
Taki widoczek dziś na polach widziałam 🙂 Auto i za nim trójka saneczkarzy. Bardzo bezpiecznie, powolutku, dojeżdżali do końca, auto zawracało, a sanki były przestawiane jak u mojego taty gdy jedzie z przyczepką (czyli ręcznie) i jechali z powrotem! Bo ZIMNO I ZIMOWO! Na poranne bieganie założyłam DWA kominy i DWIE pary spodni! HA!
Weekend mija nam na wizytach u dziadków. Dziś u jednych, jutro u drugiej babci. W międzyczasie Lilka umówiła się na sanki a Łucja z koleżanką na oddanie jej zeszytów. I zleci! Ach, no i weszłam zapisać się na szczepienie (ruszy to wszystko dopiero na Dzień Dziadka) i naprawdę podoba mi się ten Portal Pacjenta. Przekopałam historię moich wizyt i nie rozumiem dlaczego z dwoma porodami (bo to od 2008 roku) Fundusz Zdrowia wydał na mnie o ponad połowę mniej niż na Łucję :)) Wykopałam również historię hospitalizacji Mieszka i odkryłam zabieg z 2014 roku dokonany w Szpitalu Wojskowym na Pomorzu (usunięcie ciała obcego z nosa bez interwencji chirurgicznej). I śmieliśmy się dziś z tego, kiedy młody włożył sobie gumową laleczkę z automatu (ZA 1 PLN), a Łucja na niego nakrzyczała, że przez NIEGO, od tamtej pory, MAMA nic nie kupiła w tych automatach z kuleczkami! Ależ to było sprytne z mojej strony 😉
