelonek to JEDNAK malizna. Tymczasem wszystko już poskładane! Nie miałam komórki pod ręką, więc zdjęcia z rozbierania zrobił MIESZKO. Gdy mi je przesłał to załączył w GRATISIE, jednego selfiaczka spod szkoły!