Pamiętacie pierwszy ZAPACH świąt? Nie tą choinkę w domu u babci, nie cukierki, które się wyjadało, czy pierwszą Pasterkę, a ZAPACH? Ja pamiętam. Pamiętam jak biegaliśmy z bratem na podwórku, było pełno śniegu i TEN zapach TAM pamiętam… Nie choinki, nie karpia, a powietrza. Wiele lat później jechałam z bratem autem przez znaną mi okolicę i otworzyłam szyby. Czujesz? Tak pachniało u babci? Takie mokre zimowe kury… Brat mnie sprowadził na ziemię mówiąc: Tak pachnie smog. To węgiel ma taki zapach. Wychodzi więc na to, że zapach dzieciństwa to zapach smogu – węgla, którym palono w piecach i zziębniętych kur.
Moim dzieciom zaserwuję zapach gotowanej ryby jak ZAPACH ŚWIĄT. Zupa rybna robi się od rana. Skoro świt nastawiłam wywar, a potem działałam dalej. Najpierw zamknęły się w pokoju, lecz zapach przeniknął wszędzie… Wiem, za późno włączyłam wywietrznik, ale nie lubię tego szumu! Już gotowa (zapomniałam o winie, ale u dziadków jakieś doleję), a ciasta odebrane. Prezenty dla dziadków już w bagażniku, a galowe ubrania wybrane.
WESOŁYCH i POGODNYCH ŚWIĄT! Myślałam na Wielkanoc, że to takie jedne święta, a teraz zaczynam myśleć, że tak już będzie zawsze. W okrojonym składzie, bez spacerów i z ograniczeniami. Ale doceńmy to co mamy. Będziemy teraz przez te kilka dni pysznie jedli i dużo rozmawiali. Lubię święta i cieszę się, że przyszły! 😀

