Ale czego można się było spodziewać po papieżu pochodzącym z tego padołu zepsucia, jakim była Francja?

Umberto Eco, Imię Róży

Nadszedł kres mojej zmywarki. To temat rzeka. Dwa razy już w niej wymieniałam pompę, zmywa w dwóch programach, które trzeba ustawiać naprzemiennie i nie można zaburzyć kolejności, bo się zacina… Jest wielka i wspaniała, ale ma słaby spadek przy odpływie i mam wyjątkowo twardą wodę, która zużywa cały mój sprzęt. W piątek wieczorem znowu zaczęła wariować. Migający wyświetlacz i zacięty program. Próbowałam zresetować, ale nie reagowała. Otworzyłam ją, ale się nie wyłączyła. W tej sytuacji, bo zapętlenie trwało już ponad godzinę, wyłączyłam korki odpowiedzialne za zmywarkę… W sobotę rano mieliśmy gości, a po ich wizycie zaczęłam DŁUBAĆ znowu. Włączyłam korki, a ona znowu zacięta na tym programie (drzwiczki otwarte na oścież). Internet i HASŁO: kod błędu E15 zmywarka Bosch. Bingo! Filmik na Jutubie z dziesiątkami pozytywnych komentarzy. Woda zbiera się w misce zbierającej: pochyl sprzęt pod kątem 45 stopni i wylej wodę. Następnie osusz suszarkami. TAK też zrobiłam! Przechyliłam, wylało się sporo i osuszałam do 22-giej… Potem włączyłam korki: nie BYŁA zapętlona (HURA, program się zresetował!), więc włączyłam krótki cykl… Wywaliło korki w całym domu… Jest więc to KONIEC naszej współpracy. Przegięła. Kocham ją, była ze mną od 2013 roku, ale to że raz w miesiącu muszę być Adamem Słodowym jest fatalne. NOWA (praktycznie identyczna) ma być w czwartek.

<><>

  • Mamo, a gdyby TAK??
  • Łucja, GRZYWKA, przy kręconych włosach NIE ma sensu. To będzie ŹLE. Będzie się podkręcać i podwijać.
  • Moje życie jest nudne! Moja fryzura jest nudna!!
  • Okej. Tnij.

(to było wczoraj). A dziś mogę powiedzieć: A NIE MÓWIŁAM??? Tymczasem ja w kolejnej maseczce… KARNAWAŁOWEJ. Żeby wyglądać TAK, jak Lilka, co leży obok 😉

Uderzenie BIAŁEGO!

MÓWIŁAM: Weźmy aparat! Taka piękna zima, a my idziemy na sanki! ALE nie chciały. Macie więc szoty z komórki… TYLKO. Zima, że hej! Jutro jedziemy do dziadków, już marynuję kurczaka do kolejnej azjatyckiej potrawy, a RANO biegałam (HA!) z Mieszkiem! Trochę marudził, że trzeba rano wstawać, ale w sumie był całkiem zadowolony i CHYBA będziemy biegać RAZEM!

Piątek, energii początek!

Nasze dziecięce wspomnienia są zdominowane przez rzeczy DZIWNE. Chyba tak to już jest urządzone, że jeżeli mieliśmy COŚ zapamiętać, to musiał to być jakiś fragment rutyny (droga do przedszkola), coś co nas irytowało, ale tak naprawdę było objawem czułości (nakładanie rajstop NAM, przez mamę- „Wyprostuj nogę!”) czy coś co nas zdziwiło. Tych dziwiących mnie rzeczy było kilka. Dziwiło mnie np. sztywne pranie na podwórku u babci zimą. Letniego prania nie pamiętam, ale pamiętam sztywne białe koszule dziadka, które babcia przynosiła do domu. Babciu, czy to można złamać? – Tak, ale mróz wyciąga wodę i jest suchsze niż było.

Tak mi się podoba to wspomnienie, że są rzeczy, które zimą suszę na dworze. Dywaniki! Kuchenne i łazienkowe, które piorę na wolniejszych obrotach i potem obciekają w ogródku. A po dniu, czy nawet dwóch wnoszę je do domu i przerzucam na strych, gdzie schną do końca. Wyżej macie Mieszka podrzucającego na nogach sztywny łazienkowy dywanik!

<><>

Piątek. To jakiś taki dzień, że energii mam sporo. Planujemy weekend i relacjonujemy sobie cały tydzień.

  • Dziś moim uczennicom, tym z trzeciej klasy, pokazałam fotkę Mieszka.
  • I co? – zapytała Łucja
  • Zaniemówiły!
  • Mieszko! Mógłbyś się poświęcić dla sióstr! Szczególnie dla tej co ma dom z reklamy z Apartu!
  • OOO, tak! My tam chętnie we trzy zamieszkamy! – kontynuowałam 🙂
  • Wy możecie się wyprowadzić do jakiegoś małego mieszkanka i żyć miłością – Łucja już wszystko zaplanowała…

Złoto (na karnawał!)

No więc od poniedziałku szkół jednak NIE będzie :/ Otwierają za to galerie handlowe i dobre przynajmniej to. Likwidują też godziny seniora i chociaż już się wdrożyłam w ten rytm, to będzie to spore ułatwienie. Miałam dziś szkołę (odrabianie za wczorajszą nieobecność) i furorę zrobiłam ZŁOTYM Minionkiem. Wczoraj wracając wzięliśmy też happy meala i trafił nam się limitowany Minionek. ZŁOTY. No i okazuje się, że to jakiś niezły fuks i dzieci się mnie pytały: NAPRAWDĘ, za PIERWSZYM razem Pani trafiła? Ano udało się 🙂 Nawet nie wiedziałam, że to TAKIE WOW…. Chyba zrobię sobie z niego nowy breloczek do auta!

Ładnie ostatnio jeden z twórców MLH napisał na swoim prywatnym profilu, o tym, GDZIE utknęła melancholijna część duszy i przyszło mi to głowy, że i MOJA epicko-lirycka strona TEŻ gdzieś tam jest. Tzn. w wirze życia mało dla niej miejsca, ale tak sobie myślę, że spróbuję ją jakoś WYKOPAĆ! Może na Tłusty Czwartek, który postanowiliśmy obchodzić w wersji Tłustego Tygodnia; może w Walentynki, na które będę robiła do szkoły wielkie pudło na życzliwe i przyjacielski liściki, a z może w żonkilach co to już przy kasach w Owadzie stoją?

Tymczasem w drodze do szkoły skończyłam Tajemniczą Wyspę i ruszam z Imieniem Róży. Mam sporo fajnych podkastów, ale denerwuje mnie, że gdy ktoś do mnie dzwoni, a ja jadę, to mnie wywala z tej audycji. Jakby nie było wklejam WAM (i sobie linka) do rosyjskojęzycznych podkastów na Ramblerze. Jak ktoś ma ochotę sobie przypomnieć język Cyryla i Metodego to można TAM. Natomiast jeśli chodzi o ang, to fajne ma BBC Learning, które to regularnie podrzucam moim uczniom (TU).

<><>

  • Mieszko, napisz proszę mi esemesa ze szkoły, CZY masz te urodziny kolegi, czy NIE.
  • Ok, ale musisz mi zasilić telefon.
  • Przecież ostatnio Ci zasilałam.
  • Nic nie dostałem.
  • UWAGA: czytam esemesa z potwierdzeniem: Przyjęto zlecenie doładowania telefonu na kartę. Numer, na kartę, który zostanie doładowany: 884-492..
  • -4492..
  • Przecież to TY mi dyktowałeś!!! A ja przeczytałam Ci ten numer i TY potwierdziłeś!!!Czyli ktoś inny dostał 11 zeta zasilenia! CZYLI doładuję Ci w przyszłym tygodniu. Za karę. 🙂

Qi

  • A jeśli będę mieć bliznę?
  • Niektórzy ludzie lubią swoje blizny, Łucja. Ja np. bardzo lubię moją bliznę po WAS, na brzuchu.
  • Ale jeśli ja NIE chcę jej mieć?
  • To zrobisz sobie tam tatuaż. Może być?
  • Tak.
  • Węża? – rzuciłam…
  • Myślałam o smoku.
  • Okej. To na 18-stkę. Ja też sobie wtedy w końcu jakiś zrobię!

Dzisiaj miałam ortopedę z dzieciakami. Z całą trójką. Najważniejsza była Łucja i tu wątek będzie jeszcze ewoluował. W kwietniu widzimy się z jakimś specem od od kręgosłupów i skoliozy, do którego wykierowała nas dzisiaj nasza doktor. Lilka też za prosta NIE jest i na chwilę obecną, wygląda na to, że i ona będzie lądować raz do roku w sanatorium (jej to dobrze zrobi i było by to niezłe). Prosty, niepowykrzywiany i doskonały jest Mister M., ale jest TAK chudy i ciało ma TAK pozbawione mięśni, że wystarczą jakieś nieprawidłowe nawyki i też mi się skrzywi. Gość MUSI jakiś sport uprawiać (ALE NIC teraz NIE DZIAŁA!!!), więc plan mam taki, że na początek będzie chodził ze mną w soboty na bieganie! Bieganie jakoś masy nie buduje, ale ogólnie powinno go tak „wyżyłować”.

Wyszliśmy więc z przychodni z dołem. I powiem Wam, że NAJGORSZE w tej pandemii jest to, że NIE ma gdzie zjeść. Tak nam się chciało odreagować i zjeść coś fajnego po drodze, a przecież wszystko zamknięte!!! Kupiliśmy sobie kawy i szejki i pochłonęliśmy to w aucie. LIPA…

Nie marudzimy jednak! W książce, którą ostatnio czytałam dużo było o Qi, czyli życiowej energii w jaką wierzą w Chinach i jak by się tak przyjrzeć to w każdej kulturze o tym jest. Energia, biorytm, siły witalne… Moim zdaniem gdy spadają to człowiek zaczyna się rozsypywać, a dopóki jest jej dużo, to wszystko się trochę od nas odbija. Warto o siebie więc dbać, bo gdy na chwilę coś tam się chwieje, szybciej się przystosowujemy! Tymczasem pokażę Wam co zamówiłyśmy dla Łucji. Chodzi o ten NIEWYKORZYSTANY rękodzielniczy zapał! Koraliki! Wszystkie są z alika, część ja miałam w schowku, ale jak rzuciłam pomysł, okazało się, że ona SWÓJ schowek też ma zapchany koralikami. Co z nich powstanie? Jeszcze nie wiemy… Gdy do nas z tych Chin dotrą to może wejdą w skład jakichś bransoletek? Albo breloczków? Jak widzicie SPORO ich sobie wybrała…Rzemyk i uchwyty TEŻ zamówiłyśmy!

Bestia w lutym jeszcze ma być!

podsłuchane na rynku (zapasy kasz i czosnku uzupełnione!)… Rolnicy chyba się znają?

Znowu biało. Kupiłam dziś Mieszkowi kalesony. Siedziałam i przeglądałam wczoraj sklepy i pomyślałam, że z ciepłą bielizną u NIEGO słabo… I okazało się, że w sportowych sklepach akurat wyprz termo odzieży! Damy radę kolejnej fali MROZÓW!

Dotarłam dziś W KOŃCU do dentysty… Dlaczego w końcu? Ano, bo zapisana byłam na drugi tydzień ferii, ale na moją wizytę wcisnęła się Łucja, która w sanatorium złamała sobie kawałek zęba… NA SPINCE do włosów! Objechałam, żeby NIGDY tak już nie robiła i pozwoliłam zająć mój zarezerwowany fotel. Zapisałam się na kolejny tydzień… Ale kilka dni przed wizytą Mieszkowi spuchło dziąsło! Nie chcą mu mleczaki wypadać i idące zęby powodują stany zapalne. Więc ZNOWU wpuściłam przede mnie… No i zapisałam się na DZIŚ i chociaż Lilka marudziła, że ona chce na kontrolę, wizytę odbębniłam!

Kolejna rzecz z listy załatwiona i wrzucam Wam DWIE rzeczy. Pierwsze to moment wręczenia Mieszkowi kaleson (WYŻEJ). Liliana nagrywała to swoją komórką. Żenujące, nic tam się nie dzieje, ale chciałyśmy go wkręcić, że oto dostał COŚ niesamowitego. Natomiast niżej macie przepis, który śmiga po necie i DZIŚ go wytestowałam. DOBRE! Naszym typem szybkiego niezwykłego deseru cały czas pozostaje wciąż tapioka, no ALE ten też wychodzi. No i rzeczywiście kaszy jaglanej NIE czuć, spokojnie można podać zdumionym gościom! 🙂

Wspaniałomyślność bywa oznaką pogardy

-Tajemnicza Wyspa. Słucham tego w aucie i po pierwszym tomie, kiedy co chwila serwowano czytelnikowi metody na rzeź kolejnych gatunków zwierząt, akcja robi się NIEZŁA. Te 30 lat temu to czytałam, ale NIC nie pamiętałam!

  • Kup mi glinę! – wykrzyknęła Łucja gdy mnie zobaczyła.
  • Mogę wejść i wyładować zakupy? Jaką znowu glinę?
  • Ty sobie wychodzisz i nie wiesz JAK strasznie my się nudzimy! Pomyślałam, że będę lepić z gliny.
  • Glina jest bez sensu. Mogę wozić Cię na warsztaty garncarskie. Ona się tak kruszy jak błoto. Nie mamy odpowiedniego pieca, żeby to potem wypalić… Może modelina?
  • Nie wiem. Wszytko mi jedno. Cokolwiek!

Rzeczywiście weszłam do domu późno…. Ale wczoraj zobaczyłam DUŻO światła w lodówce, co oznaczało, że NIC już tam NIE ma. Nie było serków, mleka, śmietany, niczego. Nie ma kaszy i chleba. Czyli po szkole postanowiłam pojechać na zakupy. Przelałam Łucji kasę na pizzę, żeby się nie martwić o ich żołądki w ciągu dnia i sukcesywnie realizowałam plan. Sama wtrząchnęłam po drodze miskę tajskiej zupy cytrynowej z tofu i też głodna nie była. Btw. babka, która mi to sprzedawała napisała na opakowaniu: Miłego dnia 🙂 Bardzo ładne! A potem, gdy już zrobiłam zakupy i wnosiłam je partiami do domu, dziękując losowi, że mieszkam na poziomie zero (->otwieram drzwi i bagażnik i kursuję), raz po raz któreś coś ode mnie chciało… Najpierw Lilka gdy mnie zobaczyła, wykrzyknęła: Mieszkowi leciała krew z nosa! a potem nawinęła się z żalami Łucja… Rozumiem ją, akurat jest w takim wieku rękodzielniczych potrzeb! Lecz MAM JUŻ plan co tu jej podsunąć…

<><>

Wieczór. Smaruję Mieszka kremem. Ma suche kolana i łokcie… Przewracam go w te we tę i zawsze jest wtedy bardzo filozoficznie gadatliwy:

  • Wiesz, mamo… Pomyślałem sobie, że NIKT nie zna najbardziej samotnego człowieka na świecie.
  • To prawda. Ale pamiętaj, że samotność nie musi być zła. To czasem jest wybór i ludzie widzą samotność jako wolność.

Niedziela

Miałam wczoraj awarię z autem… Ruszyliśmy do dziadków i podjechaliśmy do mojej ulubionej cukierni. Weszłam z Mieszkiem i zaczęliśmy wybierać. NIE było już torcików z napisem Dzień Babci i Dzień Dziadka (buuu), więc wymyśliliśmy ciasto marchewkowe i chrust/faworki. Ale babeczka ZA ladą poleciła nam jeden z koszy stworzonych specjalnie na dni seniorów. Cena była taka sama, a DÓBR duużo więcej! Zresztą ZAWSZE chciałam TAKIE coś kupić. Małe paczuszki z kokosankami, makaronikami, babeczkami czekoladowymi, kajmakową krajanką i kruchymi ciasteczkami z dżemem. Do tego wepchnięta z boku torebka suszonych jabłek i makowiec… Wspaniałe! Dumni wynieśliśmy to ze sklepu i otworzyłam bagażnik… No i on się NIE zamknął. Coś się zablokowało i drzwi się NIE zamykały. Kombinowałam chwilę i nie mogłam tego naprawić… ALE, ta cukiernia pod którą byliśmy, ma całą flotę ciężarówek rozwożących ich wyroby. A drzwi bagażnikowe w mojej daczce otwierają się tak samo JAK w ciężarówkach. To raz. A dwa, jeżeli potrzebujesz pomocy na drodze, to NIKT nie zna się na autach to jak kierowcy ciężarówek. Powiedziałam to nawet dzieciom, żeby olały tych lamusów w sedanach, bo to turyści i jeśli coś, KIEDYŚ, to szukać kierowców WIĘKSZYCH aut. Tylko, że to była prawie 14-sta i wszyscy już rozwieźli co mieli rozwieść i rozjechali się do domów. Chodziłam więc po tym parkingu z ochraniarzem i szukaliśmy czy ktoś ZOSTAŁ. I znaleźliśmy! Ukrainiec, który nie mówił, tylko warczał (taką miał wadę wymowy), podłubał śrubokrętem i DRZWI bagażnika się odblokowały i zamknęły! Uff! Podziękowałam wylewnie i strasznie byłam dumna, że tak to sobie załatwiłam… LECZ do szału doprowadziła mnie chwilę wcześniej Lilka… Bo kiedy ja się tak snułam za budynkami do załadunku, TA wpadła w histerię, że JA uciekłam i ich zostawiłam… Skąd ona te lęki bierze??? Więc GDY już ruszyłam to do dziadków jechaliśmy w milczeniu, bo byłam wściekła….

<><>

Gdy już mi zeszło, na przełamanie ciężkiego nastroju panującego w wozie, wykopałam jeden z naszych ulubionych tematów. Jak nazwiemy TRZY białe kotki, które KIEDYŚ będziemy mieć? No bo jest taki plan, że KIEDYŚ będziemy mieć kotki. Widzieliśmy takie ogłoszenie, że ktoś znalazł cały miot (trzy białe i dwa tygryski) i postanowiliśmy, że pewnego razu, gdy będzie TAKIE ogłoszenie, weźmiemy je sobie… I od razu TRZY i żeby były BIAŁE!

  • Hej, towarzystwo, jakieś pomysły, jak nazwiemy nasze białe kotki? Mieszko, Ty na razie NIC nie mów, bo Ty nazwałeś Miaustrę i Bibi. Lila? Może jakieś jedzenie? Kuchnia japońska? Żeby imiona do siebie pasowały?
  • Hmmm… Mogą się nazywać Sushi, Ramen i Udon.
  • Świetne! Łucja? Może jakieś imiona z literatury? Trzech bohaterów z Pana Tadeusza? Jakie tam były osoby? Telimena…
  • Telimena, Gerwazy i Asesor.
  • Asesor to stanowisko. Nie pamiętam jak miał na imię. Na pewno nie Natenczas – żarciku nie złapała 🙂
  • To…. Telimena, Gerwazy i Rejent!

:)))) W sumie też może być :))

<><>

Foteczki mam z wczoraj. Trochę mnie wszystko boli, bo NA takim lodzie, to bardzo ostrożnie trzeba było nogi stawiać!

Schowaj się w cierpieniu. Na jakieś wojnie. W Syrii, na Bliskim Wschodzie… Tam ON Cię nie znajdzie.

-„30 srebrników”, jestem na szóstym odcinku, HBO, tytułowy ON to Szatan.

Lubię takie tematy. NIE wszystko w tym hiszpańskim serialu mi się podoba, ale całość jest ok. Te tytułowe srebrniki, to monety za które Judasz sprzedał Chrystusa. To było całkiem sporo, na podstawie średniej płacy kupca z Galilei wyliczono, że na nasze to by było jakieś 25 tysięcy. Relikwie gromadzone przez Kościół Katolicki są potężne, ale wg jednego wyznaniowego odłamu (ta część to akurat zakładam fikcja filmowa) najsilniejsze są te, które związane są cierpieniem Syna Bożego. Czyli ciernie z Korony Cierniowej, 30 srebrnych monet i włócznia Longinusa. Z tą włócznią to fakt. Nią właśnie zadano cios pod żebrami, co uwiecznia każdy krzyż z Chrystusem w kościołach. Hitler miał obsesję na punkcie tej włóczni. Szukał Arki Przymierza i Włóczni, jako narzędzi posiadających boską supermoc. W filmie jest moment gdy w Rzymie (w muzealnej gablocie) JEST ta włócznia i aż sprawdzałam, GDZIE dokładnie (Watykan). Serial polecam!

<><<<>>><>

Przednówek. Wraz z odwilżą zaczyna nam się ta pora roku, która w Staropolsce była najtrudniejsza. Ziemniaki zaczynały gnić, dojadano resztki i czekano na wiosnę. NIC nam już NIE smakuje i zaczyna się wymyślanie… Łucja mi ostatnio brzęczała, KIEDY zaczniemy robić detoksykujące zielone koktajle i odpowiedziałam, że MUSI się to ZIELONE pojawić (koniec marca?). Jest to też świetna pora na odświeżanie kuchni orientalnych. Smakuje to inaczej i oto właśnie chodzi! Dziś pojechaliśmy do dziadków i JA zrobiłam drugie danie (w domu, przed wyjazdem). Na półce z przyprawami poprzesuwałam na plan pierwszy TE egzotyczne i na OBIAD powstała Chicken Tikka Masala. Zawsze najpierw wrzucam na patelnię przyprawy i gdy w całym domu pachnie jak na indyjskim targu, dodaję resztę! Miałam do tego ormiańskie placki, które podgrzane udawały placki Naan i całość była bardzo trafiona! 🙂

na półce w przyprawami od lewej: Gaaram Masala, хмели сумели (gruzińskie), curry, tandori masala i CUMIN!

<><>

  • Łucja, jak to się stało, że ZNOWU zasnęłaś w MOIM łóżku?
  • Czytałam lekturę.
  • Pan Tadeusz?
  • TAK. TO JEST straszne! Wytrzymałam dwie księgi i padłam.
  • A pamiętasz, jaka książka tak zauroczyła Latarnika, że zapomniał włączyć latarnię?
  • Pan Tadeusz?
  • No. Widzisz, jacy ludzi byli kiedyś dużo wrażliwsi?
  • Nie dziwię się mu że zasnął…

Dziadków

Pamiętacie swoich dziadków? Ja słabo… Jakoś nigdy ci dziadkowie o siebie nie dbali. Pamiętam pradziadka, bo wydawał mi się wielki, pamiętam dziadka (tatę mamy) jak prowadzi mnie za rękę i pamiętam drugiego dziadka, który wydawał mi się dziadkiem niedostępnym, a po latach Lutka TO potwierdziła. Że był fascynującym człowiekiem, ale mali ludzie (dzieci) to zupełnie nie była jego bajka… Moje dzieci mają już tylko jednego dziadka i ten dziadek (Krzycho) też o siebie nie dba. Tzn. dba i uważa, ale nie TAK jak powinien. Chciałabym żeby spacerował, przeszedł się czasem z Lutką na siłownię (chociaż od roku i tak zamknięte) i mniej złościł. Cenny jest dla mnie jako rodzic i chciałabym żeby ten fragment swojej wielkości pokazał dzieciom. Diabli patrząc z bliska na społeczeństwo niemieckie powiedział, że oni są jedno pokolenie przed nami. Że z dala od miast małe ośrodki miejskie połączone są trasami rowerowymi i tam wszyscy (na czele z seniorami, bo oni mają czas i potrzebę) na tych rowerach śmigają. I każdy wie, że w zdrowym ciele zdrowy duch. Bardzo by mi się takie coś u nas podobało i mam nadzieję, że moje pokolenie będzie już TAKIMI seniorami!

<><>

Piątek. W weekend jedziemy do dziadków, ja jutro rano pobiegam, Mieszko ma urodziny kolegi i pewnie znowu zleci za szybko. Z tymi urodzinami mamy problem, bo skoro sklepy zamknięte, to co kupić 10-latkowi?? Dziś wieczorem pojedziemy z młodym do jakiegoś papierniczego, a może do jakiegoś rtv i będziemy kombinować… Tymczasem mam nadzieję, że młody nie zapomni pożyczyć z biblioteki lekturę. Widziałam, że w pdf-ie to tylko dwie strony, ale ma przeczytać KSIĄŻKĘ. Papierową! Nie mamy czytników, staram się nie drukować lektur z internetu, bo marzy mi się, żeby czytanie było (TEŻ dla nich) obrządkiem. Gdy robi nam się tych książek za dużo, to po prostu się ich pozbywamy! Stoi cała siata do przekazania do biblioteki, tylko dla odmiany TERAZ nie przyjmują… Ach, no i poprosiłam Łucję, żeby wysłała młodemu z MOJEGO telefonu esemesa. By nie zapomniał o LEKTURZE. I teraz sprawdziłam w historii co mu to napisała…

<><>

  • Mamo, kiedy Ciebie nie było zmieniłam sobie nazwę na instagramie.
  • Ok, Łucja. A podasz mi nową nazwę, żebym mogła Ci czasem coś wysyłać?
  • Tak. Zobacz… Lila mówi, że to bardzo atencyjne.
  • No… Fajnie, że jesteś bez żadnych numerów, czy znaków specjalnych. Sama nazwa. Zostaw.
  • Najpierw chciałam coś z Lucy, ale z Lucy są wszystkie możliwe kombinacje zajęte, sama Łucja jest zajęta przez jakąś starą babę, która nigdy nic nie wkleiła… Wyobraź sobie, że Kasia K. zrobiła sobie konto, gdzie w imieniu dała 14 a!
  • Nieźle. Ja np. lubię moje adresy meilowe. Mam na Wirtualnej Polsce meila, gdzie mam tylko 3 litery przez małpą. Podobno bardzo starzy ludzie mają cztery. A ja mam trzy! Mam niezłe konto na tlenie i to z imieniem i nazwiskiem mam też w kilku miejscach bez znaków specjalnych…
  • Tak to jest, kiedy żyłeś na początku świata i wszystkie nazwy miałeś jeszcze wolne!!!!